Jego zdaniem, wyniki OFE powinno się porównywać ze stopami zwrotu rynku finansowego, a nie przyrównywać do średniej dla rynku OFE. W Warszawie trwa dwudniowa międzynarodowa konferencja z okazji dziesięciolecia OFE. Zorganizowała ją Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych.

Z raportu przedstawionego przez dr. Dariusza Stańki ze Szkoły Głównej Handlowej (wcześniej pracował m.in. w IGTE i kierował departamentem analiz resortu pracy) wynika, że na tle naszego regionu polskie OFE wypadają dobrze. – Zeszły rok niemal wszystkie fundusze w Europie Środkowo-Wschodniej zamknęły ze stratami – mówił Stańko. OFE straciły ponad 14 proc., ale w porównaniu np. ze stratami funduszy estońskich (-27 proc.) czy bułgarskich (-21,6 proc.) to nie aż tak wiele. Wyniki funduszy w dół pociągnęła sytuacja na giełdach, w naszym regionie indeksy spadały nawet o 50–70 proc. Lepiej od OFE radziły sobie fundusze słowackie (-6 proc.) i czeskie (-1,3 proc.).

– Te ostatnie inwestują bardziej konserwatywnie – tłumaczy Stańka. Zaraz dodaje, że skutkiem ostrożnej polityki inwestycyjnej są dużo niższe zyski w czasie hossy, a fundusze inwestujące agresywnie nawet gdy tracą, to z wyższych pułapów. Eduardo Walker z Katolickiego Uniwersytetu Chile twierdził coś zupełnie innego, zachęcając do inwestycji w papiery długoterminowe, np. zerokuponowe, najlepiej z własnego kraju.

– Z analizy dotyczącej kilkunastu lat wynika, że agresywne inwestowanie nie przynosi tak dobrych wyników, jak się uważa. Najlepszy współczynnik zastąpienia przez emeryturę wcześniejszej pensji osiąga się, inwestując właśnie w obligacje o możliwie długim terminie wykupu – mówił. Dodał, że z papierów takich zyski są niższe, ale za to bezpieczne, poza tym system taki jest o wiele tańszy.