[b]Skarbiec w listopadzie 2006 r. kupił papiery spółki Reporter. Okazało się, że była to fatalna inwestycja. W 2007 r., w czasach dobrej koniunktury i hossy, spółka ta odnotowała rekordową stratę – około 40 mln zł. Czy nie zabrakło profesjonalizmu zarządzających – ze Skarbca, jak i innych TFI, które kupiły te papiery?[/b]
Nie można mówić o braku profesjonalizmu. Gdy kupowaliśmy Reportera, był on w świetnej kondycji, rozwijał się, a sprzedaż detaliczna w tej branży w Polsce stale rosła. Jednak w branży odzieżowej wystarczy jedna nietrafiona kolekcja, by kondycja firmy zmieniła się o 180 stopni. Kolekcja Reportera z 2007 r. nie trafiła właśnie w gusta Polaków. Firma przeszarżowała też z ekspansją sklepów za granicą i z tym bagażem złych decyzji weszła w rok w 2008, który już był fatalny dla całego rynku. Ale Reporter nie jest tu wyjątkiem. Nawet świetna przecież firma LPP także miała w swojej historii zły okres, gdy jej kolekcja nie odpowiadała preferencjom klientów.
[b]Czy gdyby dzisiaj Skarbiec kupował niepubliczne obligacje, procedura wyglądałaby podobnie? Czy jednak szczególnie uczuli Pan na coś zarządzających?[/b]
Na pewno każde doświadczenie czegoś uczy. Myślę, że nie tylko my, ale i inne TFI będą mniej chętnie kupowały tego typu papiery. Ja na pewno będę zabiegał o to, żeby jako nabywca obligacji mieć możliwość częstszego i głębszego wglądu w finanse emitenta. Niemniej jednak należy pamiętać, że jesteśmy w okresie najgłębszego kryzysu od kilku dekad.
[b]Kiedy zarządzający zorientowali się, że w Reporterze dzieje się coś niedobrego?[/b]