Przedstawiciele rafinerii Możejki rozpoczęli wczoraj rozmowy na temat odszkodowania, jakie po zeszłotygodniowym pożarze powinny wypłacić spółce towarzystwa ubezpieczeniowe - podała agencja DELFI. Straty szacowane są wstępnie na 22,5-47,5 mln USD. Przedstawiciele rafinerii, rządu Litwy, Orlenu mają nadzieję, że odszkodowanie z polis pokryje wszystkie straty i koszty związane z pożarem.
Największą część ryzyka ubezpieczeniowego biorą na siebie firmy: kanadyjska Liberty International Underwriters, holenderska AIG Europe i brytyjska SCOR UK Company. Jutro m.in. sprawą odszkodowania za straty wywołane przez ogień ma siź zająć zarząd Możejek - powiedział agencji BNS prezes spółki Nerijus Eidukevicius.
Wysokość odszkodowania, a być może i ostateczna cena, jaką za Możejki zapłaci Orlen, będą zależeć od tego, co zostanie uznane za przyczynę pożaru. Ma to wyjaśnić kilka specjalnie powołanych w tym celu komisji, m.in. rządowa oraz wewnątrzzakładowa. Tymczasem, jak podała wczoraj litewska agencja BNS, związkowcy z rafinerii twierdzą, że pożar mógł wybuchnąć z winy firm, które wykonywały prace remontowe w zakładzie. Podczas wtorkowego posiedzenia rady związków zawodowych Możejek pracownicy mówili, że zewnętrzni zleceniobiorcy nie wykonali remontu kapitalnego na czas, a prace przy urządzeniu, które później spłonęło, były prowadzone pośpiesznie i niedbale.
- Wszelkie spekulacje dotyczące przyczyn zdarzenia są nieodpowiedzialne - skomentował to rzecznik Możejek Giedrius Karsokas. - Sprawę wyjaśni zespół, w skład którego wejdą nie tylko pracownicy, ale także specjaliści z instytucji rządowych, a także zagraniczni eksperci - zapewnił.