Wojciech Jasiński, minister skarbu państwa, potwierdził wczoraj w wypowiedzi dla agencji Reutera, że rozważa wariant, w którym akcje Polskich Linii Lotniczych LOT kontrolowane przez syndyka masy upadłościowej Swissair odkupiłby KGHM. Pierwsze informacje na ten temat pojawiły się w środowej ?Rzeczpospolitej". Służby prasowe resortu twierdzą natomiast, że konkretnych planów na razie nie ma. Miedziowy koncern nie komentuje całej sprawy. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że zarząd KGHM jest zaskoczony tymi planami. Minister Jasiński stwierdził nawet, że jeżeli KGHM, w ponad 44 proc. kontrolowany przez państwo, kupi akcje LOT-u, to może wypłacić mniejszą dywidendę. Wczoraj akcje KGHM potanialy o 2,6 proc. i kosztowały 89 zł. Pojawiły się także plotki, że akcje LOT-u miałaby odkupić spółka zależna od KGHM, giełdowe Interferie. - MSP rozważa wiele wariantów bezpośredniego zakupu pakietu mniejszościowego LOT-u od syndyka Swissair - powiedział Paweł Kozyra, rzecznik ministerstwa skarbu.
Większa kontrola
W odpowiedzi na pytanie, po co MSP chce odkupić akcje naszego przewoźnika od syndyka Szwajcarów, dowiedzieliśmy się, że resort skarbu jako większościowy udziałowiec nie ma m. in.: swobody w zmianach statutu spółki i posiada nieproporcjonalne udziały w składzie rady nadzorczej LOT-u.
Najwyraźniej resortowi przestał się podobać podział głosów w radzie nadzorczej firmy. Gdyby ministerstwo za pośrednictwem jakiejś spółki kontrolowało nie 67,97 proc., ale 93,07 proc. kapitału LOT-u, to miałoby siedem głosów w radzie nadzorczej, a nie cztery. Tym samym takie decyzje, jak wybór nowego prezesa, byłyby formalnością.
Przedstawiciele syndyka nie chcą komentować całej sprawy. Nie przyznają się do jakichkolwiek rozmów z KGHM i przygotowania do ewentualnej transakcji. Jeszcze w 2006 r. Rutger Schimmelpenninck, przedstawiciel syndyka masy upadłościowej Swissair w radzie nadzorczej LOT-u, twierdził, że najlepszym rozwiązaniem dla spółki jest jej wprowadzenie na GPW. Dodał, że w ten sposób wierzyciele szwajcarskich linii odzyskają pieniądze.