jest pole do dyskusji dla członków rady.
Fakty są takie. Mamy szybki wzrost gospodarczy, który w IV kw 2006 wyniósł
prawdopodobnie ponad 6%, a w całym roku ok. 5,7%. Wynik niezły, ale trzeba
się przyglądać, czy nie niesie on zagrożeń. Płace rosną dość szybko, a
wydajność musi temu wzrostowi sprostać. Problem w tym, że pojawiają się
sygnały, że wzrost wydajności nie jest wystarczająco duży. Na razie wyniki
przedsiębiorstw są dobre, ale by były one nadal tak dobre, to przy
wzroście płac może pojawić się parcie na wzrost cen produktów tych
przedsiębiorstw. Oczywiście nie każda branża boryka się z takimi
problemami i takie mechanizmy mogą mieć różne nasilenie w każdej z nich.
Koszty zatrudnienia mają być redukowane przez zmniejszenie klina
podatkowego, o czym pisaliśmy przed tygodniem. Ostatnio Premier Gilowska
zasugerowała, że chciałaby, by takie zmiany zaszły jeszcze w tym roku.
Rozwiązanie ciekawe, ale czy realne? Wpłynęłoby to na wielkość dotacji dla
FUS. Owszem można liczyć, że dochody w wyniku szybszego od planowanego
wzrostu gospodarczego będą większe, ale to pod warunkiem, że faktycznie
będzie on szybszy. Obecne prognozy wzrostu PKB w 2007 r. już przekraczają
wartości będące założeniami do budżetu. Nikt jednak w tej chwili nie jest
w stanie zagwarantować, że ten wyższy wynik zostanie osiągnięty. Wartości,
na których opierają się wydatki budżetowe powinny ż teraz pojawiły się zakusy na tak zwaną "nadwyżkę budżetową".
Posłowie LPR swoiście definiując "nadwyżkę" zaproponowali zagospodarowanie
kwoty będącej różnicą między niższymi planowanymi dochodami, a wyższymi
realnymi dochodami budżetowymi. Chcą oni "znaczącą część tej kwoty
przeznaczyć na rzecz najbiedniejszych emerytów w postaci jednorazowego
świadczenia". Jak więc widać, Pani Premier nie będzie miała łatwego
zadania. Pewnie już w czasie wakacji będziemy świadkami podejmowanych
przez Gilowską wysiłków w celu obniżenia składki rentowej. Okaże się
wtedy, kto jest silniejszy. Pani Premier, czy też posłowie LPR chcący
obdarować zapomogą emerytów. W którym kierunku pójdzie Premier Kaczyński?
Po ostatnich wydarzeniach z górnikami trudno tu być optymistą, a szantaż
dymisją ministra finansów może okazać się nieskuteczny.
Inna sprawa to, czy w ogóle będzie co dzielić. W tej chwili mówi się o
wzroście wyższym od planowanego w budżecie o ok. 0,5% PKB, ale jest tu
ukryty warunek, że na świecie nic szczególnie złego się nie wydarzy.
Założenie może i realne, ale z pewnością nie takie pewne. Cały czas sporą
niewiadomą jest sytuacja gospodarki amerykańskiej. Już niemal wszyscy
doszli do wniosku, że podda się ona "miękkiemu lądowaniu" i po jakimś
czasie powróci do szybszego wzrostu. Takie przypuszczenie ujawnili
ostatnio także analitycy ING Nationale Nederlanden PTE. Można domniemywać,
że za takim podejściem pójdzie także polityka alokacji w samym funduszu
emerytalnym.
Problem w tym, że to mimo wszystko dość odważny sąd zważywszy na to, że
cały czas nad gospodarką amerykańską wisi widmo poważniejszych problemów
na rynku nieruchomości. Na razie skala osłabienia nie jest duża, ale
założenie, że nie będzie już znacznie gorzej, może okazać się błędne. Tu
jedną z kluczowych kwestii jest poziom stóp procentowych czyli po prostu
cena finansowania zakupu nieruchomości kredytem. Ostatni wzrost rentowność
po długiej stronie krzywej amerykańskiego długu może tym optymistycznym
prognozom przeszkodzić. Im wyższy poziom stóp procentowych w USA tym
więcej kłopotów dla nas. Nie tylko ze względu na dynamikę PKB, ale także
ze względu na światową konkurencję o kapitał. Wyższe oprocentowanie za
oceanem wymusza propozycję lepszych warunków dla inwestorów obecnych w
Polsce.
Ubiegły tydzień rozpoczął się w świetnych nastrojach od zaliczenia nowych
rekordów hossy. Niestety i tym razem nie udało się cen utrzymać na tych
wysokich poziomach. Także i tym razie popyt nie zaatakował radośnie po
zanotowaniu rekordowych wartości, ale szybko spasował. Na początku
piątkowej sesji ceny zaliczyły minimum spadku cen wywołanego kolejnym
marnym atakiem na rekordy. Sytuacja może nie jest wymarzoną przez
posiadaczy długich pozycji, ale beznadziejnie też nie jest. Cały czas ceny
pozostają nad najbliższym poziomem wsparcia, jakim w tej chwili jest
poziom luki hossy i małe konsolidacji z 15-17 stycznia br. To są okolice
połowy wcześniejszego wzrostu, a więc spadek do tego poziom nie byłby
czymś dramatycznym. Można nadal zakładać, że znajdujemy się w formacji
klina zwyżkującego. Jej wymowa jest słaba, ale dopiero w chwili wybicia
pod dolne ograniczenie. W dłuższym terminie nadal kolejne dołki są na
wyższym poziomie, a wiec nie pozostaje nic innego, jak stwierdzić przewagę
byków.
Kamil Jaros
[email protected]