Reklama

Prywatyzacja Indaru wstrzymana

Bioton został na lodzie, bo pracownicy ukraińskiego Indaru sprzeciwiają się prywatyzacji przedsiębiorstwa. Prezes Adam Wilczęga planuje jednak intensywne działania PR, które pozwolą polskiej spółce na powrót do gry

Publikacja: 08.09.2007 09:37

Rząd Ukrainy wycofał w piątek z listy spółek przeznaczonych do prywatyzacji tamtejszego producenta insuliny, Indar. Z naszych informacji wynika, że firma ta została nie tylko "zdjęta" na skutek nacisków zarządu i załogi. Potwierdza to prezes Biotonu, Adam Wilczęga. - Pracownicy Indaru zorganizowali pikietę pod siedzibą Funduszu Mienia Państwowego (tamtejszy Skarb Państwa - przyp. red.) domagając się rezygnacji z planów prywatyzacyjnych - mówi "Parkietowi". Trafili na podatny grunt, bo na Ukrainie za kilka tygodni kolejne przedterminowe wybory. - W czasie kampanii nikt nie chce słuchać o umierających z powodu braku leków. Nawet jeżeli są to zarzuty "wyssane z palca" - mówi Adam Wilczęga.

Bezpodstawne obawy załogi

Jego zdaniem protest, inspirowany przez zarząd Indaru, nie ma żadnych podstaw. - Nie chcemy zamykać firmy ani nikogo zwalniać, czym straszą menedżerowie ukraińskiej spółki - tłumaczy A. Wilczęga. Dodaje, że w ewentualnej umowie prywatyzacyjnej miały się znaleźć szczegółowe zapisy dotyczące obowiązków inwestora. Bioton miał między innymi gwarantować zatrudnienie, zadeklarować kwoty przeznaczone na inwestycje, wprowadzić nowoczesną technologię i przeprowadzić restrukturyzację tak, aby zwiększyć rentowność firmy, która teraz wynosi zaledwie 2-3 proc. - Nie planowaliśmy nawet zwolnień w zarządzie, a jedynie chcieliśmy wprowadzić kilku swoich ludzi - mówi szef Biotonu. Ważnym elementem było zapewnienie dostaw nowoczesnych preparatów dla mieszkańców Ukrainy, bo Indar uważany jest za spółkę o znaczeniu strategicznym.

Nie rezygnują z firmy i rynku

Bioton nie rezygnuje ani z planów przejęcia kontroli nad Indarem, ani z podboju ukraińskiego rynku. - Już w przyszłym tygodniu rozpoczynamy intensywną kampanię PR, mającą pokazać pozytywne strony naszej inwestycji - mówi A. Wilczęga. Przewiduje jednak, że dalsze decyzje dotyczące Indaru zapadną już po wyborach. - Mamy nadzieję, że ostatecznie wrócimy do rozmów - dodaje prezes Wilczęga. Nie wyobraża sobie, by ktoś inny mógł chcieć przejąć udziały w ukraińskiej spółce, w której Bioton ma już i tak blisko 30 proc. Jeżeli rząd nie wróci do prywatyzacji Indaru, to giełdowa spółka będzie chciała i tak zwiększyć swój udział; choćby przez podniesienie kapitału. Zresztą początkowe plany dotyczyły jedynie przejęcia pakietu kontrolnego w ukraińskiej firmie, a pomysł kupienia dodatkowych 70 proc. pojawił się, gdy w kwietniu rząd umieścił ją na liście przedsiębiorstw przeznaczonych do prywatyzacji w 2007 r.

Reklama
Reklama

"Gensulin" na Ukrainę

Niezagrożone są natomiast umowy dotyczące dostaw substancji czynnej (kryształów insuliny), produkowanych w Polsce. Pierwsze powinny odbyć się w tym roku. Prezes Biotonu myśli też o wprowadzeniu na rynek wschodniego sąsiada własnego gotowego leku przeciw cukrzycy - gensulinu. Preparat jest tam zarejestrowany od dwóch lat, znajduje się też na liście refundacyjnej. - Do tej pory nie sprzedawaliśmy, ani nie promowaliśmy własnej insuliny, bo chcieliśmy wytwarzać z Indarem unowocześniony lek pod ich marką - tłumaczy A. Wilczęga. Preparat Indaru ma 65-70 proc. udziałów (ilościowo) w ukraińskim rynku.

komentarz

Michał Chmielewski

Parkiet

Za dużo pochopnych

Reklama
Reklama

deklaracji i zapewnień

Inwestorzy giełdowi Biotonu dość spokojnie przyjęli piątkowe doniesienia o wstrzymaniu prywatyzacji Indaru. Cena akcji utrzymywała się blisko czwartkowego zamknięcia (1,20 zł), odchylając się nieco w ciągu dnia to w jedną, to w drugą stronę. Ostatecznie na zamknięciu sesji kosztowały one 1,19 zł, po spadku o 0,83 proc. Nie widać jednak było tak charakterystycznej dla akcjonariuszy tej spółki paniki. Być może to już kwestia przyzwyczajenia, bo ostatnio sporo złych informacji (a przynajmniej rozczarowujących) docierało z tej firmy. Może też, po tym jak kurs obronił się przed spadkiem poniżej 1 zł, inwestorzy wierzą, że w końcu odrobi wielomiesięczne straty. Na pewno jednak przy okazji perturbacji z Indarem trzeba wspomnieć o sporej nonszalancji zarządu Biotonu, który jeszcze kilka dni temu ze spokojem przekonywał, że prywatyzacja i przejęcie są niezagrożone, choć mogą być przesunięte w czasie. W zasadzie należałoby mówić o nieprawidłowej ocenie sytuacji, co już jest poważnym błędem zarządzających i nie po raz pierwszy (w podobnych sytuacjach) kładzie się cieniem na ich kompetencjach. A szkoda, bo przecież prezes Wilczęga ma na swoim koncie sporo bardzo udanych pomysłów i zrealizowanych przedsięwzięć (choćby decyzję o przejęciu Bio Partners, która może mieć naprawdę dalekosiężne skutki). Tylko często giną one wśród pochopnych deklaracji i zapewnień.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama