Ryzyko zaostrzenia konfliktu w Ukrainie było w ostatnich miesiącach raczej lekceważone przez inwestorów. Zostało ono bowiem przyćmione przez inne zagrożenia: przyspieszającą inflację, rosnące rentowności obligacji, agresywne podwyżki stóp procentowych i kryzys energetyczny. Globalne rynki akcji miały wystarczająco dużo innych powodów, by gwałtownie zniżkować. Do wojny w Ukrainie inwestorzy już się „przyzwyczaili”, a w jej szybkie zakończenie nie wierzą. Niedawna aneksja czterech ukraińskich regionów przez Rosję i „częściowa” mobilizacja ogłoszona przez Putina zostały więc mocniej odczute jedynie przez rynek moskiewski, który i tak się już słabo prezentował. Moex, indeks giełdy w Moskwie, stracił od początku roku już ponad 45 proc. Sugestie Putina i jego współpracowników o możliwości sięgnięcia po broń jądrową są jak na razie ignorowane przez inwestorów. Czy słusznie?