Wstrzymanie dostaw rosyjskiej ropy do rafinerii w Możejkach wywołało ostatnio sporo zamieszania. Orlen, przyszły inwestor litewskiej firmy, zapewnia jednak, że jest przygotowany na taką sytuację.

Cezary Filipowicz, odpowiedzialny w płockim koncernie za wydobycie i handel ropą, w rozmowie z "Parkietem" uspokaja, że Orlen uwzględnił możliwość odcięcia dostaw ropy do Możejek już przy składaniu oferty zakupu rafinerii. - Zakładając nawet najczarniejszy scenariusz, że do końca roku Możejki nie będą miały ropy z rurociągu "Przyjaźń", i tak transakcja zakupu litewskiej firmy będzie się Orlenowi opłacać - zapewnia C. Filipowicz. Podkreśla, że Orlen zabezpieczył się przed utratą wartości rafinerii do czasu zamknięcia transakcji. - Obecne wydarzenia nie maję wpływu na realizację transakcji zakupu rafinerii Możejki przez PKN Orlen - zaznacza. -Moim zdaniem, na razie wszystko jest w porządku - dodaje. Za 84,36 proc. akcji Możejek Orlen ma zapłacić 2,34 mld USD.

Wiceprezes płockiego koncernu zapewnia, że nie ma zagrożenia odcięciem dostaw do samego Orlenu. Wyjaśnia, że odnoga rurociągu "Przyjaźń", która zaopatruje rafinerie w Gdańsku i Płocku, dostarcza również ropę do dwóch niemieckich zakładów. - W sumie te cztery rafinerie przerabiają 44 mln ton ropy rocznie, co jest znaczącą pozycją w rosyjskim eksporcie. Ewentualne wstrzymanie dostaw byłoby bolesne zarówno dla Transnieftu, jak i rosyjskich producentów - mówi. Dostawy do Płocka są realizowane w ramach kontraktów długoterminowych i przewidują specjalne działania na wypadek awarii. - Nasi kontrahenci musieliby wtedy dostarczyć ropę po takiej samej cenie poprzez Naftoport. Pokrywaliby wszelkie dodatkowe koszty - twierdzi wiceprezes.