Po tym, jak po 10 latach działania na naszym rynku Skandynawowie sprzedali SEB TFI Operze TFI, teraz ogłosili, że z końcem marca zamykają oddziały oferujące usługi private bankingu.
Polska nie jest pierwszym krajem na liście tych, z których SEB się wycofuje. Niedawno wszystkie oddziały private bankingu zamknięto w Wielkiej Brytanii. Zlikwidowano także część oddziałów w Szwajcarii. Co będzie z polskimi klientami? – Polacy wciąż mogą być bezpośrednimi klientami SEB.
Dotychczas ich aktywa i tak były trzymane na rachunkach w centrali, w Luksemburgu, choć lokowane przez polskie oddziały – komentuje Piotr Sawala, dyrektor zarządzający SEB w Polsce. Nie wiadomo, o jakiego rzędu aktywa chodzi. Przedstawiciele SEB nie chcą ujawnić, ile pieniędzy powierzyli im polscy klienci. Usługi private banking były oferowane mniej więcej od początku 2007 r.
– Pozyskiwanie zamożnych klientów jest dziś bardzo trudne. Okazuje się, że osadzone od lat na polskim rynku banki cieszą się większym zaufaniem klientów, którzy teraz w większości nie szukają wcale wysublimowanych produktów, tylko stabilnego wzrostu, wiarygodności i bezpieczeństwa – twierdzi Małgorzata Anczewska, dyrektor departamentu private bankingu w Raiffeisen Bank Polska. – Nie można wykluczać, że z Polski będą się wycofywać inne instytucje, które nastawiały się dotąd jedynie na usługi typu asset management. Dopóki sytuacja na rynkach finansowych się nie poprawi, będzie im bardzo trudno przekonać do siebie nowych klientów – dodaje.
Zgadza się z tym Marta Szymanik, dyrektor sprzedaży w Noble Banku, którego działalność opiera się na private bankingu. – Obsługa klienta, który ma bardzo wysokie oczekiwania, wymaga w ciężkich czasach jeszcze większego profesjonalizmu i zaangażowania. Naturalne jest to, że nie każdy bank da sobie z tym radę – mówi.