Gdyby sporządzić ranking europejskich narodów, którym przypisujemy krętactwo i podatność na korupcję, nie ulega dla mnie wątpliwości - Włosi znaleźliby się w czołówce. Pytanie, gdzie w takim rankingu umieścilibyśmy nas, Polaków. Zakładam bez zbędnego ryzyka, że bylibyśmy gdzieś w pobliżu Włochów, może bilibyśmy się z nimi o zwycięstwo.
Ale kiedy trzeba, Włosi potrafią walnąć pięścią w stół. Dowodzi tego afera na styku rynku kapitałowego i futbolu, która wybuchła mniej więcej dwa miesiące temu. Działacze Juventusu, Lazio, Fiorentiny i Milanu oskarżeni zostali o "ustawianie" meczów ligowych w sezonie 2004/2005. Trybunał Sportowy w Rzymie nie cackał się - poza Milanem kluby zostały zdegradowane do niższej klasy rozgrywek, rozpoczną sezon z ujemnymi punktami. Milan, Juventus i Fiorentina miały w tym roku zagrać w europejskich pucharach. Nie zagrają.
Ubytek we wpływach Juventusu w wyniku tych decyzji szacuje siź nawet na 0,5 mld euro. Kary nie ominęły skorumpowanych działaczy, którzy zostali zawieszeni lub otrzymali kilkuletnie zakazy działania w sporcie. Część z nich czeka jeszcze proces karny. Postępowanie nie jest jeszcze zakończone, ale sygnał wydany przez włoskie władze sportowe jest jasny - "przekrętów tolerować nie będziemy".
Działania podjęte przeciw zamieszanym w aferę klubom mają też konkretny i nieprzyjemny dla zainteresowanych wymiar finansowy. W szczególności dla Juventusu i Lazio, których akcje notowane są na mediolańskiej giełdzie. Po decyzjach Trybunału Sportowego układ sił w branży istotnie się zmienił. Juventus był niekwestionowanym liderem sektora, zarówno jeśli chodzi o wyniki finansowe i zdobywane sportowe trofea (wciąż nim pozostaje, ale dwa lata w drugiej lidze i trzy bez Ligi Mistrzów sytuację zapewne diametralnie zmienią).
Lazio jeszcze przed aferą zaliczane było do spółek śmieciowych. I choć już po decyzji Trybunału Sportowego notowania obydwu firm zwyżkowały, to jednak było to tylko "odbicie zdechłego kota". Od najwyższych kursów w tym roku (Lazio - 49 eurocentów w połowie marca, Juventus - 2,48 euro na początku maja) notowania spadły o połowę.