sobie rade bez podnoszenia cen. O ile można było przypuszczać, że wyższa od
prognoz inflacja może zbliżyć nas do podwyżki stóp, to fakt, że inflacja
okazała się niższa od prognoz sprawi, że gołębia część rady będzie nadal
miała większość, a tym samym widmo podwyżki stóp nie jest w tej chwili zbyt
wielkie.
Także w USA tematem tego tygodnia była inflacja, ale nie był to temat
przewodni. Na pierwszy plan ponownie powróciła sprawa sytuacji na rynku
nieruchomości. Jak jest to ważny czynnik wiemy po ostatniej publikacji
wstępnych danych dotyczących dynamiki PKB w III kw. Fakt osłabienia na rynku
nieruchomości sprawił, że dynamika PKB była niższa o ponad 1%. Zatem wszyscy
mają oczy zwrócone na dane dotyczące tego segmentu gospodarki. Kilka tygodni
temu swoje zdanie na ten temat wypowiedział Alan Greenspan sugerując, że
jest możliwe, że dołek tego osłabienia jest już za nami. Jednym z czynników,
który miał o tym decydować był skok ilości udzielanych kredytów
hipotecznych. Greenspan szczególną uwagę zwrócił na nowe kredyty finansujące
nieruchomości. Jego zdaniem to właśnie tu należy szukać oznak poprawy.
Wykres_1.gif przedstawia tygodniowe wartości indeksu publikowanego przez
Związek Banków Hipotecznych skupiający instytucje udzielające ok. połowy
wszystkich kredytów hipotecznych w USA. Indeks budowany jest na wartościach
tygodniowej liczby złożonych wni
spadku. Można wnioskować, że rośnie liczba kredytów, co byłoby dobrą
wiadomością. Byłoby, gdyż analizując zmiany obu subindeksów wyraźnie widać,
że wzrost indeksu głównego wynika jedynie ze wzrostu liczby wniosków o
refinansowanie już istniejących kredytów. Subindeks nowych kredytów nie
wzrasta. Owszem, przestał spadać, ale to chyba jeszcze za wcześnie, by
obwieszczać, że kryzys został zażegnany.
W tym kontekście ciekawie wyglądają opublikowane w piątek dane o dynamice
wydanych pozwoleń na budowę oraz zmian liczby już rozpoczętych budów. W obu
wypadkach wprawdzie oczekiwano spadku, ale skala pogorszenia się tych
wielkości przekroczyła znacznie prognozy rynkowe. Liczba rozpoczętych budów
spadła o 14,6% i był to najniższy poziom od lipca 2000 r. Liczba wydanych
pozwoleń na budowę spadła o ponad 6% do najniższego poziomu od grudnia 1997
r. W komentarzach do tych danych podkreśla się, że nie są one aż tak
tragiczne, gdyż liczba wydanych pozwoleń przekracza liczbę rozpoczętych
budów. Jest to odbierane jako przesłanka do tezy, że pomimo osłabienia na
rynku i spadku cen nadal jest spora aktywność w budownictwie i nie ma
przesłanek, by mówić o krachu, czy przebiciu balonu. Rynki akcji za oceanem
zdają się trzymać tej tezy, co zaowocowało kolejną sesją wzrostu i nowymi
rekordami kilku indeksów na koniec tygodnia. Nasz rynek w tym trendzie nie
uczestniczy. Można się zastanawiać, co się będzie działo u nas, gdyby doszło
do spadków w USA. Czy także będziemy nieczuli na zachowanie się tamtejszych
indeksów? Wątpię.
Przewaga podaży na naszym rynku w ubiegłym tygodniu zdecydowanie
skomplikowała życie posiadaczom długich pozycji. Nie chodzi tu tylko o sam
fakt poniesionych strat, ale także spowodowanie, że rynek znajduje się w
miejscu, gdzie nieco głębszy spadek może skutkować zanikiem podstaw do
utrzymywania, że mamy trend wzrostowy. W długim terminie od wielu miesięcy
stoimy w miejscu. Nie udało się zaatakować majowego szczytu i teraz wśród
inwestorów zaczyna przeważać pesymizm (ujemna baza na koniec piątkowych
notowań). Jest on jeszcze przedwczesny, gdyż nie został pokonany najbliższy
poziom wsparcia, jakim jest dołek z początku listopada. Ubiegły tydzień
zakończyliśmy tuż nad tym poziomem ( Wykres_2.gif ). Zejście niżej
uprawdopodobni dalszą przecenę aż do wsparcia w okolicy dołków z lata br.
( Wykres_3.gif ). W tej chwili jednak wsparcie jeszcze nie zostało pokonane
i można liczyć, że popyt będzie chciał się bronić. Przełamanie wsparcia nie
jest przesądzone.
Kamil Jaros
[email protected]