Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 23.09.2007 12:46

Od początku wakacji do chwili obecnej przeszliśmy długą drogę. Druga

połowa lipca i pierwsza połowa sierpnia była dla wielu inwestujących

okresem ciężkiej próby. Zapewne niejedna osoba czuła się niepewnie patrząc

jak zyski topnieją (w lepszym wariancie), albo powiększa się strata (w

wersji gorszej). Kolejny miesiąc to okres gasnącego niepokoju i ulgi. W

Reklama
Reklama

piątek notowania zakończyły się na poziomie podobnym do tego z początku

lipca. Procent, czy dwa nie robią tu różnicy, gdyż w porównaniu z

wcześniejszym spadkiem sytuacja i tak jest w tej chwili znacznie lepsza.

Fortuna kołem się toczy i koło to właśnie wykonało pełny obrót. Jest to

dobry czas na wyciągnięcie wniosków i ponowne przemyślenie decyzji o

inwestowaniu na rynku kapitałowym. Los sprawił, że jest szansa by jeszcze

Reklama
Reklama

raz rozważyć, czy warto. Obecnie jest to o tyle łatwiejsze, że wiadomo już

z czym się takie inwestycje wiążą. Ta wiedza powinna pomóc z podjęciu

decyzji, czy nadal utrzymywać posiadane pozycje, a może jednak zredukować

ich poziom ryzyka, by nie przeżywać takich emocji jeszcze raz, czy też po

prostu dojść do wniosku, że bezpieczniejsze formy lokaty są bardziej

odpowiednie.

Reklama
Reklama

Tu nie ma jednej dobrej decyzji. Dla każdego jest ona inna. Wpływ na to

ma głównie sytuacja inwestującego. To on wie, na jak długo kapitał może

być zainwestowany, jaką część oszczędności stanowi aktualna wielkość

inwestycji na giełdzie, czy w fundusze. Jedno z najważniejszych pytań

brzmi, czy jest gotowość na wypadek, gdyby rynek ponownie znalazł się w

Reklama
Reklama

okolicy sierpniowego dołka. Tym razem los okazał się łaskawy, ale kolejnym

razem już tak być nie musi - do odbicia może nie dojść, a ceny będą dalej

spadać. Czy obecne zaangażowanie na rynku jest wynikiem takiej kalkulacji?

Warto sobie uświadomić jeden fakt. Wielu zapewne wspomina początek

sierpnia jako trudny czas próby. Poziom emocji i niepewności był wysoki.

Reklama
Reklama

Marzenia dotyczące zysków z giełdy znikały w tempie spadku wartości

kapitału na rachunku. Być może teraz część z inwestorów jest z siebie

dumna, że "sprostała sytuacji", że wytrzymała i teraz jest już lepiej.

Owszem, jest lepiej, ale przecież to, co wydarzyło latem nie było czymś

wyjątkowym na rynku. To był tylko spadek o ok. 20%. Wystarczy spojrzeć na

Reklama
Reklama

wykres tygodniowy załączony obok (Wykres 1), by uzmysłowić sobie, że to

wydarzenie było jedynie epizodem. Skoro takie emocje dotyczyły w sumie

średniej wielkości przeceny, to co będzie, gdy rynek zacznie bessę z

prawdziwego zdarzenia i tak szczęśliwych powrotów, jak ten wrześniowy, nie

będzie?

Proszę mi wierzyć, nie mam zamiaru nikogo straszyć. Nie opisuję tu jakiś

wydumanych historyjek. Wystarczy cofnąć się wstecz o kilka lat. Naprawdę

nie trzeba daleko szukać. Skoro w czwartek 16 sierpnia na rynku mieliśmy

wg wielu komentatorów panikę, to co można powiedzieć o tym, co wydarzyło

się w 2000 i 2001 roku? Przecież te dwa ruchy cen są nieporównywalne. W

sierpniu jedynie zasmakowaliśmy tego, co może się wydarzyć, jeśli rynek

rzeczywiście wejdzie w fazę spadków. To była okazja, by zobaczyć, a dla

części zapewne również wyczuć, przysłowiowy czubek góry lodowej emocji i

frustracji, jakie się pojawiają gdy rynek zmienia kierunek wbrew

oczekiwaniom inwestora.

Ostatnie lata hossy zdemoralizowały inwestorów. W trakcie wzrostów

pojawiła się znaczna grupa graczy, którzy nadal nie mają doświadczenia w

radzeniu sobie z długotrwałym spadkiem cen. Demoralizacja zaszła tak

daleko, że nawet część, zdawałoby się, zaprawionych w bojach ludzi

pozwoliło sobie na mocne określenia dla lipcowo-sierpniowegsymizmu był tak

wysoki, że skłaniał do zleceń kupna.

Myślę, że było to porównanie zbyt daleko idące i dokonane tylko dlatego,

by pokazać, jak sprytny był Goldman Sachs inwestując 2 mld dolarów w dołku

przeceny. Dla Hulberta jest to przykład potwierdzający kotrariańskie

podejście do rynku. Szybki zarobek 320 mln dolarów (bo tyle w ciągu

miesiąca zarobiło wspomniane 2 mld dolarów) robi wrażenie, choć trzeba

przyznać, że ta inwestycja obarczona była znacznym ryzykiem. Tym razem się

udało. Nickowi Neesonowi, który w podobne zagrywki angażował pieniądze

Barings, to się nie udało. Nikkei wbrew nadziejom młodego tradera spadał

dalej, aż bank zbankrutował i został przejęty za 1 funta przez ING.

Takie samo ryzyko wiązało się z utrzymywaniem pozycji w chwili kreślenia

dołka. Nie ma tu różnicy między tym, kto w danej chwili wchodzi na rynek,

a tym, który jest już na rynku. W pewnym momencie obaj są zaangażowani, a

więc wynik ich inwestycji od tego momentu w podobnym stopniu zależy od

zmiany cen. Oczywiście przy uwzględnieniu stopnia dźwigni. Każdy, kto

przetrzymał dołek i utrzymał pozycję do teraz może stać zadowolony u boku

traderów z Goldman Sachs. Pytanie, na ile było to zachowanie już wcześniej

skalkulowane, a ile było w tym zaciskania zębów i trzymania kciuków "za

odbicie". Tym razem strategia przetrzymania się opłaciła. Warto z tego

wyciągnąć wnioski i powinny być one odległe od tezy, że "każdy spadek da

się wytrzymać". Nie każdy.

Ubiegły tydzień upłynął nam najpierw na czekaniu, a potem na reagowaniu na

decyzję FOMC o obniżeniu stóp procentowych w USA. Spadła stopa funduszy

federalnych oraz po raz kolejny stopa dyskontowa. Rynek przyjął tą

informację z radością, co zaowocowało skokiem cen. Radość jest tym

większa, że ostatnie słabsze dane dotyczące amerykańskiej gospodarki są

podstawą dla inwestorów do oczekiwań kolejnego cięcia. Dzięki temu ceny

akcji wzrosły, a indeksy zbliżyły się do swoich rekordów tej hossy.

Jak widać, perspektywa obniżki stóp procentowych jest w tej chwili

ważniejsza od tego, co te obniżki spowodowało. Z jednej strony mamy

alarmistyczne prognozy i obawy o sytuację w gospodarce, a z drugiej

notowania akcji bliskie rekordom. Cały czas mam wrażenie, że mówimy dwóch

różnych światach. Jest tylko kwestią czasu, gdy ten rozjazd zostanie

skorygowany. Kto ma racje? Inwestorzy pompujący ceny akcji, czy Fed

obawiający się negatywnych skutków osłabienia na rynku nieruchomości

(trzeba bowiem pamiętać, że właśnie tu tkwi źródło problemów z kredytami

typu subprime)? Myślę, że większy stopień racjonalności ma decyzja FOMC, a

więc istnieje ryzyko, że to raczej rynek będzie się do niej dostosowywał.

Ostatnia świeca na wykresie tygodniowym ( Wykres_1.gif ) wygląda bardzo

obiecująco. Jest tylko jeden problem. Ta świeca to tak naprawdę tylko

jedna, środowa, sesja. Po silnym wzroście po decyzji FOMC popyt podniósł

ceny już w relatywnie niewielkim stopniu. Na pocieszenie posiadaczy

długich pozycji trzeba stwierdzić, że podaż nie była na tyle silna, by

ponownie obniżyć poziom cen. W efekcie mamy konsolidację po wzroście

( Wykres_2.gif ) co daje pewną przewagę bykom. Bezpośrednie sąsiedztwo

lipcowych rekordów onieśmiela kupujących. Nastroje są dalekie od

optymizmu. Z ankiety zbieranej na potrzeby wyznaczenia Wigometru wynika,

że tylko 7% badanych liczy na wzrost indeksu WIG20 w tym tygodniu. Nie

znaczy to jeszcze, że nie dojdzie do testu rekordowych poziomów, choć jak

widać, wielu pozostaje sceptykami, że taka próba zakończy się sukcesem.

Paradoksalnie ten brak optymizmu m

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama