W tym roku indeks WIG, obrazujący notowania szerokiego spektrum spółek giełdowych, wzrósł o ponad jedną piątą. Jeszcze tydzień temu zyskiwał blisko 30 proc. W porównaniu z ostatnimi miesiącami 2005 r. doszło do znacznego przyspieszenia ruchu w górę. Tymczasem zyski spółek poprawiały się w I kwartale tego roku w znacznie wolniejszym tempie niż w IV kwartale 2006 r. Na poziomie operacyjnym były o zaledwie 3,2 proc. lepsze niż rok wcześniej. Pod koniec minionego roku rosły w tempie 10-krotnie większym. Gdyby nie banki, zysk przed odliczeniem podatków oraz efektów działalności finansowej byłby niższy niż w I kwartale 2005 r. A jeśli nie uwzględniać w zestawieniu KGHM, spadek byłby już bardzo wyraźny. W przypadku zarobku netto te statystyki wyglądają bardziej optymistycznie, ale i tak zdecydowanie słabiej niż w ostatnich trzech miesiącach 2005 r.
Spekulacyjny element hossy
Na poziom giełdowych notowań - nieco upraszczając - składają się wypracowywane przez spółki wyniki oraz akceptowany przez inwestorów poziom wskaźników wycen. Stąd w sytuacji gdy wskaźniki wycen mają niskie wartości, nie potrzeba wcale pokaźnej poprawy zysków do zwyżki kursów. Czy z taką sytuacją mamy do czynienia w ostatnich tygodniach? Czy wyceny rzeczywiście są atrakcyjne, co uzasadniałoby skalę tegorocznego ruchu cen w górę?
Z punktu widzenia całego rynku, a zwłaszcza segmentu blue chips, na który bardzo duży wpływ mają banki oraz KGHM, trudno mówić o wyraźnym przewartościowaniu. Wskaźnik cena/zysk (C/Z) dla indeksu WIG wynosi niecałe 13. Mniej atrakcyjnie przedstawia się dla indeksu MIDWIG (16), a jeszcze gorzej sytuacja wygląda w odniesieniu do najmniejszych spółek, które znajdują się w składzie WIRR-u. Tutaj wiele przedsiębiorstw notuje straty, a bez ich uwzględniania wskaźnik jest taki sam, jak dla spółek średniej wielkości. Na koniec 2005 r. C/Z dla indeksu WIG20 wynosił 11,7, w II połowie 2005 r. 12,2. Te współczynniki obliczane są przy uwzględnieniu znaczenia poszczególnych firm w indeksach. W WIG20 KGHM i banki mają prawie połowę udziałów. W MIDWIG banki mają przeszło jedną czwartą udziałów.
W czasie hossy naturalną sytuacją jest utrzymujący się optymizm. Skłania inwestorów do akceptowania coraz wyższych wycen. Powodem tego zjawiska są nadzieje, że korzystna koniunktura gospodarcza utrzyma się i spółki będą w stanie generować coraz większe zyski. Wyniki I kwartału mogą zasiać co do tego wątpliwość. Na rezultaty banków oraz KGHM miały wpływ specyficzne czynniki (do ich utrzymania można mieć wątpliwości). W pierwszym przypadku dało się zauważyć wyraźne oddziaływanie giełdowej hossy na wyniki. Pęczniejące w wyniku zwyżki cen oraz napływu nowych środków aktywa funduszy inwestycyjnych zwiększały dochody z opłat za zarządzanie. Natomiast KGHM korzystał z rekordowych cen miedzi. Obawy o kondycję światowej gospodarki, jakie pojawiły się na rynkach w ostatnich dniach, i gwałtowne reakcje inwestorów skłaniają do obaw o podtrzymanie korzystnych tendencji wzrostu aktywów funduszy inwestycyjnych oraz cen miedzi.