Można zakładać, że tłem dla kolejnych sesji pozostaną działania arbitrażystów. W świadomości inwestorów utrzymywać się będzie obawa przed zamykaniem przez nich pozycji. Może do tego dojść z chwilą spadku różnicy notowań futures na WIG20 i indeksu w okolice zera lub poniżej. W związku z tym nawet ci, którzy myślą o kupnie akcji, mogą z decyzją czekać na podaż ze strony arbitrażystów. Jeśli nie zaczną likwidować pozycji wcześniej, ze względu na znaczną ich liczbę, końcówka sesji z 15 września będzie emocjonująca.
Miedź trzyma się mocno
Coraz wyraźniejsza staje się dysproporcja w zachowaniu cen miedzi i ropy. Pierwsza wciąż trzyma się mocno - przez ostatnie cztery tygodnie praktycznie nie zmieniła się. W tym samym czasie ropa potaniała o kilkanaście procent. Spadek notowań tłumaczony jest obawami przed ochłodzeniem koniunktury gospodarczej. Skoro tak, to dlaczego jednak nie odbija się to negatywnie na cenie miedzi? Na pierwszy rzut oka powinna nawet słabiej się zachowywać niż ropa, bo przez ostatnie miesiące rosła znacznie mocniej, więc i zyski do realizowania są większe. Jednocześnie spowolnienie dotyka przede wszystkim sektora nieruchomości, który jest istotnym źródłem popytu na metale. Bez echa przeszły też piątkowe informacje OECD o spadku wskaźników wyprzedzających dla chińskiej gospodarki do najniższego poziomu od ponad czterech lat. Pierwszy raz od listopada 2005 r. obniżkę odnotowano także w przypadku Indii. OECD podaje zmiany tych wskaźników w formie 6-miesięcznej średniej. Lipcowe dane wykazały ponadto spadek we wszystkich gospodarkach zaliczanych do grona G7, z wyjątkiem Kanady. Tym samym ekspansja trwająca od początków 2005 r. stanęła wyraźnie pod znakiem zapytania.
Rynki miedzi i ropy różnią się poziomem zapasów, które w przypadku metalu pozostają nadal bardzo niskie. Nie bez znaczenia dla ceny ropy było odkrycie nowych, pokaźnych złóż w Zatoce Meksykańskiej. Negatywny wpływ miały też bardziej optymistyczne prognozy pogody. Huragany mają być w tym roku słabsze niż dotąd przewidywano. Równocześnie metale, szczególnie szlachetne, traktowane są jako dobra lokata na czas podwyższonej inflacji.
W tym kontekście korzystnie oddziaływał powrót obaw przed dalszym przyspieszeniem wzrostu cen. Spowodowały to dane o inflacji na poziomie producentów w strefie euro oraz kosztach pracy w USA. W efekcie w strefie euro podskoczyła rentowność obligacji dwuletnich. W Niemczech - do 3,63 proc., z 3,53 proc. przed tygodniem. Coraz częściej można spotkać prognozy zapowiadające osiągnięcie przez stopy procentowe poziomu 4 proc. na koniec 2007 r. Symptomatyczny jest dalszy spadek w ostatnich tygodniach różnicy rentowności 10-letnich i 2-letnich obligacji w siedmiu najbardziej uprzemysłowionych państwach świata. Wynosi teraz jedynie 0,23 pkt proc., podczas gdy w połowie czerwca było to jeszcze 0,42 pkt proc., a w połowie maja 0,56 pkt proc. Przeciętnie od 1990 r. ta dysproporcja kształtowała się na poziomie 0,87 pkt proc. Najniższa wartość została odnotowana latem 2000 r. i wyniosła 0,02 pkt proc.