Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 28.01.2007 18:57

Kamil Jaros

Wydarzeniem w nadchodzącym tygodniu będzie zapewne posiedzenie Rady

Polityki Pieniężnej. Po pierwsze - będzie to debiut nowego szefa NBP.

Zapewne wszyscy obserwatorzy rynków finansowych będą mu się bacznie

przyglądać i oceniać. Każdy ruch, gest, poziom emocji. Wszystko będzie

Reklama
Reklama

brane pod uwagę, by wyłuskać jego pozycję w radzie. Po drugie, choć sama

decyzja raczej nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, to zapewne z

ciekawością będziemy zapoznawać się z treścią końcowego

komunikatu. Wreszcie, poznamy najnowszą projekcję inflacji.

Właśnie ten ostatni czynnik wydaje się tu najważniejszy. Nie od dziś trwa

dyskusja nad wiarygodnością ostatniej prognozy zmian cen sporządzoną przez

Reklama
Reklama

zespół analityków NBP. Jej jastrzębi wydźwięk był szeroko komentowany i

nierzadko kontestowany. Wśród części członków rady panuje przekonanie, że

projekcja nie oddaje w pełni obrazu rzeczywistości i za bardzo straszy.

Ocenia się, że na najnowsza swoją wymową nie będzie zbyt mocno odbiegać od

tej poprzedniej, choć oczekuje się nieco niższych wartości prognozowanej

inflacji w bieżącym roku. Możliwość szybszego wzrostu cen w latach

Reklama
Reklama

następnych będzie prawdopodobnie znowu sygnalizowana. Można domniemywać,

że na nowo rozgorzeje dyskusja o tym, czy i kiedy rada powinna na to

zagrożenie reagować.

Jak wiemy w tym temacie głosy są podzielone. W samej radzie przeważa

stronnictwo gołębi, a nowy prezes nie zmieni tego układu, o ile go jeszcze

Reklama
Reklama

bardziej nie usankcjonuje. Na najbliższym posiedzeniu rady nie należy

oczekiwać podwyżki stóp procentowych, ale nadal jest otwarta sprawa

takiego posunięcia jeszcze w I półroczu. Argumentacja obu stron dyskusji

dotyczy wpływu szybkiego wzrostu gospodarczego na procesy inflacyjne. Czy

wzrost popytu wpływa na zmiany cen? Czy poprawa na rynku pracy wywołuje

Reklama
Reklama

parcie na wzrost wynagrodzeń? Jak zmienia się wydajność pracy w porównaniu

ze wzrostem wynagrodzeń? Tych kilka pytań, a właściwie odpowiedzi na nie

określają stosunek do ewentualnych posunięć RPP. No i najważniejsze. Czy

zadaniem rady jest reagowanie na zagrożenia, czy też antycypacja tych

zagrożeń i podejmowanie działań mających na celu ich uniknięcie? Tu także

Reklama
Reklama

jest pole do dyskusji dla członków rady.

Fakty są takie. Mamy szybki wzrost gospodarczy, który w IV kw 2006 wyniósł

prawdopodobnie ponad 6%, a w całym roku ok. 5,7%. Wynik niezły, ale trzeba

się przyglądać, czy nie niesie on zagrożeń. Płace rosną dość szybko, a

wydajność musi temu wzrostowi sprostać. Problem w tym, że pojawiają się

sygnały, że wzrost wydajności nie jest wystarczająco duży. Na razie wyniki

przedsiębiorstw są dobre, ale by były one nadal tak dobre, to przy

wzroście płac może pojawić się parcie na wzrost cen produktów tych

przedsiębiorstw. Oczywiście nie każda branża boryka się z takimi

problemami i takie mechanizmy mogą mieć różne nasilenie w każdej z nich.

Koszty zatrudnienia mają być redukowane przez zmniejszenie klina

podatkowego, o czym pisaliśmy przed tygodniem. Ostatnio Premier Gilowska

zasugerowała, że chciałaby, by takie zmiany zaszły jeszcze w tym roku.

Rozwiązanie ciekawe, ale czy realne? Wpłynęłoby to na wielkość dotacji dla

FUS. Owszem można liczyć, że dochody w wyniku szybszego od planowanego

wzrostu gospodarczego będą większe, ale to pod warunkiem, że faktycznie

będzie on szybszy. Obecne prognozy wzrostu PKB w 2007 r. już przekraczają

wartości będące założeniami do budżetu. Nikt jednak w tej chwili nie jest

w stanie zagwarantować, że ten wyższy wynik zostanie osiągnięty. Wartości,

na których opierają się wydatki budżetowe powinny ż teraz pojawiły się zakusy na tak zwaną "nadwyżkę budżetową".

Posłowie LPR swoiście definiując "nadwyżkę" zaproponowali zagospodarowanie

kwoty będącej różnicą między niższymi planowanymi dochodami, a wyższymi

realnymi dochodami budżetowymi. Chcą oni "znaczącą część tej kwoty

przeznaczyć na rzecz najbiedniejszych emerytów w postaci jednorazowego

świadczenia". Jak więc widać, Pani Premier nie będzie miała łatwego

zadania. Pewnie już w czasie wakacji będziemy świadkami podejmowanych

przez Gilowską wysiłków w celu obniżenia składki rentowej. Okaże się

wtedy, kto jest silniejszy. Pani Premier, czy też posłowie LPR chcący

obdarować zapomogą emerytów. W którym kierunku pójdzie Premier Kaczyński?

Po ostatnich wydarzeniach z górnikami trudno tu być optymistą, a szantaż

dymisją ministra finansów może okazać się nieskuteczny.

Inna sprawa to, czy w ogóle będzie co dzielić. W tej chwili mówi się o

wzroście wyższym od planowanego w budżecie o ok. 0,5% PKB, ale jest tu

ukryty warunek, że na świecie nic szczególnie złego się nie wydarzy.

Założenie może i realne, ale z pewnością nie takie pewne. Cały czas sporą

niewiadomą jest sytuacja gospodarki amerykańskiej. Już niemal wszyscy

doszli do wniosku, że podda się ona "miękkiemu lądowaniu" i po jakimś

czasie powróci do szybszego wzrostu. Takie przypuszczenie ujawnili

ostatnio także analitycy ING Nationale Nederlanden PTE. Można domniemywać,

że za takim podejściem pójdzie także polityka alokacji w samym funduszu

emerytalnym.

Problem w tym, że to mimo wszystko dość odważny sąd zważywszy na to, że

cały czas nad gospodarką amerykańską wisi widmo poważniejszych problemów

na rynku nieruchomości. Na razie skala osłabienia nie jest duża, ale

założenie, że nie będzie już znacznie gorzej, może okazać się błędne. Tu

jedną z kluczowych kwestii jest poziom stóp procentowych czyli po prostu

cena finansowania zakupu nieruchomości kredytem. Ostatni wzrost rentowność

po długiej stronie krzywej amerykańskiego długu może tym optymistycznym

prognozom przeszkodzić. Im wyższy poziom stóp procentowych w USA tym

więcej kłopotów dla nas. Nie tylko ze względu na dynamikę PKB, ale także

ze względu na światową konkurencję o kapitał. Wyższe oprocentowanie za

oceanem wymusza propozycję lepszych warunków dla inwestorów obecnych w

Polsce.

Ubiegły tydzień rozpoczął się w świetnych nastrojach od zaliczenia nowych

rekordów hossy. Niestety i tym razem nie udało się cen utrzymać na tych

wysokich poziomach. Także i tym razie popyt nie zaatakował radośnie po

zanotowaniu rekordowych wartości, ale szybko spasował. Na początku

piątkowej sesji ceny zaliczyły minimum spadku cen wywołanego kolejnym

marnym atakiem na rekordy. Sytuacja może nie jest wymarzoną przez

posiadaczy długich pozycji, ale beznadziejnie też nie jest. Cały czas ceny

pozostają nad najbliższym poziomem wsparcia, jakim w tej chwili jest

poziom luki hossy i małe konsolidacji z 15-17 stycznia br. To są okolice

połowy wcześniejszego wzrostu, a więc spadek do tego poziom nie byłby

czymś dramatycznym. Można nadal zakładać, że znajdujemy się w formacji

klina zwyżkującego. Jej wymowa jest słaba, ale dopiero w chwili wybicia

pod dolne ograniczenie. W dłuższym terminie nadal kolejne dołki są na

wyższym poziomie, a wiec nie pozostaje nic innego, jak stwierdzić przewagę

byków.

Kamil Jaros

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama