Fortis Investment, zagraniczna spółka zarządzająca aktywami, poszukuje kolejnych małych i średnich spółek, w które warto zainwestować. Wszystko wskazuje na to, że nie będą to spółki polskie, mimo że zarządzający z Fortisu pofatygowali się do Polski, by prowadzić rozmowy z zarządami.
- Polskie spółki są znacznie droższe od tych z innych państw Europy Środkowo-Wschodniej. Mało prawdopodobne jest uwzględnienie ich w portfelu naszego funduszu - przyznaje Maria Polycarpou, jedna z czterech osób zarządzających Fortis L Fund Small Caps Europe, który od kwietnia 2006 roku dostępny jest na naszym rynku.
Fundusz inwestuje w spółki europejskie o kapitalizacji pomiędzy 250 mln euro a 3,5 mld euro. Zapisy statutowe pozwalają lokować na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej nie więcej niż 5 proc. wartości portfela. 4 proc. już jest wykorzystane. - Już na początku 2005 roku wybraliśmy Turcję. Wciąż dostrzegamy ogromny potencjał jej gospodarki - mówi Maria Polycarpou. Za majątek Fortis L Fund Small Caps Europe są nabywane akcje trzech tureckich spółek: Banku Asia, działu butelkowania Coca-Coli oraz przemysłowej firmy Turk Tractor.
Pozostaje 1 proc. wartości aktywów, który można zainwestować na rynku Europy Środkowo-Wschodniej. Obecnie trwają rozmowy z polskimi spółkami, jednak wszystko wskazuje na to, że to nie one znajdą się w portfelu. Za 2-3 tygodnie zarządzający spotkają się z zarządami spółek węgierskich.
Filozofia inwestycyjna zarządzających opiera się na "efekcie pomijania". - Mniejszym spółkom analitycy poświęcają mniej uwagi - zauważa Maria Polycarpou. Wraz z pozostałymi zarządzającymi poszukuje rentownych spółek, którymi nikt się nie interesuje. Dokonuje własnych fundamentalnych analiz, na podstawie których wyławianych jest od 70 do 90 firm. Mówiąc o przykładach takich "dobrych strzałów", Maria Polycarpou wskazuje chociażby na greckie Jumbo, producenta zabawek, czy norweskie Veidekke, spółkę budowlaną.