Bank Millennium miał w I kw. 69,7 mln zł zysku netto. Wynik był o 54 proc. lepszy niż przed rokiem. Rynek spodziewał się, że będzie poprawa, ale nie w takiej skali. Reakcję będzie jednak widać dopiero dziś. Wstępne wyniki banku zostały podane po zamknięciu wczorajszej sesji. Przez kilka ostatnich dni (z wyjątkiem wczorajszego) notowania Millennium szły w dół.
Skąd wziął się duży wzrost zysku? Prezes Bogusław Kott podkreślał na spotkaniu z dziennikarzami, że to efekt zwiększenia przychodów. Przychody operacyjne były o 10,6 proc. wyższe niż w I kw. ub.r. i wyniosły 287,9 mln zł. Największy udział w ich wzroście miały dochody z prowizji, które zwiększyły się o 23,5 proc., do 77,4 mln zł. Według Fernanda Bicho, członka zarządu Millennium, bank zawdzięcza je funduszom inwestycyjnym, zarządzaniu aktywami oraz prowizjom kredytowym.
Na rynku kredytowym największe znaczenie dla Millennium mają pożyczki na mieszkania. W pierwszych trzech miesiącach br. bank udzielił kredytów hipotecznych o wartości 760 mln zł, o 109 proc. więcej niż przed rokiem. Od końca marca 2005 r. portfel hipotek zwiększył się z 1,9 do 4,2 mld zł.
Drugim motorem wzrostu po kredytach hipotecznych mają być karty kredytowe. Dotychczas bank wydał ich niespełna 160 tys., a zadłużenie klientów z tytułu limitów w kartach wynosiło w końcu marca 159 mln zł. "Kartowych" klientów powinno jednak wkrótce szybko przybywać. Dlaczego? Bank zatrudnił 250 agentów (są na etacie, ale ich wynagrodzenia zależą głównie od efektów), którzy zajmują się bezpośrednią sprzedażą plastików.
Zarząd jest mniej zadowolony z efektów w bankowości korporacyjnej. Tutaj klientów bank chce przyciągać produktami skarbowymi, usługami cash management i leasingiem.