100 mln zł grzywny nałożyła wczoraj na Telekomunikację Polską prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej Anna Streżyńska. To najwyższa kara, jaka spotkała TP ze strony regulatora od 2001 r. (300 mln zł).
UKE ukarało spółkę za nienależyte wypełnianie obowiązków operatora dominującego. TP łączyła sprzedaż usług telefonicznych z neostradą, czyli dostępem do internetu. To - według urzędu - spowodowało, że sposób wyliczania kosztów świadczenia usług nie jest przejrzysty. - Jak nie pałką go, to kijem. Zostaliśmy ukarani za co innego, niż się spodziewaliśmy, co dowodzi, że mieliśmy rację: nie można było stwierdzić, że łączenie sprzedaży abonamentu i neostrady jest niezgodne z prawem - triumfowała Grażyna Piotrowska-Oliwa, dyrektor wykonawczy w TP. Zapowiedziała, że spółka odwoła się do sądu. Zapowiedziała, że TP w ciągu dwóch tygodni dokona analizy prawnej i zdecyduje, czy zawiąże dodatkowe rezerwy.
Komunikat o karze wyhamował wczoraj wzrost kursu TP. Przed południem za papier płacono o 1,5 proc. więcej niż w piątek. Po publikacji niekorzystnej dla TP informacji akcja nieco potaniała. Na zamknięciu sesji była o 1 proc. droższa niż w piątek i kosztowała 20,19 zł. Kurs był jednak nadal niższy niż wynosi nowa cena docelowa wyznaczona przez Erste Bank (21,5 zł, po korekcie w dół o 1,5 zł). Ustalając ją analitycy wzięli pod uwagę kary ze strony UKE. Napisali o tym w odtajnionym wczoraj raporcie o firmach telekomunikacyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Obniżyli rekomendację dla TP z "akumuluj" do "trzymaj".
Erste spodziewa się spadku zysków operatorów stacjonarnych z powodu spadających cen usług. Specjaliści przeanalizowali skutki uwolnienia gniazdka abonenckiego (tzw. ostatniej mili) i uważają, że w efekcie przychód na użytkownika (ARPU) w telefonii stacjonarnej spadnie o 30-40 proc. Dlatego obniżyli swoje prognozy dla operatorów. Najbardziej te dla TP.
Zysk na akcję topnieje