Reklama

Ciągłe kłopoty z akcjami pracowniczymi

Publikacja: 26.08.2006 06:54

Trzy duże przedsiębiorstwa - trzy różne problemy z akcjami pracowniczymi. Debiuty giełdowe LOT-u i PZU od lat się odwlekają, trudno więc określić wartość rynkową papierów, które dostały załogi tych firm. Chyba że chodzi o rynek nieoficjalny. Z kolei Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo wprowadzono na giełdę, ale pracownicy firmy nie mogą doprosić się papierów.

Akcje pokrył kurz

Jeśli wierzyć załodze LOT-u, jej akcje leżakują w depozycie Domu Maklerskiego Banku Handlowego. Giełdowy debiut spółki jest zawieszony na czas nieokreślony i pracownicy niecierpliwie czekają na rozwój wydarzeń. - Co możemy zrobić z akcjami? Możemy podnieść ich wartość. Przełożyć z niższej półki na wyższą - ironizuje jeden z nich. - Czy są cokolwiek warte, zważywszy na kiepską kondycję firmy? - pyta.

Kilka lat temu DM BH próbował zorganizować handel papierami pracowników, jednak objął wyłącznie załogę LOT-u. Brak "prawdziwych" inwestorów z zewnątrz spowodował, że przedsięwzięcie BH szybko umarło. - Poznanie rynkowej wartości akcji i możliwość swobodnego obrotu nimi jest drugorzędną sprawą. Te kwestie z pewnością bardziej interesują emerytowanych pracowników - mówi Andrzej Synal z zarządu Związku Zawodowego Pilotów Komunikacyjnych. Jego zdaniem, giełda nie tyle umożliwiłaby handel akcjami narodowego przewoźnika, co dałaby zastrzyk gotówki i wyegzekwowała poprawę zarządzania firmą.

Obrót we własnym zakresie

Reklama
Reklama

PZU, narodowy ubezpieczyciel, jest znacznie atrakcyjniejszym przedsiębiorstwem od narodowego przewoźnika. Nic dziwnego, że papiery pracownicze stały się łakomym kąskiem, poszukiwanym przez różne instytucje finansowe. W ciągu kilku lat niemal cała załoga PZU pozbyła się walorów. Akcje od lat cieszą się niesłabnącym popytem. Jeszcze cztery lata temu były warte na wtórnym rynku około 80 zł. Dziś już 280-300 zł. Czy nie lepiej, gdyby walorami handlowano na warszawskim parkiecie, a nie pokątnie pod drzwiami zakładów czy w zadymionych kawiarniach? Czy pracownicy nie woleliby znać bieżącej wyceny akcji, kształtowanej przez regulowany rynek?

Dziwaczna sytuacja

Załoga PGNiG ma inne zmartwienie. Chociaż spółka jest już na giełdzie, pracownicy wciąż czekają na akcje. Wystarczy, żeby minister skarbu sprzedał przynajmniej jeden "stary" walor (do obrotu giełdowego trafiły tylko akcje wyemitowane w ramach podwyższenia kapitału). Mimo obietnic poprzedniego szefa resortu, obecny się z tym nie kwapi. Negocjacje nie przynoszą rozwiązania. W czerwcu zdesperowani związkowcy w ramach protestu grozili nawet odcięciem dostaw gazu dłużnikom PGNiG. - Sytuacja jest dziwaczna i tragiczna. Wielu nie tyle pracowników, ile emerytów, chciałoby objąć akcje. Nie wiedzą, czy doczekają tego momentu. To osoby, które przepracowały w firmie 30-45 lat - mówi Mirosław Świderski, przewodniczący ZZ Pracowników PGNiG. Rząd nie chce wydać walorów, powołując się na "bezpieczeństwo państwa". - Wydanie 15 proc. akcji pracownikom nie spowoduje przecież utraty kontroli nad przedsiębiorstwem. Nie bardzo widzę, żeby rząd chciał i potrafił wybrnąć z tej sytuacji - dodaje M. Świderski.

Akcje pracownicze wciąż rozgrzewają emocje i... przyciągają spekulantów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama