Reklama

Raczkujący rynek z perspektywami

Przykład Biotonu, który odniósł niebywały sukces jako spółka biotechnologiczna (wartość rynkowa firmy przekracza już 8 mld zł), wyraźnie zwiększył zainteresowanie inwestorów tym segmentem rynku

Publikacja: 14.11.2006 06:56

Biotechnologia to bardzo szerokie pojęcie. Pod tym terminem kryje się nie tylko "wymyślanie" leków dla ludzi i zwierząt, ale również produkcja genetycznie modyfikowanej żywności, kosmetyków czy technologie molekularne. Biotechnologia ma w Polsce długą historię. Pierwszą instytucją naukową, która zajmowała się tą dziedziną już od 1862 r., był puławski Instytut Upraw Nawożenia i Gleboznawstwa (istnieje do dzisiaj). Obecnie w Polsce przedmiot wykładany jest w 21 szkołach wyższych, a co roku (dane z 2004 r.) kończy go ponad 1,2 tys. absolwentów. W naszym kraju działa około 200 firm, które można "podciągnąć" pod definicję biotechnologicznych. Na liście są m.in. producenci leków, jak Jelfa czy dawne państwowe Polfy, ale również i kosmetyczna firma Dr Irena Eris. - "Czystych" firm biotechnologicznych jest mniej niż 70. Z tego tylko kilka zajmuje się produkcją, a reszta nie wyszła poza fazę badań - powiedział Sylwester Janik z Akceleratora Technologii Centrum Innowacji FIRE.

Europa nas wyprzedza

Polska, zdaniem specjalistów, ma bardzo duże opóźnienia, jeśli chodzi o stopień rozwoju rynku biotechnologicznego w porównaniu z dojrzałymi rynkami Europy Zachodniej czy USA. Nasz kraj wypada jednak znacznie lepiej, jeśli będziemy porównywać go z państwami ościennymi, które razem z nami weszły do Unii Europejskiej. - Na tym tle Polska wygląda całkiem nieźle - stwierdził S. Janik. - Mamy liczne ośrodki naukowe przygotowujące rzesze wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Są doskonale wykształceni i mają dobre kontakty z ośrodkami naukowymi za granicą. Ponad 3 tys. naukowców ma za sobą staże i praktyki na uczelniach zagranicznych - mówił.

Problemem jest jednak brak umiejętności "przekucia" sukcesów naukowych na sukcesy biznesowe. - Siłą naszej biotechnologii są nowe pomysły. Powstaje wiele grup badawczych przy ośrodkach naukowych, ale rodzące się tam inicjatywy nie potrafią znaleźć komercyjnego zastosowania - stwierdził S. Janik. - Projekty, które powstają na uniwersytetach, niektóre bardzo ciekawe i dobrze rokujące, nie mają szans wyjścia poza uczelnię - potwierdził Piotr Kłodnicki, dyrektor inwestycyjny MCI Management, który pracuje nad stworzeniem funduszu inwestującego w przedsięwzięcia biotechnologiczne.

Kosztowne inwestycje

Reklama
Reklama

Barierą wejścia w biotechnologiczny biznes są pieniądze. - Zorganizowanie grupy naukowców i zapewnienie im podstawowych narzędzi do badań to już na starcie wydatek co najmniej 100 tys. zł - wskazał S. Janik. - Nie mając kwoty 0,5-1 mln zł, nie ma co myśleć o wchodzeniu w biotechnologię - zauważył Grzegorz Gromada, wiceprezes Wrocławskiego Parku Technologicznego.

W miarę jak projekt będzie się rozwijał, koszty będą szybko rosły. - Wyjście z fazy typowego start-up?u musi pochłonąć co najmniej 10 mln zł - mówił P. Kłodnicki. W kwocie będą się zawierały niezbędne wydatki na zgłoszenia patentowe. Kolejne miliony pochłoną badania medyczne i procedury rejestracyjne nowych leków. Jeśli firma będzie chciała wyjść z produktem za granicę, niezbędne wydatki będą liczone w dziesiątkach, a nawet setkach milionów złotych.

W Polsce niewielu stać, żeby ponosić ciężar finansowania tak ogromnych inwestycji przez wiele lat (stworzenie gotowego do produkcji leku zabiera średnio ok. 10 lat). Dlatego wiele ciekawych przedsięwzięć jest sprzedawanych przez autorów, zanim dojdą do fazy komercyjnej. - Znam kilka ciekawych projektów, gdzie twórcy nie byli w stanie udźwignąć ciężaru dalszego finansowania i zbywali niegotowy produkt koncernom farmaceutycznym - przyznał G. Gromada.

