Reklama

Zagłoba w akcji?

A może Elektrim nie ma tak dużych pieniędzy, o jakich mówi?

Publikacja: 24.08.2006 09:01

Elektrim cały czas upiera się, że jest właścicielem 48 proc. Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatora Era i Heyah. Niby nic dziwnego, bo to przecież Elektrim razem z Deutsche Telekomem założyli tę spółkę. Nigdy też giełdowa firma nie sprzedała posiadanych udziałów. Chciała natomiast robić interesy z Francuzami.

W tym celu Elektrim przeniósł przed siedmioma laty udziały w PTC do Elektrimu Telekomunikacji (51 proc. spółki ma koncern Vivendi Universal, resztę - Elektrim). W 2004 r. wiedeńscy arbitrzy orzekli jednak, że operacja ta była nieskuteczna i to giełdowa spółka posiada nadal 48 proc. PTC. Potwierdził to także w marcu polski sąd, jednak ewentualną kasacją jego postanowienia zajmie się za jakiś czas Sąd Najwyższy. Z tego powodu, na wniosek ET, od zeszłego tygodnia kwestionowany wyrok jest zawieszony. Już teraz ET złożył wniosek o wpisanie do rejestru sądowego właśnie jego jako udziałowca PTC, z jednoczesnym wykreśleniem Elektrimu.

- Francuzi przekroczyli wszystkie granice - oburza się Piotr Nurowski, prezes Elektrimu. - Chcą manipulować inwestorami, a nawet wymiarem sprawiedliwości - dodaje. Chodzi m.in. o to, że ET napisał, iż "oczekuje niezwłocznych zmian w KRS". A co w tym takiego niesamowitego, że ktoś domaga się decyzji zgodnej z własnym wnioskiem?

Wiedeńscy arbitrzy dali przed dwoma laty Elektrimowi parę miesięcy na odzyskanie udziałów w PTC. Gdyby tego nie zrobił, nieważne z czyjej winy, Deutsche Telekom nabyłby prawo do realizacji opcji call (zakupu) spornych 48 proc. Ery. No i ma je. Może, na marginesie, kupić udziały nawet po cenie księgowej. A jest ona przecież znacznie niższa niż rynkowa. Dlatego trwają negocjacje między Niemcami i Elektrimem na temat wartości transakcji. Pamiętajmy jednak, że końcową wartość mają określić i tak arbitrzy.

Elektrim chce bowiem sprzedać Erę, podczas gdy jej nie posiada. Wstrzymanie wykonalności postanowienia polskiego sądu skutkuje przecież tym, że w naszym kraju nie obowiązują już rozstrzygnięcia austriackich arbitrów. A na nie cały czas powołuje się Elektrim. Wygląda na to, że giełdowa firma ma zamiary niczym Sienkiewiczowski Onufry Zagłoba, który chciał sprzedać Szwedom Niderlandy. Cóż, choć Niemcy z DT nie czytali prawdopodobnie powieści polskiego pisarza, to na pewno nie dadzą się nabrać. Bo czy ktoś chciałby stracić kasź?

Reklama
Reklama

Elektrim proponował niedawno Vivendi miliard euro za udziały w Erze, choć twierdził, że to on jest ich właścicielem. Samo to jest kuriozalne! Na szczęście dla cnoty logiki Francuzi kategorycznie odrzucili propozycję Elektrimu. Ciekawi mnie jednak coś innego: skąd giełdowa firma wzięłaby tyle pieniędzy? Przecież uchodzi za bankruta! - Jeszcze nie pora, by o tym mówić - twierdzi prezes Nurowski. Zapewnia jednak, że pieniądze ma. Pytam więc, dlaczego zatem Elektrim nie spłaca obligatariuszy (ich roszczenia to obecnie ponad 500 mln euro)? Nastąpiła chwila ciszy. Prezes wreszcie odpowiedział: - Wnikliwie analizujemy sprawę.

Coś tu brzydko pachnie. Obligatariusze poszli już raz Elektrimowi na rękę: rozłożyli spłaty w czasie i zmniejszyli wysokość oprocentowania i papierów dłużnych. A tu co? Spółka ich ignoruje. Wiedząc o marnej wydajności naszego sądownictwa nie robi sobie także nic z tego, że obligatariusze już dawno złożyli wniosek o upadłość warszawskiego holdingu.

Posiadacze obligacji Elektrimu złoszczą się, że ktoś okrada ich w "biały dzień" i nie ponosi za to kary. A tak, niestety, jest w istocie, bo spółka nie spłaca odsetek od 2,5 roku, a samych obligacji - od półtora roku. A może giełdowa firma nie ma tak dużych pieniędzy, o jakich mówi? Być może właśnie tak Vivendi oceniło wiarygodność ostatniej oferty Elektrimu.

Pytania, pytania, pytania...

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama