Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 23.07.2006 15:37

Kamil Jaros

Mimo wielu przeciwności i barier cały ubiegły tydzień stał pod znakiem

wzrostu cen. Przeglądając czynniki, które potencjalnie mogłyby wpłynąć na

poziom cen, to trudno było znaleźć takie, które z powodzeniem

przemawiałyby za zwyżką. Nie przeszkodziło to rynkowi w znacznym stopniu

Reklama
Reklama

podnieść swoją wartość. Ten pozorny paradoks można łatwo wytłumaczyć, gdy

spojrzymy na panujące na rynku nastroje. Ich miarą jest choćby publikowany

przez giełdę Wigometr. Przed tygodniem jego wartość (-53 pkt) wskazywała,

że zdecydowanie przeważają pesymiści. Jak wiemy, większość raczej nie ma

racji. Skoro większość oczekiwała spadków, to rynek faktycznie miał

ograniczony potencjał zniżki. Wzrost cen był dla tej większości

Reklama
Reklama

zaskoczeniem i należało na niego zareagować.

W tym tygodniu oczekiwania są już bardziej wyważone. Wartość Wigometru nie

jest już mocno odchylona, choć sama wykonała mocny wzrost (o 41 pkt.). Czy

można to wziąć za oznakę optymizmu? Zmiana jest znacząca. Jak widać,

ostatni tydzień u wielu ankietowanych przemodelował oczekiwania. Powinni o

tym pamiętać w szczególności gracze, którzy jeszcze rozważają dokonanie

Reklama
Reklama

zakupów. Tym bardziej, że takich czynników, które raczej nie sprzyjają

angażowaniu się w akcje jest w tej chwili sporo.

Dniem kluczowym w ubiegłym tygodniu była środa. To właśnie tego dna

mieliśmy okazję wysłuchać expose nowego premiera Jarosława Kaczyńskiego,

poznać wartość amerykańskiej inflacji oraz wysłuchać wystąpienia szefa

Reklama
Reklama

rezerwy federalnej Bena Bernanke. Dwa pierwsze wydarzenia przeszły bez

większego echa, co nie zaskakuje. Rynek nie oczekiwał wiele po wystąpieniu

J. Kaczyńskiego. Przewidywano, że aspekty gospodarcze nie będą

pierwszoplanowymi. Tym bardziej, że rynek miał już za sobą gospodarską

wizytę uspokajającą nowego premiera na warszawskim parkiecie. Gdy padły

Reklama
Reklama

zapewnienia, że kotwica budżetowa zostanie zachowana oraz rząd będzie

sprzyjał silnemu złotemu rynek ze stanu uwagi przestawił się na stan

czuwania. Oba te zapewnienia zostały wzięte za dobrą monetę, choć do obu

można mieć zastrzeżenia.

Dobrym przykładem jest tu wspomniana kotwica budżetowa, czy zapewnienie,

Reklama
Reklama

że deficyt budżetowy nie przekroczy bariery 30 mld złotych. Jakby

domyślnie założono, że dzięki temu wydatki będą trzymane w ryzach. Okazuje

się, że taki wniosek nie musi być prawdziwy. W piątek dowiedzieliśmy się o

planach podniesienia akcyzy na benzynę o 25 gr. Minister Neneman jasno dał

do zrozumienia, że poziom wydatków w 2007 r jest określony tak wysoko, że

nie ma szans na zamknięcie budżetu bez tego ruchu. Podwyżka akcyzy na

benzynę jest najłatwiejszym sposobem na łatanie dziur w budżecie, co nie

znaczy, że najlepszym. Podbicie cen benzyny może odbić się niekorzystnie

na cenach innych towarów. Mamy tu pewną sprzeczność, bo z jednej strony

mówi się o reformie podatkowej, która miała w założeniu pomóc

przedsiębiorcom, a z drugiej dociska się śrubę fiskalizmu.

Symptomatyczne jest to, że wspomniana zapowiedź podwyżki akcyzy ma miejsce

w tej samej chwili, gdy inny minister tego samego rządu - odpowiedzialny

za prywatyzację - ogłasza, że nie ma sensu przyspieszania prywatyzacji,

gdyż budżet jest w dobrym stanie. Mówi to minister, którego zadaniem miało

być pozyskanie z prywatyzacji w tym roku ponad 5 mld złotych, a będzie to

jedynie 1 mld. Nie prywatyzujemy, ale podnosimy podatki? Abstrahuje już od

faktu, że celem prywatyzacji nie jest jedynie przysparzanie dochodów do

budżetu. Inne cele nie znajdują jednak zrozumienia dla obecnie rządzących.

W tej chwili przygotowywany jest projekt um. Środowe wystąpienie

Bena Bernanke wywołało sporo zmieszania. Pamiętamy, że kilka tygodni temu

podobne wystąpienie sprawiło, że rynki zmieniły nastawienie oczekując

kolejnych podwyżek. Wtedy mówiło się o większej wadze przykładanej do

zagrożenia inflacją niż do faktu pojawiających się symptomów spowolnienia

gospodarczego. W tym tygodniu wystąpienie szefa Fed odebrano zupełnie

odmiennie. Zdanie o tym, że trzeba wziąć pod uwagę dotychczasowe podwyżki

stóp, zostało odebrane jako zapowiedź wyhamowania podwyżek.

Inwestorzy się tym ucieszyli jakby ignorując zupełnie przyczynę takie

stanu rzeczy. Niewiele osób wydawało się zmartwionych faktem możliwego

spowolnienia wzrostu gospodarczego. Trzeba też pamiętać, że zbliża się

kolejny okres burz i huraganów, który ponownie może zaszkodzić gospodarce

oraz wpłynąć na ceny ropy naftowej. Tym samym jeszcze bardziej osłabić

słabszy wzrost. Pytanie końcowe - czy indeksy w USA już to spowolnienie

zdyskontowały? Jeśli nie, to czy polski rynek będzie spokojnie rósł, gdyby

do tego dyskontowania miało dojść?

Pod względem analizy technicznej obecną sytuację można rozrysować na kilka

sposobów, co pokazuje Wykres_1.gif Istnieje możliwość, że kreślimy właśnie

formację trójkąta rozszerzającego się, co dawałoby nawet możliwość

pojawienia się nowych rekordów. Sama formacja jednak optymistyczna nie

jest. Można również rozpatrywać koncepcję pojawienia się diamentu. Moim

zdaniem, biorąc pod uwagę zmiany w wielkości obrotów ( Wykres_2.gif ),

bardziej zasadne byłoby przyjęcie, że obecne wzrosty to część formacji

klina zwyżkującego, który jest korektą spadków z przełomu maja i czerwca.

Tym bardziej, gdy zwrócimy uwagę na to, że zwyżka na rynku terminowym

zatrzymała się dokładnie na poziomie linii trendu wzrostowego, która

wcześniej została przełamana - ruch powrotny ( Wykres_3.gif ). Właśnie

obrót sprawia, że o ile należy się pogodzić ze wzrostem cen i dopuścić

możliwość jego kontynuacji jeszcze przez jakiś czas, to trzeba brać pod

uwagę, że zwyżka może skończyć się nagle i a zbytnich optymistów może

spotkać sroga kara.

Kamil Jaros

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama