Straty, jakie w litewskiej rafinerii Możejki wywołał niedawny pożar, szacuje się na 130 mln litów, czyli ok. 48 mln USD - powiedział wczoraj prezes spółki Nerijus Eidukevicius. To górna granica przedziału, o jakim mówiono kilka dni po zdarzeniu (22,4-47,5 mln USD).
W związku z przewidywanymi stratami w piątek wieczorem zarząd litewskiej rafinerii poinformował o obniżeniu prognozy zysku. Możejki miałyby w tym roku zarobić na czysto zaledwie 245 mln litów, czyli ok. 88 mln USD. Jeszcze w październiku tegoroczne zyski spółki szacowano na ok. 167 mln USD, a w lipcu - na 205 mln USD.
Po tych informacjach akcje Możejek notowane na giełdzie w Wilnie wczoraj przed południem zanotowały ponad 2-proc. spadek. Później zdołały nieco odrobić te straty i dzień zakończyły na poziomie o 0,5 proc. niższym od piątkowego zamknięcia (8,05 litów).
Mimo pożaru i spadku wartości Możejek Orlen twardo stoi przy zakupie akcji litewskiej spółki, o czym przedstawiciele płockiego koncernu zapewniali niejednokrotnie. Wczoraj podobną opinię wyrazili również przedstawiciele polskich władz. - Sytuacja po wypadkach w Możejkach jest trudniejsza, bo firma poniosła stratę. Zobaczymy, jak będzie wyglądała kwestia odszkodowań, ale uważam, że transakcja powinna być kontynuowana - powiedział wiceminister gospodarki, Tomasz Wilczak.
Przypomnijmy, że chodzi o przejęcie przez Orlen za 1,49 mld USD 53,7 proc. akcji Możejek, które są obecnie własnością Jukosu oraz należącego do rządu Litwy pakietu 30,66 proc. papierów za 852 mln USD.