szybko pojawiły się głosy, że poważniejszego osłabienia polskiej waluty
nie należy oczekiwać. Jednym z takich uspokajających był w ubiegłym
tygodniu W. Orłowski, były doradca ekonomiczny Prezydenta Kwaśniewskiego.
Patrząc na wykresy można odnieść wrażenie, że to jeszcze nie koniec tego
ruchu. Zatem może pojawić się wpływ na poziom cen, choć oczywiście nie
jest to czynnik decydujący.
Nawet bez wpływu zmian kursu walutowego inflacja jest nieco wyższa od
prognoz, jakie były stawiane jeszcze kilka miesięcy temu. Powoli są
podnoszone oczekiwania co do wielkości inflacji na koniec roku. W tym
tygodniu podano informację o rosnących miarach inflacji bazowej.
Oczywiście nadal są one niskie, ale sam fakt zmiany jest już dość istotny.
Dla kogo? Oczywiście dla Rady Polityki Pieniężnej. W tym tygodniu mamy jej
posiedzenie. W środę zapewne dowiemy się, że stopy procentowe pozostaną na
niezmienionym poziomie. Nikt już nie liczy, że dojdzie do cięcia.
Czynników, które mogą wzbudzić obawy o wielkość inflacji jest już zbyt
dużo. Na tyle dużo, że niektórzy oczekują podwyżki stóp jeszcze w tym
roku. Ostatnio analitycy z J.P. Morgan po dobrych danych o dynamice
produkcji przemysłowej podnieśli swoje oczekiwania co do wysokości stóp
procentowych w Polsce. Ich zdaniem jeszcze w tym roku RPP zdecyduje się na
podniesienie stóp o 25 pkt bazowych, a w I kw. roku przyszłego ruca za rynek, jako pewna. Oczekuje się,
że w czwartek komitet otwartego rynku (FOMC) podniesie stopy o kolejne 25
pkt bazowych. Nie wszyscy ekonomiści się z tym zgadzają sygnalizując, że
rosnące stopy procentowe negatywnie wpływają na dynamikę wzrostu
gospodarczego. Szefowie banków rezerwy federalnej, a w szczególności sam
Ben Bernanke, jasno dali do zrozumienia, że poziom inflacji jest dla nich
ważniejszym problemem niż możliwe spowolnienie gospodarcze. Tym samym, gdy
jeszcze kilka tygodni temu rozpatrywano możliwość pozostawienia stóp na
niezmienionym poziomie, tak teraz cały rynek jest zgodny, że te zostaną
podniesione.
Dla polskich inwestorów niestety nie jest to dobra wiadomość. Narasta
bowiem sygnalizowana tu od dłuższego czasu konkurencja na globalnym rynku
kapitałowym. Wypływający z Polski kapitał jasno daje do zrozumienia, gdzie
widzi szansę na korzystniejszą lokatę. I nie chodzi tu tylko o poziom
ryzyka. Tak jak nigdy nie chodzi tylko o poziom zysku. Przy takich
decyzjach bierze się pod uwagę relację obu czynników. Patrząc z punktu
widzenia inwestora zagranicznego, jaki potencjalny zysk może przynieść
inwestycja w Polsce i jakie ona pociąga za sobą ryzyko? Chyba wielu "czuje
w kościach", że na rynku walutowym trwa właśnie korekta osłabiająca
złotego, co dla inwestorów zza granicy jest czynnikiem obniżającym
rentowność ich inwestycji w Polsce. Nie mniej ważny jest fakt choćby
przewartościowania rynku akcji. Hossa na rynku surowcowym zgasła, a tym
samym zabrakło czynnika podsycającego zakupy spółek z surowcami związanych.
W takiej sytuacji liczenie na powrót do wzrostów na rynku akcji wydaje się
myśleniem życzeniowym. Być może będziemy mieli jeszcze próbę podniesienia
rynku, ale nie daję jej większych szans na sukces. Wydaje się, że o hossie
trzeba będzie zapomnieć. Wprawdzie jest jeszcze szansa na powrót do
trendu, ale dotychczasowy przebieg notowań skutecznie ją zmniejsza. Popyt
jest mizerny. Na całe szczęście podaż też nie jest wielka więc kursy
wahają się w konsolidacji. Problem w tym, że konsolidacja w tej chwili nie
jest najlepszym rozwiązaniem.
Kluczowym wydarzeniem ostatnich tygodni był moim zdaniem spadek cen pod
poziom konsolidacji z początku roku ( Wykres_1.gif ). To sprawia, że
mówieni o hossie ma miałkie podstawy. Jedyną nadzieją byków może jeszcze
scenariusz kanału wzrostowego ( Wykres_2.gif ). Problem w tym, że nastroje
nie są na tyle podłe, by oczekiwać szybkiego powrotu do wzrostu. Nikt
jeszcze o bessie nie mówi, mimo że kilka argumentów za nią stoi. Sam nie
wiem, czy mamy bessę, ale przynajmniej rozważam taką możliwość i uważam,
że teraz jest ona bardziej prawdopodobna niż powrót do hossy. Przełamanie
poziomu 2400 pkt (indeks) byłoby tylko tego potwierdzeniem. Tu byki mają
ostatnią szansę. Na razie popyt nie broni jej zbyt aktywnie, a powinien,
bo spadek może później być głęboki.
Kamil Jaros
[email protected]