W pierwszych kilkunastu minutach po rozpoczęciu notowań kurs praw do akcji (PDA) firmy teleinformatycznej (akcje wcześniejszych serii trafią później do obrotu giełdowego) wzrósł na chwilę do 17,5 zł, czyli był o prawie 46 proc. wyższy niż cena emisyjna z niedawnej oferty publicznej (12 zł). Wówczas do głosu doszli inwestorzy, którzy woleli zrealizować wysokie zyski i zaczęli sprzedawać akcje. Podaż sprawiła, że kurs Unimy 2000 zniżkował poniżej 16 zł. W kolejnych godzinach handlu sytuacja się nie zmieniła. Gracze, którzy sprzedawali akcje Unimy 2000, wciąż mieli przewagę nad kupującymi. W efekcie na koniec dnia papiery firmy kosztowały 14,1 zł. To oznacza, że zysk inwestorów, którzy kupili akcje na rynku pierwotnym, stopniał do 17,5 proc.
Wolumen PDA podczas wczorajszej sesji wyniósł 834 tys. sztuk. Spółka w ofercie uplasowała 1,2 mln papierów (0,7 mln objęli drobni gracze). To oznacza, że na środowej sesji właściciela zmieniło prawie 70 proc. wszystkich walorów sprzedawanych w ramach publicznej subskrypcji.
Prezesi zadowoleni
Krzysztof Kniszner, prezes i wraz z żoną główny udziałowiec Unimy 2000 (po podwyższeniu kapitału wciąż kontrolują 62 proc. akcji), nie ukrywał zadowolenia, że jego firma dołączyła do grupy spółek giełdowych. - Oczywiście, że z przyjemnością patrzę na cenę, po jakiej zadebiutowały akcje. Dla nas dużo ważniejszy jest jednak sam fakt, że Unima 2000 jest spółką giełdową - twierdzi. - To, że na naszej giełdzie w ostatnich kilku miesiącach debiutuje kolejna, nieduża spółka technologiczna, dowodzi, że rynek kapitałowy jest bardzo dobrym miejscem do pozyskiwania finansów na rozwój. Wiadomo, że firmy z tej branży potrzebują bardzo dużo pieniędzy - komentuje Ludwik Sobolewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
Pieniądze na inwestycje