Elektrim cały czas upiera się, że jest właścicielem 48 proc. Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatora Era i Heyah. Niby nic dziwnego, bo to przecież Elektrim razem z Deutsche Telekomem założyli tę spółkę. Nigdy też giełdowa firma nie sprzedała posiadanych udziałów. Chciała natomiast robić interesy z Francuzami.
W tym celu Elektrim przeniósł przed siedmioma laty udziały w PTC do Elektrimu Telekomunikacji (51 proc. spółki ma koncern Vivendi Universal, resztę - Elektrim). W 2004 r. wiedeńscy arbitrzy orzekli jednak, że operacja ta była nieskuteczna i to giełdowa spółka posiada nadal 48 proc. PTC. Potwierdził to także w marcu polski sąd, jednak ewentualną kasacją jego postanowienia zajmie się za jakiś czas Sąd Najwyższy. Z tego powodu, na wniosek ET, od zeszłego tygodnia kwestionowany wyrok jest zawieszony. Już teraz ET złożył wniosek o wpisanie do rejestru sądowego właśnie jego jako udziałowca PTC, z jednoczesnym wykreśleniem Elektrimu.
- Francuzi przekroczyli wszystkie granice - oburza się Piotr Nurowski, prezes Elektrimu. - Chcą manipulować inwestorami, a nawet wymiarem sprawiedliwości - dodaje. Chodzi m.in. o to, że ET napisał, iż "oczekuje niezwłocznych zmian w KRS". A co w tym takiego niesamowitego, że ktoś domaga się decyzji zgodnej z własnym wnioskiem?
Wiedeńscy arbitrzy dali przed dwoma laty Elektrimowi parę miesięcy na odzyskanie udziałów w PTC. Gdyby tego nie zrobił, nieważne z czyjej winy, Deutsche Telekom nabyłby prawo do realizacji opcji call (zakupu) spornych 48 proc. Ery. No i ma je. Może, na marginesie, kupić udziały nawet po cenie księgowej. A jest ona przecież znacznie niższa niż rynkowa. Dlatego trwają negocjacje między Niemcami i Elektrimem na temat wartości transakcji. Pamiętajmy jednak, że końcową wartość mają określić i tak arbitrzy.
Elektrim chce bowiem sprzedać Erę, podczas gdy jej nie posiada. Wstrzymanie wykonalności postanowienia polskiego sądu skutkuje przecież tym, że w naszym kraju nie obowiązują już rozstrzygnięcia austriackich arbitrów. A na nie cały czas powołuje się Elektrim. Wygląda na to, że giełdowa firma ma zamiary niczym Sienkiewiczowski Onufry Zagłoba, który chciał sprzedać Szwedom Niderlandy. Cóż, choć Niemcy z DT nie czytali prawdopodobnie powieści polskiego pisarza, to na pewno nie dadzą się nabrać. Bo czy ktoś chciałby stracić kasź?