W rozwikłaniu zagadki, co kryje się w porozumieniu, inwestorom nie pomogą zainteresowane spółki. - Ani Pekao, ani BPH nie są jego stronami, tym samym nie mają obowiązku o nim informować - powiedział nam Łukasz Dajnowicz, rzecznik KPWiG. Jednak obecna sytuacja oznacza nierówność w dostępie do informacji - UniCredito zna warunki ugody, a pozostali akcjonariusze, mający 29 proc. akcji, nie. Zapytaliśmy KPWiG, czy będzie chciała wyjaśnić sprawę. Rzecznik odpowiedział, że: Może jedynie powtórzyć tylko to, co wcześniej.
Nikt nic nie wie
Nie wiadomo, kiedy szczegóły zostaną ujawnione. Być może nastąpi to po podpisaniu porozumienia (zostało ono bowiem tylko parafowane), co ma nastąpić we wtorek lub środę.
Tymczasem pojawia się coraz więcej scenariuszy opisujących w jaki sposób z BPH zostanie wydzielonych 200 z 480 placówek banku. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że "parametry placówek, które zostaną wydzielone, zostaną opisane w umowie". To oznaczałoby, że UniCredito nie będzie mogło dowolnie ustalać listy oddziałów, przeznaczonych do sprzedaży. Tyle że te skąpe informacje nie przekonują inwestorów, którzy obawiają się, że na tej operacji mogą stracić. - Mam wrażenie, że sprzedający papiery BPH inwestorzy boją się, że mogą zostać z akcjami wydmuszki, w której będą puste oddziały i logo - uważa Piotr Palenik, analityk ING Securities. - Natomiast co cenniejsze aktywa będą przeniesione przez UniCredito do Pekao. Stąd nerwowe reakcje rynku. Nie zakładam jednak tak pesymistycznego scenariusza - dodaje.
Źródła związane ze stronami porozumienia twierdzą, że w sprzedawanej części BPH mają pozostać znaczące aktywa - czyli depozyty i kredyty klientów. O ile klienci zdecydują się na pozostanie w mini-BPH. Tyle że rynek spodziewa się, że klienci wybiorą Pekao lub konkurencję.