Polscy producenci komputerów (wśród nich Action, NTT, PC Factory) walczą o równe szanse przy przetargach publicznych. Według nich, zapisy umieszczane w warunkach przetargowych przez urzędników, w wielu przypadkach, mają na celu wykluczenie polskich firm. Dlatego spotkali się wczoraj w tej sprawie z dyrektor generalną Ministerstwa Rozwoju Regionalnego Magdaleną Tarczewską-Szymańską.
Wcześniej producenci opublikowali list otwarty do władz państwowych, w którym zwrócili uwagę, że wielu zamawiających ustala w specyfikacjach przetargowych niedozwolone zapisy, niezgodne z ustawą o zamówieniach publicznych, a także z obowiązującymi dyrektywami unijnymi. Są też zaniepokojeni pomysłem podniesienia progów w uproszczonych procedurach (nie trzeba ogłaszać publicznych przetargów, tylko można zaprosić wybrane firmy) z 60 tys. euro do 137 tys. euro dla sektora rządowego i 211 tys. euro dla sektora samorządowego. - To da urzędnikom jeszcze większą dowolność - mówi Edward Wojtysiak, doradca prezesa Actionu.
Wczoraj producentom zaprezentowano projekt rekomendacji, przygotowany przez MSWiA. Określa ona, jak powinny być formułowane warunki przetargów w administracji publicznej. - Przekażemy resortowi uwagi do tej rekomendacji - mówi doradca prezesa Actionu. Producenci nie zrezygnują z zajmowania się sprawą. - Jeśli nadal będą występowały nieprawidłowości w przetargach, zgodnie z prawem cywilnym, będziemy zwracać się do sądu powszechnego o stwierdzenie nieważności umowy, zawartej z naruszeniem prawa - informuje E. Wojtysiak.
Jest optymistą, jeśli chodzi o współpracę z resortami. - Władzy zależy tak jak i nam, aby przetargi odbywały się zgodnie z przepisami unijnymi. Jeśli pieniądze z UE będą źle wydawane, Komisja Europejska może wystąpić do rządu polskiego o zwrot nienależycie wydatkowanych środków - mówi przedstawiciel Actionu.