Chyba najlepsze, co można powiedzieć o ostatnich tygodniach, to że już minęły. Gwałtowne spadki i ogromna zmienność nie tworzyły zbyt przyjaznego klimatu inwestycyjnego. Wielu graczy w takich sytuacjach zagląda do rekomendacji, żeby sprawdzić, co wobec powszechnej dezorientacji mają do powiedzenia profesjonaliści. Nie zawsze okazuje się to jednak dobrym pomysłem.
Gdy rynek jest rozgrzany do czerwoności, często także analitycy dają się ponieść nadmiernemu optymizmowi. Efekt jest taki, że nawet na szczytach hossy pojawiają się sugestie kupna akcji z bardzo wysokimi cenami docelowymi. Na przemian z wyjątkowo optymistycznymi zaleceniami publikowane są również rekomendacje pesymistyczne, co zwykle zwiększa tylko mętlik w głowie i tak już zagubionego inwestora.
Uczmy się na błędach
Dobry pogląd na sprawę daje przyjrzenie się szczytowi hossy internetowej z 2000 roku, a w szczególności - rekomendacjom dotyczącym spółek, które były motorami ówczesnych wzrostów. Weźmy na przykład ComputerLand. W ciągu dwóch miesięcy poprzedzających ukształtowanie się wierzchołka hossy, firma otrzymała 3 rekomendacje sprzedaży oraz 5 rekomendacji kupna lub akumulowania akcji. Różnice w cenach docelowych były naprawdę znaczące, a opublikowana na trzy tygodnie przed szczytem rekomendacja Merrill Lynch zakładała nawet ponad 80-procentowy potencjał wzrostu.
Z kolei papiery Comarchu tuż przed pęknięciem bańki internetowej zostały wycenione przez specjalistów z Salomon Smith Barney na 330 zł, wobec ceny rynkowej na poziomie 145 zł. Podobnie pozytywne spojrzenie przejawiało się także w wycenach Prokomu oraz innych spółek informatycznych.