Zakończyła się pierwsza runda rozmów Stanów Zjednoczonych z Iranem w Szwajcarii. Jakie konsekwencje będą miały dla rynków?

Ten wpływ jest bardzo ciekawy, bo w zależności od tego, gdzie spojrzymy, to on jest, nie ma go lub jest absolutnie niezgodny z logiką tego, co się dzieje i w którą zmierza. Chyba już setny pokój na Bliskim Wschodzie. Nikt nie wie na dobrą sprawę, na czym stoimy, a ceny ropy spadają. W tak zwanym międzyczasie, gdy rozpoczynają się  negocjacje, Donald Trump grozi, że za chwilę zbombarduje Iran. Stany Zjednoczone mają rzeczywiście dosyć duży problem w tej chwili i z Izraelem, i z atakami na Liban. Przechodząc płynnie do tego wpływu na gospodarkę, mam wrażenie, że Trumpowi się pali grunt pod nogami. Cały czas mamy w perspektywie wybory do Kongresu w listopadzie, a gospodarka Stanów Zjednoczonych jednoznacznie się pogarsza lub zmierza do stagflacji. Pewną nadzieją dla  Trumpa była nominacja nowego szefa Fedu, który wydaje się być bardziej jastrzębi, niż to Trump zakładał. No i w tej chwili większość członków Komitetu, który decyduje o stopach procentowych, mówi o podwyżce przynajmniej jednokrotnej stóp procentowych, a częściej wypowiada się nawet o dwukrotnej podwyżce stóp procentowych. Rynek wycenia jedną podwyżkę o 25 pb. Czyli idziemy w dokładnie inną stronę niż Trump sobie tego życzył.

Czytaj więcej

USA i Iran uspokoiły rynki ropy i gazu

Ponieważ Trump obiecywał obniżki stóp procentowych...

Tak, obiecywał obniżki, a także nie lubił poprzedniego przewodniczącego Powella za to, że nie słucha jego rad co do tych obniżek. Teraz mamy zdziwienie, że to otwarcie nowego szefa Fedu jest jednak inne, niż sobie zakładał. W tym wszystkim najciekawsze jest to, że rynek kapitałowy, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, żyje obok wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Czy S&P 500, czy Nasdaq notują kolejne historyczne maksima, rynki tak bardzo się przyzwyczaiły do tej rozchwianej sytuacji, że już nie robi na nich wrażenia kolejna tura rozmów pokojowych. Czy to mówi o odporności rynków finansowych, czy rezygnacji? Moim zdaniem, raczej po prostu o chęci zarobku, bo każda dynamiczna zmiana wiąże się z ryzykiem, a to ryzyko niesie potencjalny zarobek. Nie jest też już tajemnicą, że samo otoczenie prezydenta USA inwestuje intensywnie. Prawdopodobnie znając przyszłe wydarzenia, na chwilę, zanim rynek je pozna.

Czego możemy się spodziewać po różnych możliwych scenariuszach wydarzeń?  

Zaczynając od tego pozytywnego scenariusza o odblokowaniu rynku, nie wszystkim na tym zależy, bo część rynków zyskuje na obecnej sytuacji. Odblokowanie cieśniny to jest dopiero początek, bo ruch przepływu przez Cieśninę Ormuz będzie wracał do normalności przez najbliższe kilka albo kilkanaście miesięcy, ale to osiągnięcie porozumienia na pewno ustabilizuje ceny ropy naftowej. Czy możemy mówić o jakichś znaczących spadkach do poziomów, które były przed konfliktem, blisko 60 dolarów? Raczej nie w krótkiej perspektywie. Gdyby się okazało, że to porozumienie jest stabilne, o co będzie bardzo trudno, przy wielu interesach, które tam się przenikają, to rzeczywiście mamy powrót do tego, co było przed atakiem, ale w co najmniej kilkumiesięcznej perspektywie, więc de facto ta wojna nic nie da Trumpowi, a Iranowi da dużo więcej niż miał przed tym konfliktem. I trudno będzie mówić, że USA wyszły zwycięską ręką z tego konfliktu, które same razem z Izraelem rozpoczęły. W zasadzie ten negatywny scenariusz jest grany non stop, dzisiaj mamy cenę ropy Brent w granicach 80 dol. za baryłkę, ale równie dobrze za tydzień będziemy rozmawiali o cenie przekraczającej już 100 dolarów za baryłkę. Nie będzie długotrwałej stabilizacji, im dłużej ten konflikt trwa, tym większe mamy zastoje przepływu ropy i tym coraz większą presję na gospodarki, które są uzależnione od ropy. Co więcej, coraz gorsze są prognozy gospodarcze dla świata, czy to z Banku Światowego, czy z OECD, które już w tej chwili wyliczają, ile ma wpływu każdy miesiąc konfliktu na podniesienie inflacji w gospodarkach rozwijających się. W tej całej sytuacji Polska wykazuje dosyć dużą odporność.

Czytaj więcej

Szansa na pokój pozwala odetchnąć inwestorom na rynkach surowców

Jak Polska zareagowała na ten kryzys gospodarczy i polityczny? 

Choć program CPN został uruchomiony w mojej ocenie raczej z populistycznych powodów niż ekonomicznych, to on, paradoksalnie, rzeczywiście działa i osłabia efekt wzrostu cen paliw na inflację. CPN opłacił się państwu, inflacja spadła, a w pierwszym momencie ten program miał za zadanie zatrzymać spadek nastrojów obywateli. Gdy spojrzymy historycznie, my się zawsze najbardziej obawialiśmy inflacji, to ona powodowała dramatyczny spadek nastrojów. Co ciekawe, jakby spojrzeć przez pryzmat wyborów w Europie, to każda wysoka inflacja, nawet w Polsce, powodowała upadek kolejnych rządów. Trzeba też otwarcie powiedzieć, że tym razem rząd był w lepszej sytuacji niż rząd Prawa i Sprawiedliwości, kiedy mieliśmy w 2022 r. inflację, która się rozlewała po wielu produktach, tu mieliśmy szok na jednym produkcie. I sposób jego rozwiązania rzeczywiście kosztowny, bo Ministerstwo Finansów szacowało go na 1,5-1,6 mld zł miesięcznie, ale ten koszt też nie jest znany, on zależy od sprzedaży paliwa. Jaki to koszt dla budżetu? Jedni powiedzą, że ogromny i mamy ogromny deficyt, ale też trzeba pamiętać, że te pieniądze zostały w gospodarce, zostały w przedsiębiorstwach, u obywateli. W tym przypadku to zadziałało, zatrzymało nam inflację i nawet nie mamy tzw. efektów drugiej rundy, które mówią o tym, że cena paliwa później wpływa na ceny innych produktów, żywności, transportu. Więc inflacja na poziomie 3,1 proc. jest zaskoczeniem, bo w zasadzie wszyscy spodziewaliśmy się, że będziemy widzieli za chwilę czwórkę, jeśli chodzi o tempo wzrostu cen w Polsce, co w dłuższym terminie daje obywatelom spokój. Jednak bank centralny Europy wykonał dokładnie taki ruch, w mojej ocenie niezgodny z logiką, podnosząc stopę procentową. To będzie miało swoje konsekwencje dla Polski, bo to będzie wpływało na to, jak działa strefa euro.

Świetnie, mamy możliwie niskie ceny paliw i powstrzymany wzrost inflacji. A mimo wszystko nastroje w gospodarce są średnie.

Nadal przeważają pesymiści. To efekt tego, że zdecydowanie za dużo jest niepewności w gospodarce. To jest trochę tak, że przemysł produkuje, ale się nie cieszy. Mamy spory rozjazd między nastrojami a twardymi danymi, które pokazuje GUS. Dane o produkcji przemysłowej są zaskakująco dobre, wzrost wyniósł 4,1 proc. w skali roku, choć rynek wyceniał go jedynie na 2,5 proc. Zaważyły na tym dwa sektory – górnictwo i wydobycie oraz produkcja pozostałego sprzętu transportowego. Tam wzrost w skali roku sięga... 60 proc. Moim zdaniem to są także zamówienia z programu SAFE, to jest ogromny wzrost. Górnictwo i wydobycie to konsekwencja tematu naszej rozmowy, czyli wojny na Bliskim Wschodzie i pokazanie tego, jak bardzo pragmatyczny jest polski przemysł. Bo my się obawialiśmy wyprzedzająco braku dostaw nie tylko ropy naftowej, ale innych paliw ciekłych, m.in. gazu, który można zastępować węglem. Dlatego wzrost produkcji w górnictwie o 30 proc., do tego mamy program SAFE, który dokłada dużą cegiełkę do naszego przemysłu, mamy tu nie tylko produkcję amunicji, haubic, ale też produkcję opatrunków, wiele branż się wiąże z szeroko rozumianą zbrojeniówką, więc rzeczywiście ten przemysł notuje zaskakująco dobry wynik, ale też nie należy tutaj otwierać szampana, bo gdy spojrzymy na tę główną kategorię polskiego przemysłu, czyli przetwórstwo przemysłowe, które odpowiada za około 86 proc. całego wyniku, to ono wzrosło dokładnie o tyle, ile oczekiwano, czyli o 2,5 proc. w skali roku.

Czego się pan spodziewa po tym roku w Polsce?

Przemysł ma dwie drogi, a w tej chwili otwiera się trzecia. Raz, że eksportujemy na Zachód, więc to, co się dzieje na Zachodzie ma silny wpływ na to, jak wygląda ten przemysł. Ale też nasza konsumpcja wewnętrzna jest dosyć silna, więc choć ci, którzy produkują na Zachód, mają problem, to ci, którzy produkują dla Polski, radzą sobie całkiem nieźle. Dziś dochodzi do tego jeszcze ta trzecia odnoga, czyli cała branża zbrojeniowa. Bardzo ciekawie się nam jawi ten rok w danych makroekonomicznych, jeśli chodzi na przykład o wzrost PKB, bo mamy kumulację programu SAFE i finalizację projektów z KPO. Mamy zaskakująco dobry przemysł i wzrost konsumpcji, dlatego wydaje mi się, że będziemy mogli pod koniec roku świętować fakt, że jesteśmy nadal jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek w Unii Europejskiej.