Pieniądze krążą po rynku

Zdaniem przedstawiciela MCI Management, sytuacja gdy nauka i biznes nie idą w parze, wkrótce się zmieni. - Na rynku pojawia się coraz więcej projektów biotechnologicznych, które szukają dojścia do kapitału. W Polsce organizowanych jest coraz więcej sympozjów czy targów, które mają za zadanie kojarzyć naukowców i biznesmenów. Widać coraz większe zainteresowanie ze strony firm, funduszy czy tzw. aniołów biznesu którzy, zapatrzeni w sukces Biotonu, są gotowi wyłożyć pieniądze na przedsięwzięcia biotechnologiczne - wskazał P. Kłodnicki. Najbliższa tego typu konferencja - TMT. Bioventures Conference 2006 - odbędzie się już w najbliższą środę (15 listopada) w siedzibie warszawskiej giełdy.Na razie jednak przykłady udanego mariażu nauki i pieniędzy (oprócz, oczywiście, wspomnianego już Biotonu) można policzyć na palcach jednej ręki.

Unijny zastrzyk

Reklama
Reklama

Wielką szansą polskiej biotechnologii jest członkostwo naszego kraju w Unii Europejskiej. Wspólnota hojną ręką wspiera wszelkie inicjatywy, które służą poprawie poziomu życia ludności. Budżet 7 Programu Ramowego (będzie realizowany w latach 2006-2013) na projekty rozwojowe w dziedzinie zdrowia to 6 mld euro. Kolejne 8 mld euro jest przeznaczone na inwestycje biotechnologiczne z obszaru produkcji żywności. Wnioski o dotacje przyjmuje Państwowa Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP).

Do sięgnięcia po unijne pieniądze przymierza się MCI Management, pracujący od blisko roku nad uruchomieniem funduszu, który będzie się specjalizował w inwestycjach biotechnologicznych. Partnerami w projekcie mają być m.in. Wrocławski Park Technologiczny, Akcelerator Technologii Centrum Innowacji FIRE i BioInfoBank Institute. - Liczymy, że uda nam się pozyskać z PARP ok. 10 mln zł dotacji, co wraz z pieniędzmi, które dołożą założyciele funduszu, pozwoli nam prowadzić kilka projektów - mówił P. Kłodnicki.

Państwowe wsparcie

Pieniądze unijne nie są jedynymi, które mogą przyczynić do rozwoju sektora biotechnologicznego w Polsce. Od kilku już lat w większych ośrodkach powstają parki technologiczne, których głównym zadaniem jest stworzenie infrastruktury technicznej, w których ciekawe pomysły mogłyby kiełkować. Założycielami takich "farm" są najczęściej same miasta przy wsparciu lokalnych uczelni. We Wrocławiu, gdzie działa jeden z aktywniejszych parków, do powstania ośrodka przyczyniło się dziewięciu założycieli. - Miasto Wrocław dało nam tereny, na których zbudowaliśmy biurowce. Do projektu przyłączyły się trzy uczelnie oraz BZ WBK - mówił G. Gromada. Obecnie we wrocławskim parku działa 50 firm technologicznych.

Nieco inną filozofię działania przyjął park działający w Krakowie. Zlokalizowany w specjalnej strefie ekonomicznej nastawił się na przyciąganie dużych firm z sektora nowoczesnych technologii, które szukając oszczędności, przenoszą całą działalność do strefy ekonomicznej. Na taki krok zdecydował się m.in. Comarch.

Jeszcze inną formą wspierania inwestycji biotechnologicznych są akceleratory technologiczne. Pieniądze na powstanie Akceleratora Technologii Centrum Innowacji FIRE pochodziły z programu offsetowego związanego z zakupem przez Polskę myśliwców F-16. - Nie zajmujemy się "hodowaniem" projektów. Działamy bardziej jako wehikuł łączący świat nauki ze światem biznesu. Staramy się kojarzyć ciekawe przedsięwzięcia, powstające na uczelniach, z ludźmi lub firmami, które są gotowe zainwestować w taki projekt - powiedział S. Janik.

Reklama
Reklama

Jego zdaniem, działalność tego typu jest w naszym kraju bardzo potrzebna. - Moim zdaniem, w Polsce wytworzyła się swego rodzaju luka kompetencyjna. Powstają ciekawe projekty, ale nie ma ludzi, którzy mając odpowiednie kwalifikacje potrafią ocenić je od strony biznesowej - mówił. Podobne zdanie ma P. Kłodnicki. -Naukowcom czy grupom badawczym często brakuje wiedzy i umiejętności "biznesowych". Nie potrafią profesjonalnie prowadzić projektów inwestycyjnych i rozliczać się z otrzymanych środków, których nie można tak po prostu "przepalić" - stwierdził przedstawiciel MCI Management.

Jak ważną rzeczą dla całej gospodarki jest rozwój nowoczesnych technologii, dostrzegł także polski rząd. W ramach przyszłorocznego budżetu przeznaczył kwotę 0,3 mld zł na program "Wędka Technologiczna". Inicjatywa została opracowana przez międzyresortowy zespół przy wsparciu agencji rządowych. Program polegać będzie na wyborze i komercjalizacji najlepszych projektów wynalazczych.

Polska

lokalnym liderem?

Zdaniem specjalistów, Polska ma ogromne szanse stać się lokalnym liderem rynku biotechnologicznego. - Z radością obserwujemy, że znaczna część młodych naukowców wraca z zagranicznych staży z głowami pełnymi pomysłów. Widzieli, jak świat nauki i biznesu może koegzystować. Chcą przenosić te wzorce do naszego kraju - stwierdził S. Janik. Jego zdaniem, Polska może w ciągu 2-3 lat stać się prawdziwą "wylęgarnią" nowych projektów biotechnologicznych. - Mamy olbrzymią przewagę kosztową nad krajami Europy Zachodniej. Nawet jeśli nie stać nas na samodzielne opracowywanie gotowych produktów, możemy odgrywać rolę dostawców półproduktów niezbędnych do prowadzenia złożonych, wielonarodowych projektów badawczych i odpowiadać za jakiś kawałek procesu technologicznego - wskazał S. Janik.

Reklama
Reklama

- Rynek biotechnologiczny w Polsce nabiera rozpędu. Zmienia się podejście z typowo naukowego na biznesowe. Projekty, które w przeszłości nie miały szans się rozwinąć z powodu braku pieniędzy, teraz mają do nich znacznie łatwiejszy dostęp. Inwestorzy prywatni czy fundusze venture capital szukają przedsięwzięć tego typu - ryzykownych, ale dających potencjalnie olbrzymie stopy zwrotu. Przykład Biotonu pokazuje, że źródłem kapitału może być także warszawska giełda - podsumował G. Gromada.

Biotechnologiczny rodzynek

Bioton powstał w 1989r. W 1996 r. kontrolę nad firmą, przejął Prokom Investments należący do Ryszarda Krauzego. Ma obecnie prawie

42 proc. papierów. W roku 2004 Bioton został przekształcony w spółkę akcyjną, a od 16 marca 2005 r. jest notowany na warszawskiej giełdzie. Spółka wchodzi w skład indeksu WIG 20.

Bioton zajmuje się wytwarzaniem rekombinowanej ludzkiej insuliny oraz produkuje preparaty z grupy antybiotyków. Biotechnologiczna firma ma spółki zależne w Rosji, na Ukrainie czy w Singapurze. Jeszcze w 2001 r. miała 10 mln zł straty netto. Tegoroczny zysk ma sięgnąć 100 mln zł.

Reklama
Reklama

Bioton w 2001 r., kiedy rozpoczynał sprzedaż insuliny (pod markę Gensulin), miał 2-proc. udział w krajowym rynku. Na koniec 2005 r. wzrósł do

20 proc., a obecnie jest o kolejnych, kilka punktów procentowych wyższy. Spółka znaczną część sprzedaży kieruje na eksport. Gensulin trafia do odbiorców na Ukrainie, Uzbekistanie, a poprzez kupiony w 2005 r. SciGen również do krajów azjatyckich. Światowy rynek insuliny to obecnie wartościowo około

6 mld USD. Bioton, jak zapowiada Adam Wilczęga, prezes spółki, na koniec 2006 r. ma mieć w nim 2-proc. udział, który w ciągu 8-10 lat powinien zwiększyć się do 10 proc.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama