Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 25.06.2006 19:18

Kamil Jaros

Najważniejszym wydarzeniem ostatniego tygodnia była niewątpliwie dymisja

Zyty Gilowskiej. To co przez wiele tygodni wisiało nad rynkiem w końcu

stało się rzeczywistością. Cała sytuacja, jak to zwykle bywa, ma swoje

plusy i minusy. Z jednej strony ucieka niepewność, której rynki nie lubią.

Reklama
Reklama

Ciągłe straszenie dymisją nie było zdrowe. Z drugiej strony pojawia się

obawa o dalszy tok prac nad reformą finansów publicznych oraz bieżących

działań ministerstwa. Plusem jest szybka decyzja co do następcy Pani

Minister. Minusem jego anonimowość Pawła Wojciechowskiego dla większości.

Można się tylko pocieszać, że to człowiek znający rynek finansowy od

strony praktyki, a tym samym można liczyć na jego wyczucie w relacjach z

Reklama
Reklama

tym rynkiem.

Cała ta sytuacja ma jednak i inny wymiar. Co by nie mówić rząd stracił

wyrazistą postać, której nie można było odmówić determinacji z dążeniu do

własnych celów, a że cele te były szczytne rynek finansowy odbierał to

pozytywnie. Nowy minister jest mniej znany, a tym samym z pewnością nie

będzie obdarzony równie dużym kredytem zaufania. To w konsekwencji

Reklama
Reklama

zmniejsza zaufanie do całego rządu. Strażnik państwowej kasy jest mniej

pewny. Będzie oczywiście miał okazje się wykazać, ale na razie obawy

pozostają. Wraz z dymisją Gilowskiej szybko zapewniono o podtrzymaniu toku

prac nad reformą finansów publicznych oraz zapewniono, że "kotwica

budżetowa" będzie nadal sztywno utrzymywana. To miłe, ale to są tylko

Reklama
Reklama

deklaracje. Nie wiadomo, jak silny jest Wojciechowski i jak będzie dawał

sobie radę z pozostałymi ministrami, a zwłaszcza wicepremierami.

Rynki na tą zmianę zareagowały spokojnie, ale mimo wszystko daje się

odczuć niepokój. Rynek akcji sobie nie radzi, a złoty słabnie. Wpisuje się

to w obserwowany od jakiegoś czasu exodus kapitału zagranicznego z Polski,

Reklama
Reklama

który jest częścią szerszej akcji wychodzenia z rynków wschodzących. Złoty

słabł przecież nie tylko w ostatnim tygodniu, ale trwa to już jakiś czas.

O spadkach na giełdzie nie trzeba nikomu przypominać. Warto pamiętać, że

utrata wartości złotego jest jednym z elementów, które mogą wpłynąć na

poziom inflacji. Ostatni ruch na złotym wzbudził pewien niepokój, ale

Reklama
Reklama

szybko pojawiły się głosy, że poważniejszego osłabienia polskiej waluty

nie należy oczekiwać. Jednym z takich uspokajających był w ubiegłym

tygodniu W. Orłowski, były doradca ekonomiczny Prezydenta Kwaśniewskiego.

Patrząc na wykresy można odnieść wrażenie, że to jeszcze nie koniec tego

ruchu. Zatem może pojawić się wpływ na poziom cen, choć oczywiście nie

jest to czynnik decydujący.

Nawet bez wpływu zmian kursu walutowego inflacja jest nieco wyższa od

prognoz, jakie były stawiane jeszcze kilka miesięcy temu. Powoli są

podnoszone oczekiwania co do wielkości inflacji na koniec roku. W tym

tygodniu podano informację o rosnących miarach inflacji bazowej.

Oczywiście nadal są one niskie, ale sam fakt zmiany jest już dość istotny.

Dla kogo? Oczywiście dla Rady Polityki Pieniężnej. W tym tygodniu mamy jej

posiedzenie. W środę zapewne dowiemy się, że stopy procentowe pozostaną na

niezmienionym poziomie. Nikt już nie liczy, że dojdzie do cięcia.

