ryzyko.
Można tylko zgadywać kto i na czym opiera ten optymizm, lub ewentualnie
słuchać krążących po rynku plotek o dużym zagranicznym fundusze hedgingowym
wykorzystującym GPW do spekulacji. Jedyne co można zrobić, gdy nie znamy
kart i zamiarów tak silnego przeciwnika, to skoncentrować się na
inwestycjach krótkoterminowych naśladując ruchy wywoływane przez
arbitrażystów. Jednocześnie trzeba pamiętać, że kolejnym etapem będzie
rozpoczęcie dynamicznego i zupełnie nieracjonalnego ruchu (czytaj - nie
związanego z bieżącymi informacjami), gdy najwięksi gracze postanowią
zredukować część swoich pozycji na rynku terminowym.
Nie samym rynkiem terminowym GPW żyje, więc wróćmy na chwilę do tego co nas
czeka w kolejnych tygodniach. Uwaga giełdowych serwisów, zarówno w Polsce,
jak i w USA, koncentrować się będzie zapewne dalej na wynikach spółek i
posiedzeniach banków centralnych. Moim zdaniem będą to tylko wydarzenia
medialne, a koniunktura giełdowa zależy od zupełnie innych czynników. Próbkę
tego mieliśmy zarówno w USA, gdzie sezon wyników trwa już drugi tydzień i
raporty poszczególnych spółek nie przekładają się tak wyraźnie na szeroki
rynek, jak i w Polsce, gdzie bardzo dobre wyniki banku Millenium zostały
zignorowane przez spółki z czołówki sektora. Patrząc dalej, to kurs TP S.A.,
publikującej wyniki już w tą środę (przełożony raport), bardziej zależy
teraz od decyzji UKE niż działań samej spółki. Z kolei reakcja na wyniki PKNk będzie klarowanego przesłania,
a z drugiej ostatnie dwa tygodnie wyraźnie pokazują, że amerykańscy
inwestorzy nie wiedzą dalej czy cieszyć się z niskiej inflacji (gorsze dane
o kondycji gospodarki), czy z wizji miękkiego lądowania (z wyłączeniem rynku
nieruchomości).
Co więc wskaże kierunek GPW w kolejnych tygodniach ? Pomijając aspekt rynku
terminowego i zaangażowania tam spekulacyjnego kapitału, będą to oferty
publiczne oraz akcje pracownicze PKO BP. Jeśli rodzime fundusze pozostaną
osamotnione przy podaży za około 7 mld zł, to pomimo wypchanych od gotówki
instytucjonalnych portfeli, indeksy nie unikną silniejszej korekty. Z kolei
przyciągnięcie zagranicznego kapitału, pomimo przewartościowania wielu
spółek, wymusi kontynuację wzrostów. Należy więc teraz uważnie obserwować
przepływy kapitału i szaleństwo (LOP) na rynku terminowym.
W ostatnich dwóch tygodniach rynki emerging markets miały dodatnie saldo
przepływu środków, po wcześniejszych sześciu z rzędu tygodniach zakończonych
przewagą wypłat. W dłuższym terminie należy stwierdzić, że Rynki wschodzące
dalej nie odzyskały zaufania globalnych funduszy. Przypomnijmy, że od V do
VI inwestorzy wypłacili aż połowę aktywów powierzonych w zarządzanie w tym
roku i zarządzający nie odzyskali ani dolara. Wciąż "brakuje" aż 17 mld USD,
które popłynęły głównie na rynki rozwinięte.
Na GPW przekroczenie rekordów przez niemal wszystkie indeksy z wyjątkiem
WIG20 skutecznie maskuje problem braku wsparcia zagranicy, która z reguły
koncentruje się na największych spółkach. WIG20 wciąż pozostaje pod
szczytami hossy, analogicznie jak indeksy na Węgrzech, w Turcji, Czechach,
Rosji, Austrii.
Czy moda na emerging markets jeszcze wróci ? Raczej nie w takiej skali jak
wcześniej. Szczyt hossy (popularności) wyznaczył właśnie największy gracz -
Franklin Templeton Investments, który zachęcony przez klientów tworzy
fundusz inwestujący w małe spółki z takich rynków jak m.in: Estonia,
Wietnam, Rumunia, Peru, Nigeria, Boliwia. Trudno o większą egzotykę,
podobnie jak trudno zawrzeć transakcje na tych mało płynnych giełdach.
[email protected]