Pod koniec maja tego roku, kiedy Orlen podpisał wstępną umowę zakupu litewskiej rafinerii Możejki, prezes płockiego koncernu Igor Chalupec mówił m.in.: "uważam, że obawy związane z możliwością wstrzymania dostaw ropy na Litwę są przesadzone".
Gdy niespełna dwa miesiące później przedstawiciele rosyjskich dostawców zaczęli wspominać o możliwościach ograniczenia transportów ropy na Litwę, prezes Orlenu wydawał się bagatelizować te deklaracje: "spodziewałem się tego, więc nie jestem ani zaskoczony, ani zaniepokojony takimi sygnałami" - mówił w wywiadzie dla "Parkietu". Doniesienia prasowe na ten temat interpretował jako próby wywierania nacisku medialnego na płocki koncern, który w boju o Możejki pokonał m.in. firmy z Rosji.
Gdy pod koniec lipca rosyjska ropa faktycznie przestała płynąć do Możejek, nie wypowiedział się publicznie na ten temat. W oficjalnym komunikacie Orlenu przeczytaliśmy natomiast, że "długotrwałe wyłączenie rurociągów na tym etapie lub innych kierunkach dostaw, ze względu na zły stan techniczny, może obniżyć wiarygodność rosyjskich dostawców ropy naftowej".
W maju wydało się - co podkreślali niektórzy komentatorzy - że zwycięstwo Orlenu w boju o litewską rafinerię pozwoli przynajmniej niektórym członkom zarządu płockiego koncernu zachować obecne stanowiska. Teraz umowa w sprawie przejęcia Możejek może się okazać jednym z głównych pretekstów do odwołania obecnego kierownictwa spółki. Tym bardziej że liczna grupa chętnych na lukratywne stanowiska w zarządzie Orlenu coraz bardziej nerwowo przebiera nogami.