Dokument, na podstawie którego dokonano podwyższenia kapitału w Optimusie, został sfałszowany - twierdzi były prezes firmy Michał Lorenc. Jego słowa potwierdza Joanna Rajchel, była prawniczka spółki. Lorenc twierdzi również, że do 11 lipca nie wiedział o istnieniu sfałszowanego dokumentu. Mówi, że nie zdawał sobie sprawy z faktu, że w spółce mogło dojść do naruszenia prawa. Według Michała Lorenca, za cały projekt zakupu Zatry, łącznie z polityką informacyjną i relacjami inwestorskimi, odpowiadał obecny prezes Optimusa Piotr Lewandowski. Był wówczas w spółce dyrektorem ds. strategii i rozwoju.
Prezes był zajęty
Michał Lorenc twierdzi, że to nie on przyszedł do Michała Dębskiego (wtedy właściciela prawie 100 proc. udziałów w Zatrze) z propozycją zakupu udziałów w skierniewickiej fabryce. Z planem takiej transakcji zwrócił się do Lorenca Piotr Lewandowski, który argumentował, że przejęcie firmy będzie zgodne ze strategią Optimusa. - Pracowaliśmy razem od dłuższego czasu. Był moją prawą ręką. Nie miałem podstaw, by mu nie ufać - mówi M. Lorenc. Według niego, nieprawdziwe są twierdzenia Dębskiego, iż miała być to transakcja gotówkowa. Lewandowski od razu zaproponował opłacenie transakcji akcjami Optimusa. Dostarczył opinie prawne i plan podwyższenia kapitału zakładowego. - Jako jednoosobowy zarząd nie miałem czasu, by sprawdzać wszystkie dokumenty i ich zgodność z literą prawa zwłaszcza że nie miałem podstaw, by je kwestionować. Zostałem zmanipulowany i wprowadzony w błąd - mówi były prezes.
Sfałszowana uchwała
Michał Lorenc twierdzi, że nie wiedział, iż do przeprowadzenia prywatnej emisji z wyłączeniem prawa poboru (którą objął Michał Dębski) wykorzystano sfałszowaną uchwałę rady nadzorczej. O tym, że taki dokument istniał, dowiedział się prawie dwa tygodnie po tym, jak sąd zarejestrował podwyższenie kapitału w KRS. O fałszerstwie zawiadomił prokuraturę. Joanna Rajchel, była prawniczka Optimusa, potwierdza jego wersję. Była bowiem obecna na posiedzeniu rady nadzorczej jako protokolantka. - 13 lipca zostałam wezwana do gabinetu prezesa Lewandowskiego. Był tam obecny również pan Dębski. Poproszono mnie o potwierdzenie, że uchwałą, którą mi pokazali, jest uchwała, którą podjęła rada nadzorcza. Zaprzeczyłam. Wtedy oni wręczyli mi wypowiedzenie - opowiada Joanna Rajchel. Fałszerstwo miało polegać na dodrukowaniu na oryginalnym dokumencie kilku punktów, m.in. dotyczących wyłączenia prawa poboru.