Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 19.11.2006 12:56

Kamil Jaros

Ubiegły tydzień przyniósł kilka ciekawych informacji ze sfery makro, które

mogą okazać się znaczące dla oceny sytuacji gospodarczej Polski i USA. Z

punktu widzenia zmian cen na rynku ostatni ich spadek sprawił, że rynek

znalazł się ponownie na rozdrożu i można przypuszczać, że najbliższe sesje

Reklama
Reklama

zadecydują o przebiegu notowań w perspektywie przynajmniej kilku tygodni,

jeśli nie miesięcy.

W przypadku naszego kraju główną wiadomością tygodnia była wartość

październikowej inflacji. Miłe zaskoczenie nie zmieniło tego, że nadal trwa

dyskusja na temat konieczności, lub jaj braku, jak najszybszej podwyżki stóp

procentowych. Przypomnijmy, że oczekiwano wzrostu cen o 1,3% w porównaniu z

Reklama
Reklama

październikiem ubiegłego roku. Okazało się, że dynamika cen była niższa i

wyniosła 1,2%. Duża w tym zasługa cen paliw.

Taki odczyt nie zmienił nastawienia części członków Rady Polityki Pieniężnej

z szefem NBP na czele optujących za tym, by idąc m.in. za prognozami

ostatniej projekcji inflacyjnej podnieść stopy procentowe. Wychodzą oni z

założenia, że gospodarka rozwija się na tyle szybko, że może mieć to

Reklama
Reklama

negatywne konsekwencje dla procesów inflacyjnych. Dostrzegają oni problem

wzrostu płac realnych, który może być jednym z głównych czynników

sprzyjających wzrostowi cen. Chodzi tu zarówno o stronę popytową, jak też

fakt, że płace są dla przedsiębiorców kosztem, który rosnąc będzie wpływał

na zmniejszenie ich zysków. Mogą się przed tym bronić podnosząc ceny

Reklama
Reklama

własnych produktów. Zwolennicy podwyżki wychodzą z założenia, że należy

dmuchać na zimne i podjąć działania jeszcze zanim pojawi się problem.

Działanie to ma mieć charakter prewencyjny i zapobiec problemom.

Druga grupa, obecnie liczniejsza, jest zdania, że podwyżka stóp procentowych

w tej chwili byłaby zbytnią ostrożnością, posunięciem niepotrzebnym skoro na

Reklama
Reklama

razie nic niepokojącego się nie dzieje. Nie widzą oni aż takiego zagrożenia,

co ostatnia publikacji inflacji może ich jeszcze w tym przekonaniu upewnić.

Ich zdaniem, ostatnia projekcja inflacyjna była zbyt pesymistyczna, a obecna

sytuacja nie jest taka zła. Owszem, istnieje ryzyko napięć inflacyjnych

związanych z płacami, ale na razie ich nie ma, a przedsiębiorcy jakoś dają

Reklama
Reklama

sobie rade bez podnoszenia cen. O ile można było przypuszczać, że wyższa od

prognoz inflacja może zbliżyć nas do podwyżki stóp, to fakt, że inflacja

okazała się niższa od prognoz sprawi, że gołębia część rady będzie nadal

miała większość, a tym samym widmo podwyżki stóp nie jest w tej chwili zbyt

wielkie.

Także w USA tematem tego tygodnia była inflacja, ale nie był to temat

przewodni. Na pierwszy plan ponownie powróciła sprawa sytuacji na rynku

nieruchomości. Jak jest to ważny czynnik wiemy po ostatniej publikacji

wstępnych danych dotyczących dynamiki PKB w III kw. Fakt osłabienia na rynku

nieruchomości sprawił, że dynamika PKB była niższa o ponad 1%. Zatem wszyscy

mają oczy zwrócone na dane dotyczące tego segmentu gospodarki. Kilka tygodni

temu swoje zdanie na ten temat wypowiedział Alan Greenspan sugerując, że

jest możliwe, że dołek tego osłabienia jest już za nami. Jednym z czynników,

który miał o tym decydować był skok ilości udzielanych kredytów

hipotecznych. Greenspan szczególną uwagę zwrócił na nowe kredyty finansujące

nieruchomości. Jego zdaniem to właśnie tu należy szukać oznak poprawy.

Wykres_1.gif przedstawia tygodniowe wartości indeksu publikowanego przez

Związek Banków Hipotecznych skupiający instytucje udzielające ok. połowy

wszystkich kredytów hipotecznych w USA. Indeks budowany jest na wartościach

tygodniowej liczby złożonych wni

spadku. Można wnioskować, że rośnie liczba kredytów, co byłoby dobrą

wiadomością. Byłoby, gdyż analizując zmiany obu subindeksów wyraźnie widać,

że wzrost indeksu głównego wynika jedynie ze wzrostu liczby wniosków o

refinansowanie już istniejących kredytów. Subindeks nowych kredytów nie

wzrasta. Owszem, przestał spadać, ale to chyba jeszcze za wcześnie, by

obwieszczać, że kryzys został zażegnany.

W tym kontekście ciekawie wyglądają opublikowane w piątek dane o dynamice

wydanych pozwoleń na budowę oraz zmian liczby już rozpoczętych budów. W obu

wypadkach wprawdzie oczekiwano spadku, ale skala pogorszenia się tych

wielkości przekroczyła znacznie prognozy rynkowe. Liczba rozpoczętych budów

spadła o 14,6% i był to najniższy poziom od lipca 2000 r. Liczba wydanych

pozwoleń na budowę spadła o ponad 6% do najniższego poziomu od grudnia 1997

r. W komentarzach do tych danych podkreśla się, że nie są one aż tak

tragiczne, gdyż liczba wydanych pozwoleń przekracza liczbę rozpoczętych

budów. Jest to odbierane jako przesłanka do tezy, że pomimo osłabienia na

rynku i spadku cen nadal jest spora aktywność w budownictwie i nie ma

przesłanek, by mówić o krachu, czy przebiciu balonu. Rynki akcji za oceanem

zdają się trzymać tej tezy, co zaowocowało kolejną sesją wzrostu i nowymi

rekordami kilku indeksów na koniec tygodnia. Nasz rynek w tym trendzie nie

uczestniczy. Można się zastanawiać, co się będzie działo u nas, gdyby doszło

do spadków w USA. Czy także będziemy nieczuli na zachowanie się tamtejszych

indeksów? Wątpię.

Przewaga podaży na naszym rynku w ubiegłym tygodniu zdecydowanie

skomplikowała życie posiadaczom długich pozycji. Nie chodzi tu tylko o sam

fakt poniesionych strat, ale także spowodowanie, że rynek znajduje się w

miejscu, gdzie nieco głębszy spadek może skutkować zanikiem podstaw do

utrzymywania, że mamy trend wzrostowy. W długim terminie od wielu miesięcy

stoimy w miejscu. Nie udało się zaatakować majowego szczytu i teraz wśród

inwestorów zaczyna przeważać pesymizm (ujemna baza na koniec piątkowych

notowań). Jest on jeszcze przedwczesny, gdyż nie został pokonany najbliższy

poziom wsparcia, jakim jest dołek z początku listopada. Ubiegły tydzień

zakończyliśmy tuż nad tym poziomem ( Wykres_2.gif ). Zejście niżej

uprawdopodobni dalszą przecenę aż do wsparcia w okolicy dołków z lata br.

( Wykres_3.gif ). W tej chwili jednak wsparcie jeszcze nie zostało pokonane

i można liczyć, że popyt będzie chciał się bronić. Przełamanie wsparcia nie

jest przesądzone.

Kamil Jaros

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama