Nazwiska pracowników zostały utajnione, poza obecnie sprawującym w firmie władzę członkiem zarządu Grzegorzem Gniadym oraz byłym prezesem Igorem Kazimierskim. Z listy wynika, że Gniady pozyskał sprawy o największej wartości – 13 mln zł. Kazimierski jest na 9. miejscu z 732 tys. zł.
Firmy rzadko podają tego typu informacje. Śledząc losy windykatora można się domyśleć, że chodzi o pokazanie niewielkich zasług Kazimierskiego oraz potwierdzenie, że najwartościowszy sprzedawcy nie odeszli z firmy – wbrew temu, co twierdzi odwołany prezes. Z pierwszej dziesiątki pracowników sześciu nadal pracuje. – Chcieliśmy pokazać, że firma pracuje normalnie. Odszedł z niej tylko Kazimierski i 2, 3 popierających go pracowników, którzy zresztą działali na szkodę spółki – potwierdza Gniady.
Także wczoraj odbyła się pierwsza rozprawa, w której Kazimierski skarży decyzję rady nadzorczej z 22 grudnia 2008 r. o swoim odwołaniu. – Sąd zwrócił uwagę, że w tym samym powództwie Kazimierski występował jako przedstawiciel firmy, co stanowi sprzeczność, i postępowanie czasowo zawiesił – relacjonuje Grzegorz Gniady.
Sąd ma wątpliwości, czy spółka ma należytą reprezentację (obecnie w KRS jako członek zarządu figuruje tylko Gniady). Dlatego zawiesił postępowanie do czasu rozpoznania wniosku o ustalenie kuratora. O jego powołanie wystąpił szef rady nadzorczej Cash Flow Adam Kazimierski (ojciec Igora).