Co to są cywety? Zgodnie z encyklopedyczną definicją to niewielkie drapieżne ssaki z rodziny łaszowatych, spokrewnionej z kotowatymi. Ale w inwestycyjnym żargonie cywety, ang. CIVETS, to podgrupa rynków wschodzących, których pierwsze litery angielskich nazw układają się w to właśnie słowo. To, kolejno, Kolumbia, Indonezja, Wietnam, Egipt, Turcja i RPA. Na pomysł, aby określić te państwa „parasolowym" terminem wpadł przed mniej więcej dwoma laty jeden z analityków Economist Intelligence Unit, ale jego spopularyzowanie to zasługa banku HSBC.
Od kiedy bowiem przed dekadą Jim O'Neill, wieloletni główny ekonomista banku Goldman Sachs, określił skrótowcem BRIC (z ang. cegła) gospodarki wschodzące o największym potencjale, za które uznał Brazylię, Rosję, Indie i Chiny, instytucje finansowe prześcigają się w wymyślaniu chwytliwych formułek, które mogłyby zyskać równie duży rozgłos. Swego czasu można było usłyszeć o MINT (z ang. mięta), czyli Meksyku, Indonezji, Nigerii i Turcji. Dziś z kolei Citigroup zaleca inwestycje w krajach 3G, czyli światowych motorach wzrostu (ang. global growth generators). Goldman Sachs promuje Next-11, następną jedenastkę krajów, które mogą podążyć tropem BRIC.
Autorzy tych terminów nie mają wątpliwości, że mogą one służyć jako pomoc w inwestowaniu, dając łatwy do zapamiętania wykaz najbardziej atrakcyjnych rynków. Na ich bazie powstają więc indeksy giełdowe i fundusze inwestycyjne. Ale w oczach sceptyków gry słowne są tylko marketingowym chwytem banków, kreującym inwestycyjne mody.
Im krócej, tym lepiej
Alfabetyczna zupa, jak Amerykanie metaforycznie określają wszechobecność akronimów, to stały element rynkowego menu. W jej skład wchodzą skrótowce tworzone od wielowyrazowych nazw rozmaitych instytucji (np. Fed, EBC, NBP, MFW), a także organizacji (G20, ASEAN) i regionów. W tej ostatniej kategorii szczególnie popularne są terminy: MENA (z ang. Bliski Wschód i północna Afryka), CEE (z ang. Europa Środkowo-Wschodnia) i łączący je EMEA (z ang. Europa, Bliski Wschód i Afryka). Ostatnio karierę robi termin PIIGS, określający najbardziej zadłużone gospodarki strefy euro (Portugalia, Włochy, Irlandia, Grecja i Hiszpania).
Ale takie skrótowce, jak BRIC, MINT czy CIVETS, tworzą odrębną klasę. Nie tylko mają upraszczać i skracać wypowiedzi, ale też podpowiadać, gdzie warto inwestować. Każdemu z nich autorzy przyprawili więc narrację wyjaśniającą, dlaczego tych kilka krajów warto wrzucić do jednego worka. I tak ekonomiści Goldmana w 2003 r. argumentowali, że gospodarki Brazylii, Rosji, Indii i Chin do 2050 r. przyćmią łączną wielkością sześć najzamożniejszych wówczas dojrzałych gospodarek (USA, Japonię, Niemcy, Wielką Brytanię, Francję i Włochy) i staną się kamieniami węgielnymi nowej światowej gospodarki. Nieprzypadkowo z ich nazw utworzono akronim, mający już w języku angielskim znaczenie.