że deficyt budżetowy nie przekroczy bariery 30 mld złotych. Jakby
domyślnie założono, że dzięki temu wydatki będą trzymane w ryzach. Okazuje
się, że taki wniosek nie musi być prawdziwy. W piątek dowiedzieliśmy się o
planach podniesienia akcyzy na benzynę o 25 gr. Minister Neneman jasno dał
do zrozumienia, że poziom wydatków w 2007 r jest określony tak wysoko, że
nie ma szans na zamknięcie budżetu bez tego ruchu. Podwyżka akcyzy na
benzynę jest najłatwiejszym sposobem na łatanie dziur w budżecie, co nie
znaczy, że najlepszym. Podbicie cen benzyny może odbić się niekorzystnie
na cenach innych towarów. Mamy tu pewną sprzeczność, bo z jednej strony
mówi się o reformie podatkowej, która miała w założeniu pomóc
przedsiębiorcom, a z drugiej dociska się śrubę fiskalizmu.
Symptomatyczne jest to, że wspomniana zapowiedź podwyżki akcyzy ma miejsce
w tej samej chwili, gdy inny minister tego samego rządu - odpowiedzialny
za prywatyzację - ogłasza, że nie ma sensu przyspieszania prywatyzacji,
gdyż budżet jest w dobrym stanie. Mówi to minister, którego zadaniem miało
być pozyskanie z prywatyzacji w tym roku ponad 5 mld złotych, a będzie to
jedynie 1 mld. Nie prywatyzujemy, ale podnosimy podatki? Abstrahuje już od
faktu, że celem prywatyzacji nie jest jedynie przysparzanie dochodów do
budżetu. Inne cele nie znajdują jednak zrozumienia dla obecnie rządzących.
W tej chwili przygotowywany jest projekt um. Środowe wystąpienie
Bena Bernanke wywołało sporo zmieszania. Pamiętamy, że kilka tygodni temu
podobne wystąpienie sprawiło, że rynki zmieniły nastawienie oczekując
kolejnych podwyżek. Wtedy mówiło się o większej wadze przykładanej do
zagrożenia inflacją niż do faktu pojawiających się symptomów spowolnienia
gospodarczego. W tym tygodniu wystąpienie szefa Fed odebrano zupełnie
odmiennie. Zdanie o tym, że trzeba wziąć pod uwagę dotychczasowe podwyżki
stóp, zostało odebrane jako zapowiedź wyhamowania podwyżek.
Inwestorzy się tym ucieszyli jakby ignorując zupełnie przyczynę takie
stanu rzeczy. Niewiele osób wydawało się zmartwionych faktem możliwego
spowolnienia wzrostu gospodarczego. Trzeba też pamiętać, że zbliża się
kolejny okres burz i huraganów, który ponownie może zaszkodzić gospodarce
oraz wpłynąć na ceny ropy naftowej. Tym samym jeszcze bardziej osłabić
słabszy wzrost. Pytanie końcowe - czy indeksy w USA już to spowolnienie
zdyskontowały? Jeśli nie, to czy polski rynek będzie spokojnie rósł, gdyby
do tego dyskontowania miało dojść?
Pod względem analizy technicznej obecną sytuację można rozrysować na kilka
sposobów, co pokazuje Wykres_1.gif Istnieje możliwość, że kreślimy właśnie
formację trójkąta rozszerzającego się, co dawałoby nawet możliwość
pojawienia się nowych rekordów. Sama formacja jednak optymistyczna nie
jest. Można również rozpatrywać koncepcję pojawienia się diamentu. Moim
zdaniem, biorąc pod uwagę zmiany w wielkości obrotów ( Wykres_2.gif ),
bardziej zasadne byłoby przyjęcie, że obecne wzrosty to część formacji
klina zwyżkującego, który jest korektą spadków z przełomu maja i czerwca.
Tym bardziej, gdy zwrócimy uwagę na to, że zwyżka na rynku terminowym
zatrzymała się dokładnie na poziomie linii trendu wzrostowego, która
wcześniej została przełamana - ruch powrotny ( Wykres_3.gif ). Właśnie
obrót sprawia, że o ile należy się pogodzić ze wzrostem cen i dopuścić
możliwość jego kontynuacji jeszcze przez jakiś czas, to trzeba brać pod
uwagę, że zwyżka może skończyć się nagle i a zbytnich optymistów może
spotkać sroga kara.
Kamil Jaros
[email protected]