Dobry nastrój udzielił się także inwestorom giełdowym. Papiery Cersanitu na początku września notowane były na poziomie około 26 zł. Hasło przejęcia konkurenta z Opoczna wywindowało ceny akcji do 34 zł na początku października. Oznacza to wzrost o ponad 30 proc. Podobnie zareagował kurs drugiego producenta płytek. Walory Opoczna, za które miesiąc temu płacono 33 zł, dziś kosztują ponad 10 zł więcej. Rynek zdecydowanie pozytywnie odebrał informację o związku obydwu spółek.
Taka sama była reakcja analityków, którzy jeszcze w sierpniu ze sporą rezerwą podchodzili do akcji wytwórców ceramiki budowlanej. Jeśli chodzi o Cersanit, najbardziej optymistyczny był wówczas DM BZWK, który cenę docelową wyznaczył na poziomie 30 zł i zalecił przeważanie papierów w portfelach inwestorów. Na zupełnie innym końcu skali znalazły się rekomendacje KBC i Citigroup, wyznaczające ceny docelowe na kolejno 21,7 zł i 18 zł. Podobne, raczej chłodne podejście reprezentowano w stosunku do Opoczna. Biura maklerskie zalecały swoim klientom głównie trzymanie akcji, szacując ich wartość wewnętrzną w granicach 33 do 39 złotych.
Po opublikowaniu wywiadu z Michałem Sołowowem i ujawnieniu informacji o możliwym połączeniu Cersanitu z Opocznem, poglądy analityków zmieniły się diametralnie. Przykładowo, KBC podniosło wycenę pierwszej spółki o 70 proc., a drugiej o 48 proc. Podobnie postąpiły inne instytucje, sugerując swoim klientom kupowanie lub przeważanie akcji. Skąd taka duża zmiana? Czy to możliwe, że samo połączenie dwóch firm wystarcza, by ich wartość wzrosła o połowę?
Niewątpliwe atuty
Co ciekawe, przejęcie, zdaniem rekomendujących, samo w sobie nie będzie miało bardzo wyraźnego przełożenia na wyniki - przynajmniej w najbliższym czasie. Nie wzrosły w znacznym stopniu prognozy zysku, a założenia na bieżący rok nawet się zmniejszyły. Środek ciężkości wartości dodanej, jaką firmy uzyskają dzięki znalezieniu się w jednej grupie, rozłożył się raczej w innych obszarach. Dla Cersanitu to przede wszystkim przejęcie spółki o niższej wycenie rynkowej, co może wpłynąć pozytywnie na wskaźniki finansowe firmy. To także dostęp do nowych mocy produkcyjnych. Szczególnie ten argument wydaje się dość mocny, ponieważ obecnie, zdaniem analityków, spółka wykorzystuje własne linie w niemal 100 proc.