Czynników, które mogą wzbudzić obawy o wielkość inflacji jest już zbyt

dużo. Na tyle dużo, że niektórzy oczekują podwyżki stóp jeszcze w tym

roku. Ostatnio analitycy z J.P. Morgan po dobrych danych o dynamice

produkcji przemysłowej podnieśli swoje oczekiwania co do wysokości stóp

procentowych w Polsce. Ich zdaniem jeszcze w tym roku RPP zdecyduje się na

podniesienie stóp o 25 pkt bazowych, a w I kw. roku przyszłego ruca za rynek, jako pewna. Oczekuje się,

że w czwartek komitet otwartego rynku (FOMC) podniesie stopy o kolejne 25

pkt bazowych. Nie wszyscy ekonomiści się z tym zgadzają sygnalizując, że

rosnące stopy procentowe negatywnie wpływają na dynamikę wzrostu

gospodarczego. Szefowie banków rezerwy federalnej, a w szczególności sam

Ben Bernanke, jasno dali do zrozumienia, że poziom inflacji jest dla nich

ważniejszym problemem niż możliwe spowolnienie gospodarcze. Tym samym, gdy

jeszcze kilka tygodni temu rozpatrywano możliwość pozostawienia stóp na

niezmienionym poziomie, tak teraz cały rynek jest zgodny, że te zostaną

podniesione.

Dla polskich inwestorów niestety nie jest to dobra wiadomość. Narasta

bowiem sygnalizowana tu od dłuższego czasu konkurencja na globalnym rynku

kapitałowym. Wypływający z Polski kapitał jasno daje do zrozumienia, gdzie

widzi szansę na korzystniejszą lokatę. I nie chodzi tu tylko o poziom

ryzyka. Tak jak nigdy nie chodzi tylko o poziom zysku. Przy takich

decyzjach bierze się pod uwagę relację obu czynników. Patrząc z punktu

widzenia inwestora zagranicznego, jaki potencjalny zysk może przynieść

inwestycja w Polsce i jakie ona pociąga za sobą ryzyko? Chyba wielu "czuje

w kościach", że na rynku walutowym trwa właśnie korekta osłabiająca

złotego, co dla inwestorów zza granicy jest czynnikiem obniżającym

rentowność ich inwestycji w Polsce. Nie mniej ważny jest fakt choćby

przewartościowania rynku akcji. Hossa na rynku surowcowym zgasła, a tym

samym zabrakło czynnika podsycającego zakupy spółek z surowcami związanych.

W takiej sytuacji liczenie na powrót do wzrostów na rynku akcji wydaje się

myśleniem życzeniowym. Być może będziemy mieli jeszcze próbę podniesienia

rynku, ale nie daję jej większych szans na sukces. Wydaje się, że o hossie

trzeba będzie zapomnieć. Wprawdzie jest jeszcze szansa na powrót do

trendu, ale dotychczasowy przebieg notowań skutecznie ją zmniejsza. Popyt

jest mizerny. Na całe szczęście podaż też nie jest wielka więc kursy

wahają się w konsolidacji. Problem w tym, że konsolidacja w tej chwili nie

jest najlepszym rozwiązaniem.

Kluczowym wydarzeniem ostatnich tygodni był moim zdaniem spadek cen pod

poziom konsolidacji z początku roku ( Wykres_1.gif ). To sprawia, że

mówieni o hossie ma miałkie podstawy. Jedyną nadzieją byków może jeszcze

scenariusz kanału wzrostowego ( Wykres_2.gif ). Problem w tym, że nastroje

nie są na tyle podłe, by oczekiwać szybkiego powrotu do wzrostu. Nikt

jeszcze o bessie nie mówi, mimo że kilka argumentów za nią stoi. Sam nie

wiem, czy mamy bessę, ale przynajmniej rozważam taką możliwość i uważam,

że teraz jest ona bardziej prawdopodobna niż powrót do hossy. Przełamanie

poziomu 2400 pkt (indeks) byłoby tylko tego potwierdzeniem. Tu byki mają

ostatnią szansę. Na razie popyt nie broni jej zbyt aktywnie, a powinien,

bo spadek może później być głęboki.

Kamil Jaros

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama