Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 08.10.2006 18:39

Kamil Jaros

W mediach aż huczy od rekordu średniej przemysłowej Dow`a. Pokonanie

szczytu ze stycznia 2000 r. ma magię przekreślenia całej fazy

dekoniunktury początkowych lat XXI w. Przypomina to trochę zaklinanie

rzeczywistości. Nikt nie bierze pod uwagę upływu czasu i inflacji, która

Reklama
Reklama

faktycznie zmniejsza obecną wielkość indeksu względem tej z początku 2000

r. Innym czynnikiem, który nie pozwala się zbyt mocno podniecać rekordem

DJIA jest fakt, że w przypadku indeksów znacznie szerszych, czyli do

obliczania których bierze się większą liczbę spółek, do rekordów wiele

jeszcze brakuje. I to nawet nie uwzględniając inflacji. Można rzec, że

temat rekordów jest w gruncie rzeczy medialny i niech takim pozostanie. My

Reklama
Reklama

powinniśmy skupić się na wydarzeniach, które mają znacznie większą wartość

dla oceny perspektyw.

Zacznijmy od końca, czyli od piątkowego raportu o stanie rynku pracy w

USA. W większości serwisów został on odebrany jako rozczarowujący. Taka

interpretacja zyskała na znaczeniu, gdy okazało się, że piątkową sesję

indeksy w Stanach zakończyły spadkiem wartości. Czy rzeczywiście było tak

Reklama
Reklama

źle? Moim zdaniem sytuacja nie jest na tyle zła, by miała wywołać aż taką

reakcję. Dane uważam za neutralne, a spadek indeksów przypisuje raczej

korekcie po ostatnich kilku sesjach wzrostu. Po prostu nie było już

impulsu, który miałby pchać rynek wyżej.

Jak zwykle z całego raportu opisującego rynek pracy najbardziej

Reklama
Reklama

wyczekiwanymi były dane o zmianie liczby miejsc pracy w sektorze

pozarolniczym. Prognozowano, że we wrześniu wzrośnie ona o ok. 120 tys.

Okazało się, że faktyczny wzrost wyniósł jedynie 51 tys. Rzeczywiście na

pierwszy rzut oka dane mogły rozczarować, ale szybko otrzymaliśmy

dodatkowe informacje, które początkową słabą wymowę danych skutecznie

Reklama
Reklama

zredukowały. Otóż dokonano rewizji odczytu sierpniowego. Wcześniej

mówiono, że w sierpniu pojawiło się 128 tys. nowych miejsc pracy. Wzrost

ten zrewidowano o 60 tys. w górę. Jak widać już tylko ta rewizja sprawiła,

że sumaryczny odczyt dla dwóch miesięcy był bliski prognozom, a więc

faktycznie rynek nie mógł się czuć jakoś szczególnie zaskoczony. Tym

Reklama
Reklama

bardziej, że mając świadomość sporych wahań tej publikacji można

przypuszczać, że i dane wrześniowe mają szansę na rewizję.

Jeśli już mówimy o prognozach i rewizji danych to warto wspomnieć o

publikowanym w środę raporcie Automated Data Processing Inc. Głównym jego

elementem jest szacunkowa liczba nowozatrudnionych w sektorze prywatnym.

Powstaje ona na bazie informacji pochodzących z 225 tys. przedsiębiorstw

zatrudniających ok. 14 mln pracowników. Wg autorów raportu publikowanego

od tego roku szacowana przez nich zmiana w zatrudnieniu jest skorelowana w

90% ze zmianą pojawiającą się w comiesięcznym raporcie o stanie rynku

pracy publikowanym przez rządowy Labor Department. W środę dowiedzieliśmy

się, że zdaniem ADP w sektorze prywatnym przybyło jedynie 78 tys. miejsc

pracy. Piszę "jedynie", gdyż oczekiwano przyrostu o 110 tys. Ta liczba

mogła sygnalizować, że wrzesień nie będzie dobrym miesiącem na rynku

pracy. Pewności nie było, bo każdy miał w pamięci poprzednie raporty ADP

łącznie z tym za czerwiec, gdy szacowano wzrost zatrudnienia w sektorze

prywatnym na 368 tys. a faktycznie w całej gospodarce wyniósł on jedynie

107 tys. Światło ostrzegawcze powinno się jednak zapalić, a więc i

rozczarowanie nie powinno być tak duże. Tym bardziej, że jak już

wspomniałem można oczekiwać rewizji piątkowych danych, bo przecież i one

są szacowane na bazie ankiet.

Sytuacja na amerykańskim rynku prątpliwości, że sytuacja w zatrudnieniu się

zmienia, czego główną przyczyną jest osłabienia na rynku nieruchomości. To

właśnie w sektorze budownictwa widać największe redukcje. Są one związane

z aktualnym wyhamowaniem w tym dziale, ale także pogarszającymi się

prognozami na przyszłość. Szacuje się, że dzięki spowolnieniu w

budownictwie miesięczny przyrost zatrudnienia ogółem jest mniejszy o ok.

30-40 tys. W sektorach z budownictwem nie związanych sytuacja jest na

razie poprawna.

W ostatnim tygodniu sporo mówiło się o obniżających się oczekiwaniach

inflacyjnych. Jednym z argumentów był wolniejszy wzrost gospodarczy,

spadające ceny surowców energetycznych oraz sporej liczby pozostałych

towarów. Na spadek oczekiwań wskazywały także oba subindeksy cenowe

wskaźnika ISM, zarówno ten liczony dla przemysłu, jak i ten dla usług.

Innym czynnikiem przywoływanym jako argument dla ustępujących napięć

inflacyjnych jest spadek rentowności dłużnych papierów długoterminowych,

co w konsekwencji daje odwróconą krzywą dochodowości. Spadek oczekiwań

inflacyjnych jest dla banku centralnego poważną przesłanką przy

podejmowaniu decyzji dotyczących polityki pieniężnej. Pytanie, czy

odwrócona krzywa dochodowości jest wynikiem oczekiwań niższej inflacji,

czy też niższych stóp procentowych, które mają pomagać spowalniającej

gospodarce. Ponownie pojawia się pytanie, co jest ważniejsze: wzrost

gospodarczy czy dynamika wzrostu cen - dylemat, który chyba nigdy nie

będzie rozwiązany w pełni. Podejście zależy od poglądów podejmujących

decyzje.

W tym kontekście z zainteresowaniem przyjęto pierwsze wystąpienie

Charles`a Plosser`a nowego szefa filadelfijskiego banku rezerwy

federalnej. Już wcześniej, jako pracownik Uniwersytetu w Rochester był on

postrzegany jako zagorzały jastrząb. Głosił pogląd, że Fed powinien się w

swoich poczynaniach kierować zasadą, by inflacja bazowa mieściła się w

przedziale od -1% do +1%. Jak więc widać są to wartości znacznie niższe od

przyjętego +2%. Zdaniem Plooser`a bank centralny nie jest w stanie

samodzielnie odpowiadać za wzrost gospodarczy bądź zatrudnienie w krótkim

okresie czasu. Za to może podejmować wysiłki mające przynieść poprawę w

dłuższym okresie czasu, ale jedynie wówczas, gdy ceny będą pod kontrolo, a

to jego zdaniem oznacza, że ich zmiana będzie się zawierać we wspomnianym

wyżej przedziale. To dość mocne słowa, ale na razie nie mające

bezpośredniego wpływu na politykę pieniężną. Plooser prawo głosu otrzyma

dopiero w 2008 r.

Na koniec wypadałoby wspomnieć coś o rządowym projekcie budżetu na 2007 r.

Problem w tym, że trudno się odnosić do projektu, który ma przed sobą

młyn, jakim jest debata sejmowa. Niewiele można dobrego powiedzieć o tym

dokumencie. Większość jego elementów martwi: wysoki deficyt, wzrost

wydatków przewyższający inflację, pogarszająca się struktura tych wydatków

kosztem dziedzin prorozwojowych oraz idąca w kierunku jej usztywnienia.

Wiadomo już, okres wzrostu nie będzie wykorzystany do przeprowadzenia

reform. Wzrostu, który może stracić na dynamice szybciej niż się obecnie

sądzi. Już rewizja danych o wymianie handlowej sprawiła, że faktycznie

dynamika PKB będzie kilka dziesiątych procenta niższa od wcześniejszych

szacunków.

Największym problemem naszego rynku w tej chwili jest uciążliwa

konsolidacja. Jak widać na wykresach na podobnym poziomie cen przebywamy

już ponad trzy miesiące. Jeśli odejmiemy krótką chwilę większych wahań w

końcu wiosny, to faktycznie konsolidacja trwa cały bieżący rok. Wskaźniki

oceniające siłę trendu (wzrost lub spadzony w sierpniu, ale nie doszło nawet do jego

testu Wykres_2.gif W czwartek ceny skoczyły w górę. W piątek udało się je

utrzymać na wysokim poziomie, ale oba dni znacząco nie wyróżniały się

aktywnością. Tym samym nie był to silny atak popytu, ale raczej próba

przedłużenia konsolidacji. Trudno po takiej akcji oczekiwać brawurowych

zakupów. Podaż też nie jest święta. Ograniczenia są znane i pozostaje

tylko czekać, aż któreś zostanie pokonane.

Kamil Jaros

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama