Mimo obaw przed realizacją zysków kursy akcji niezłomnie wspinają się coraz wyżej. WIG wzrósł wczoraj o 3,4 proc. i sforsował barierę 30 tys. pkt. Wrócił więc do poziomu z połowy października ubiegłego roku, czyli środka panicznej wyprzedaży akcji, wywołanej obawami przed głęboką recesją w światowej gospodarce.
Bariera 30 tys. pkt ma nie tylko psychologiczne znaczenie. Poziom ten jest istotny dla inwestorów podejmujących decyzje na podstawie analizy technicznej. W ciągu zaledwie dwóch sesji WIG zdołał przebić serię oporów położonych w pobliżu 30 tys. pkt, na które złożyły się szczyt z 6 stycznia (28 934 pkt), maksimum z 4 listopada 2008 r. (29 600 pkt) oraz linia trendu spadkowego, wybiegająca ze szczytu z października 2007 r. Ze względu na wagę tych sygnałów pojawia się pytanie, czy ciągle jeszcze można mówić, że na rynku akcji jest bessa. Czy to jednak oznacza, że należy oczekiwać dalszego nieprzerwanego marszu kursów walorów spółek na północ?
Coraz bardziej uzasadnione są obawy, że tempo zwyżki w ostatnich dwóch miesiącach jest zbyt szybkie, a przegrzanie koniunktury giełdowej grozi silną korektą. W ciągu 50 sesji (w przybliżeniu tyle czasu trwa już obecna zwyżka) indeks WIG zyskał 40,8 proc. W ostatnich 10 latach tak szybki wzrost zanotowano dwa razy. W styczniu 2000 r. 50-sesyjna zwyżka sięgnęła maksymalnie 34 proc. Z kolei we wrześniu 2003 r. indeks poszybował w górę o 38,5 proc. Trzy miesiące później w obu przypadkach WIG nie tylko nie urósł, ale spadł (w dalszej perspektywie nie było już takiej jednoznacznej zależności).
Testem dla siły rynku będzie w najbliższych dwóch tygodniach publikacja wyników finansowych spółek za I kwartał. Dla wielu firm był to zapewne okres najgorszy od lat (biorąc pod uwagę słabe dane gospodarcze za styczeń i luty). Odporność rynku będzie uzależniona od tego, w jakim stopniu złe rezultaty zostały wcześniej uwzględnione w cenach akcji.