Trzy duże przedsiębiorstwa - trzy różne problemy z akcjami pracowniczymi. Debiuty giełdowe LOT-u i PZU od lat się odwlekają, trudno więc określić wartość rynkową papierów, które dostały załogi tych firm. Chyba że chodzi o rynek nieoficjalny. Z kolei Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo wprowadzono na giełdę, ale pracownicy firmy nie mogą doprosić się papierów.
Akcje pokrył kurz
Jeśli wierzyć załodze LOT-u, jej akcje leżakują w depozycie Domu Maklerskiego Banku Handlowego. Giełdowy debiut spółki jest zawieszony na czas nieokreślony i pracownicy niecierpliwie czekają na rozwój wydarzeń. - Co możemy zrobić z akcjami? Możemy podnieść ich wartość. Przełożyć z niższej półki na wyższą - ironizuje jeden z nich. - Czy są cokolwiek warte, zważywszy na kiepską kondycję firmy? - pyta.
Kilka lat temu DM BH próbował zorganizować handel papierami pracowników, jednak objął wyłącznie załogę LOT-u. Brak "prawdziwych" inwestorów z zewnątrz spowodował, że przedsięwzięcie BH szybko umarło. - Poznanie rynkowej wartości akcji i możliwość swobodnego obrotu nimi jest drugorzędną sprawą. Te kwestie z pewnością bardziej interesują emerytowanych pracowników - mówi Andrzej Synal z zarządu Związku Zawodowego Pilotów Komunikacyjnych. Jego zdaniem, giełda nie tyle umożliwiłaby handel akcjami narodowego przewoźnika, co dałaby zastrzyk gotówki i wyegzekwowała poprawę zarządzania firmą.
Obrót we własnym zakresie