Zważywszy że tylko w tym roku rząd zamierza wydać na zaprojektowanie i wdrożenie systemów informatycznych nieco ponad 3 miliardy złotych, a w przyszłym 3,25 miliarda, należałoby się zastanowić, czy nasze pieniądze - na te bez wątpienia potrzebne prace - są wydawane najlepiej jak można.

Winny IACS

Pierwsza była informacja wiceministra rolnictwa Jana Ardanowskiego, który tłumaczył, dlaczego nie wypłacono do dziś polskim rolnikom całości dopłat bezpośrednich. No i jak Państwo myślą, kto według ministra jest za to odpowiedzialny? Ministerstwo Rolnictwa, bo nie przewidziało w polskim prawie wcześniejszych wypłat dla rolników w formie zaliczek (co inne kraje z powodzeniem robią)? Albo może winni są urzędnicy pakujący o 16.00 teczki w ministerstwie? Albo pracownicy rozlicznych agend rolniczych, którzy na czas nie wprowadzili niezbędnych danych do komputera? Nie, nie, nie!

Winien jest system informatyczny IACS, w którym liczone są rzeczone dopłaty.

Chciałoby się zapytać, dlaczego system tak nieładnie potraktował polskich rolników? Minister wyjaśnił, że system nie przewiduje wcześniejszych wypłat niż w ciągu 9 miesięcy. Jakie to proste, prawda? I każdy zrozumie. A komputera, jak wiadomo, nie można na szczęście ani zdymisjonować, ani tym bardziej wyrzucić z pracy, chyba że przez okno. Aby ratować honor ministra, ulżyć rolnikom, a co najważniejsze, aby chronić cenne ministerialne głowy, pracownicy resortu oraz podległych ministrowi służb, pracując bez wytchnienia po 26 godzin na dobę (jak to powiedział zupełnie poważnie na naradzie pracowniczej pewien mój znajomy), dzielnie zastąpili komputer i wypłaty dla rolników będą niebawem.

Dlaczego w takim razie zapłacono za część informatyczną IACS-u grubo ponad 100 milionów złotych (według mojej wiedzy, zdecydowanie więcej). Czy to nie pracownicy nadzorowanych przez resort służb (a w szczególności Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa) pisali założenia do systemu (szczerze mówiąc, nie było to jakieś potwornie trudne dzieło, ponieważ większość to standardy unijne, plus tak zwana polska specyfika)? Czy to nie rozliczne komisje przyjmowały system i decydowały o zapłacie faktur dla dostawcy?

Panie ministrze, nie wierzę, że tak może działać system, aby jego ograniczeniem była możliwość wypłat nie wcześniej niż w ciągu 9 miesięcy. Pracuję w branży IT wyjątkowo długo i nie spotkałem systemu z tak dziwnym ograniczeniem.

Albo pan wierzy, że tak działają systemy informatyczne. Albo mówi zgodnie z teorią mojego przyjaciela: jak nie wiesz, co powiedzieć, to powiedz coś w miarę blisko tematu, a jest szansa, że ludzie ciebie nie zrozumieją. Ja, rzeczywiście, pana ministra nie rozumiem.

Straż Graniczna bez systemu

Od dłuższego już czasu Straż Graniczna prowadzi przetarg na system ochrony granic wart ok. 200 milionów złotych.

Zgodnie z polskim prawem i zdrowym rozsądkiem, powinna wygrać oferta najtańsza, spełniająca wymogi merytoryczne, zawarte przez zamawiającego w tzw. SIWZ (specyfikacji istotnych warunków zamówienia). No tak, ale to byłoby zbyt proste. Osobom pozostającym czasowo bez pracy proponuję założenie natychmiast firmy zajmującej się wyłącznie kompletowaniem załączników do ofert, ponieważ właśnie z powodów czysto formalnych różnic między dokumentami krajów pochodzenia a polskimi została wykluczona z tego przetargu większość oferentów - nie patrząc ani na wartość merytoryczną rozwiązania, ani tym bardziej na cenę!

I tak np. załączone pełnomocnictwo przetłumaczone (na język polski) i podpisane przez tłumacza przysięgłego nie zawierało oryginału. Oświadczenie innej firmy zostało złożone przed adwokatem, a nie przed notariuszem. Kolejnego oferenta odrzucono tylko dlatego, że dostarczył zaświadczenie o niekaralności członków zarządu z wyjątkiem kar do 2 lat. I na nic się zdały tłumaczenia, że w jego kraju nie ma po prostu takiego jak u nas rejestru skazanych i że składający ofertę dostarczyli jedynie to, co mogli dostarczyć. Trzeba w tym miejscu wyjaśnić, że przygotowanie się do przetargu tej klasy, jak na system ochrony granic, wymaga poniesienia przez każdą z uczestniczących w nim firm nakładów rzędu 0,5-2 milionów złotych. W przypadku wykluczenia z przetargu są to pieniądze wyrzucone w błoto.

Jestem pewien, że każda z wykluczonych firm chętnie podzieliłaby się przyszłym zyskiem ze swojego kontraktu za odpowiednie skompletowanie tych wszystkich dziwnych i niezrozumiałych papierków wymaganych przez naszą Straż Graniczną. W każdym razie przetarg trwa dalej i dużo osób jest przy nim strasznie zapracowanych.

A kiedy ruszy system ochrony granic wart 200 milionów? Wydaje się, że na to proste pytanie nikt w Straży Granicznej nie jest dziś w stanie odpowiedzieć.

Schengen też leży odłogiem

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wspólnie z policją odpowiada za wykonanie i wdrożenie polskiej części systemu informatycznego Schengen II (SIS II) oraz System Informacji Wizowej (VIS). Gotowość komputer centralny zainstalowany w Strasburgu osiągnie w marcu przyszłego roku, o czym poinformowała nas Unia Europejska na spotkaniu Doradczej Grupy Wysokiego Szczebla, które odbyło się 5 kwietnia. W związku z natarczywymi pytaniami różnych mediów oraz innych zainteresowanych tematem przedstawicieli Parlamentu Europejskiego pan wiceminister MSWiA (pełnomocnik rządu do spraw SIS II) Grzegorz Bliźniuk na zorganizowanej konferencji zdecydowanie oświadczył, że nie ma żadnych zagrożeń dla wejścia Polski do tego systemu w planowanym terminie, tj. 28 października 2007 r. Tym bardziej że mamy, według ministra, doskonały system informatyczny KSI, który już dziś - jak uważa MSWiA - zawiera wszystkie dane potrzebne do SIS II, a nawet więcej.

Mam co do tego poważne wątpliwości.

Aby prawidłowo ruszył system Schengen II (w miejsce obecnego Schengen I), należy zbudować system ochrony granicy wschodniej i północnej i dostosować do jego wymogów sześć największych polskich lotnisk (w Gdańsku, Krakowie, Rzeszowie, Szczecinie, Wrocławiu i Poznaniu). Ponadto trzeba zbudować sieć, która połączy zmodernizowane przejścia graniczne (trzeba je zmodernizować!) z każdym innym przejściem granicznym w Unii Europejskiej. Tylko w Polsce do sieci będzie podłączonych 20 tysięcy terminali, a do tego trzeba przeszkolić ponad 100 tysięcy pracowników różnych służb. Sercem polskiej części systemu SIS II ma być system informatyczny, który właśnie trzeba zbudować. SIS II - tylko w Polsce - wymaga realizacji 84 różnych projektów (a na każdy trzeba ogłosić przetarg), które będą kosztować 310 mln euro.

W marcu Komisja Europejska pozytywnie oceniła wykonanie tylko jednego z nich (ochrona danych osobowych). A co z resztą?

Najpoważniejszą pracą, którą musi wykonać polski oddział biura SIRENE (jeszcze nie działa), to zapełnienie systemu SIS II ogromną liczbą danych, w tym zdjęć, o osobach poszukiwanych, ściganych, zaginionych oraz o skradzionych samochodach i broni. A nawet o łodziach i statkach. SIS II będzie zawierać również dane biometryczne, pozwalające na 100-procentową identyfikację każdego przekraczającego granicę Unii Europejskiej, a nawet kody DNA.

Uruchomienie systemu umożliwi każdemu z nas podróżowanie bez żadnej kontroli do wszystkich krajów połączonych tym systemem, tj. 23 członków Unii Europejskiej (bez Wielkiej Brytanii i Irlandii) oraz Szwajcarii, Norwegii i Islandii.

Piękna perspektywa, w której dożyjemy takiego momentu, gdzie tylko po nazwach miejscowości będziemy orientować się, w jakim kraju się aktualnie znajdujemy.

Ten miły obrazek zmącił na tej samej konferencji minister Bliźniuk, który dopuścił jednak możliwość, że Polska nie przygotuje systemu SIS II w terminie, a my będziemy nadal stali w długich kolejkach na granicach. I kto byłby za taką sytuację odpowiedzialny? Pan minister to wie i chce, aby wiedziała o tym cała Polska.

Za niewykonanie przez nas systemu SIS II odpowiedzialna będzie Unia Europejska. A to dlatego, że według naszego prawa o zamówieniach publicznych, aby wybrać wykonawcę systemu SIS II (i każdego innego), trzeba znać wszystkie, nawet najdrobniejsze, szczegóły funkcjonowania systemu. A te ma nam dostarczyć Komisja Europejska dopiero w czerwcu. A jeśli Komisja nie poda wszystkich tych danych dokładnie tak, aby pasowały do naszego prawa o zamówieniach publicznych, to pretensje za opóźnienia minister prosi kierować do Brukseli.

Panie ministrze, nie byłoby dobrze, aby znów - tym razem nasi dzielni funkcjonariusze resortów mundurowych - musieli pracować przy systemie SIS II po 26 godzin na dobę!

No bo kto w tym czasie będzie nas bronić?

CV

Aleksander Lesz

Były prezes i założyciel Softbanku, teraz kontrolowanego przez Prokom. Prezes funduszu G. N. A. inwestującego w nowe technologie.

>Absolwent Wydziału Finansów i Rachunkowości w Szkole Głównej Handlowej oraz Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.

Pracę zawodową rozpoczął

w 1966 r. jako operator uniwersalnej maszyny cyfrowej UMC-1 w Ośrodku Obliczeniowym Przemysłu Maszynowego w charakterze pracownika technicznego.

W 1974 r. został szefem Branżowego Ośrodka Informatyki w przemyśle chemicznym,

w 1980 r. zastępcą dyrektora i później dyrektorem

Departamentu Informatyki

Banku Pekao.