Fuzja Vistuli i Wólczanki w tym roku pozwoli na uzyskanie 3,1 mln zł korzyści. W przyszłym wzrosną one do 11,8 mln zł. Jednorazowe koszty połączenia producenta garniturów i wytwórcy koszul oszacowano maksymalnie na 7 mln zł. Z tej kwoty 4 mln zł to ewentualne odpisy na aktywa wynikające z ujednolicenia polityki rachunkowości. Kolejne 3 mln zł będą przeznaczone na opłaty za usługi doradcze, a 1 mln zł związany będzie z odprawami dla zwalnianych pracowników.
Na razie nie wiadomo, jak to przełoży się na tegoroczne wyniki. Po zakończeniu fuzji spółki zamierzają zweryfikować wcześniejsze prognozy (Vistula planowała na ten rok 150 mln zł przychodów ze sprzedaży i 17 mln zł zysku netto, a Wólczanka odpowiednio 105 i 7,5 mln zł). Spółki zapowiadają przedstawienie wówczas prognoz na przyszły rok.
Pieniądze z emisji na rozwój
Akcjonariusze dość obojętnie zareagowali na przedstawione dane. Wczoraj kurs Vistuli wzrósł o 1,4 proc. do 50,3 zł, a Wólczanki spadł o 3,1 proc. do 62 zł.
Połączona firma chce się dynamicznie rozwijać. - Naszą strategię budujemy na sprzedaży detalicznej - stwierdził Rafał Bauer, prezes Vistuli i Wólczanki. Dlatego w planach spółki jest intensywne rozbudowywanie sieci salonów firmowych. Według szacunków, do końca tego roku ich liczba powinna wzrosnąć do 200 (teraz Vistula i Wólczanka łącznie mają 164 punkty handlowe). - Naszym priorytetem jest umacnianie pozycji na krajowym rynku - powiedział Michał Wójcik, wiceprezes Vistuli. Jednak kontynuowany będzie również rozwój za granicą. - Chcemy mieć mocne marki i dlatego musimy być firmą międzynarodową - dodał Wójcik. Firmy mają już sklepy w większości krajów ościennych.