Specjaliści od planowania, fachowcy od marketingu i reklamy we wszystkich liczących się na rynku detalicznym bankach zachodzą w głowę: jak zdobyć klientów Banku BPH. Bo bank, trzeci co do wielkości gracz na polskim rynku, prowadzący 1,34 mln kont osobistych, mający prawie 400 tys. kart kredytowych - stał się łatwym celem. A raczej łatwy cel dla konkurencji stanowią obecni klienci BPH. W ciągu najbliższych kilku, kilkunastu miesięcy bank zostanie bowiem podzielony na dwie części. Jeden człon banku zostanie włączony do Pekao, drugi zaś - wystawiony na sprzedaż. Podobnie ma być z klientami BPH - część trafi do banku z żubrem, część zostanie sprzedana razem z bankiem. Sęk w tym, że nie wiadomo. Takie zamieszanie wywołuje coraz większy niepokój wśród klientów banku. I ten niepokój próbują wykorzystać konkurenci BPH.
BPH na celowniku
Jako pierwszy do ataku (i to ostrego) ruszył BRE Bank, a dokładnie jego internetowe ramię mBank. W ubiegłym tygodniu w internecie można było zobaczyć baner reklamowy banku: "Słyszałeś o wielkiej fuzji dwóch banków? Kogo trafi?" Po chwili można było poznać odpowiedź: "Ciebie w kieszeń!? Przejdź do mBanku". Reklama raczej nie spodobała się w BPH i na jego reakcję nie trzeba było długo czekać. W sprawie reklamówki mBanku u prezesa BRE Sławomira Lachowskiego osobiście interweniował szef BPH Józef Wancer. Protest złożył też bank Pekao. - Nie jestem naiwny, zdaję sobie sprawę, że konkurencja zechce wykorzystać naszą sytuację, ale ten poziom ataku wzbudził mój niesmak - powiedział "Parkietowi" J. Wancer. Interwencja prezesa BPH odniosła skutek i po zaledwie dniu niefortunny baner zniknął z internetu. - Nie chcieliśmy nikogo atakować. Naszym celem jest chęć zwrócenia uwagi potencjalnych klientów na sytuację rynkową oraz skłonienie ich do refleksji. Nie oceniamy usług konkurencji, nie podajemy w wątpliwość solidności największych graczy na rynku, których darzymy dużym szacunkiem - wyjaśnia Paulina Rutkowska, rzeczniczka mBanku. Przyznała jednak, ze mBank zastanawia się nad tym jak pozyskać klientów BPH. - Ponad 400 tys. internetowych klientów BPH, i to klientów bardzo dobrych, to grupa, o której na pewno myślimy. Nie ma co silić się na obłudę. Inni robią to samo, tylko głośno o tym nie mówią - dodaje P. Rutkowska.
Konkurencja się czai
Swoich planów nie kryje też największy rodzimy detalista PKO BP, który już czeka na ewentualne potknięcia rywala: - Na razie nie będzie specjalnej oferty skierowanej do klientów BPH. Czekamy na rozwój sytuacji i na to, jak będzie rozwijał się proces połączenia. Wtedy zareagujemy i dostosujemy naszą ofertę do sytuacji - mówi Kazimierz Małecki, wiceprezes PKO BP. Inne banki są bardziej powściągliwe w ogłaszaniu planów ewentualnego "zagospodarowania" klientów BPH. - Jesteśmy nastawieni na zdobycie jak największej rzeszy klientów. Nie będziemy jednak podkupywać klientów BPH i żadnej specjalnej kampanii marketingowej do nich nie skierujemy - twierdzi Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego.