Na GPW już od kilku lat trwa hossa, ale inwestorów indywidualnych wciąż brakuje, rynek IPO też dopiero się budzi. Czuje pan niedosyt związany z tą hossą?

Tak, jest pewien niedosyt. Tak naprawdę na większości tych wzrostów korzystają inwestorzy zagraniczni. Trzeba jednak dodać ważne zastrzeżenie – wszyscy pośrednio również korzystamy z tej sytuacji poprzez programy emerytalne. Jako PFR policzyliśmy, że w 2025 r. polskie programy emerytalne zabezpieczone aktywami, czyli przede wszystkim PPK i OFE, osiągnęły najwyższą realną stopę zwrotu spośród wszystkich krajów OECD. W pewnym sensie każdy z nas jest więc beneficjentem tej hossy. Oczywiście chcielibyśmy, aby kultura inwestowania w Polsce była bardziej rozwinięta. Nie mówię, że od razu na poziomie Stanów Zjednoczonych, ale przynajmniej bliżej tego, co widzimy w bardziej rozwiniętych krajach. Chodzi o większą partycypację obywateli w zyskach i wzroście gospodarczym. Liczymy też na większą liczbę ciekawych spółek o wysokim potencjale wzrostu notowanych na warszawskiej giełdzie.

Reklama
Reklama

Skoro mowa o ciekawych spółkach – jednym z najważniejszych wydarzeń ostatnich dni był debiut SpaceX. Czy to wyznacznik dla polskich innowacyjnych firm i ich wycen?

To bardzo interesujący kierunek rozwoju gospodarczego. Polskie firmy już pokazują pierwsze kompetencje w tym obszarze, a giełda staje się miejscem, gdzie mogą pozyskiwać kapitał. Mamy już takie spółki jak Creotech czy Scanway. Pojawił się także kolejny, na razie niewielki debiut spółki Liftero, w której inwestorem był również jeden z funduszy wspieranych przez Polski Fundusz Rozwoju. Obserwujemy bardzo dynamiczny rozwój tych firm, a tempo wzrostu jest naprawdę imponujące. Wydaje się, że rynek doszedł do wniosku, iż branża kosmiczna nie jest chwilową modą ani wyłącznie wizją przyszłości. To sektor, za którym stoją konkretne zamówienia, chociażby w związku ze zwiększaniem składek do Europejskiej Agencji Kosmicznej. Debiut SpaceX stanie się natomiast ważnym, cenowym punktem odniesienia dla całego rynku i całego segmentu kosmicznego.

Tylko branża kosmiczna sprzedaje głównie marzenia.

Od tego wszystko się zaczyna. Istotą rynku kapitałowego jest wycena przyszłości, a nie przeszłości. Oczywiście oczekiwania inwestorów mogą okazać się zarówno zawyżone, jak i zaniżone. Wielokrotnie jednak słyszeliśmy o spółkach, że obiecują zbyt wiele, a później osiągały jeszcze więcej. Właśnie po to istnieje rynek akcji – inwestorzy muszą czasem uwierzyć w coś, co wydaje się niemożliwe. To dzięki temu możliwe jest osiąganie ponadprzeciętnych stóp zwrotu.

Polscy inwestorzy żyją w ostatnim czasie tematem nie tylko spółek kosmicznych, ale także programem SAFE i szukają potencjalnych beneficjentów tego programu. Czy ten temat dotyczy również PFR?

Nie jesteśmy bezpośrednim beneficjentem ani instytucją obsługującą ten program, ale uważamy, że jest to fundamentalnie racjonalny kierunek dalszego wzmacniania polskich zdolności obronnych. Wydatki na zbrojenia nie powinny być traktowane jako koszt, lecz jako inwestycja. Na bazie tych nakładów powinniśmy budować własny przemysł obronny. To ogromna szansa dla Polski. Gdyby nie SAFE, bardzo szybko mogłaby pojawić się presja na zamawianie sprzętu wyłącznie u zagranicznych dostawców, którzy naturalnie zabiegają o takie kontrakty. Tymczasem mechanizm zakładający europejskie i polskie komponenty jest absolutnie kluczowy. Jeśli spojrzymy na sukces gospodarczy Chin, to w pewnym sensie właśnie od tego zaczynali – wymagali lokalnej produkcji, lokalnych zakupów i transferu technologii. Dzięki temu zbudowali własne kompetencje. Wydaje się, że w sektorze bezpieczeństwa podobny proces już się rozpoczyna lub wręcz trwa. Widzimy wiele firm, które otrzymały zamówienia, a beneficjentem nie będzie wyłącznie sektor zbrojeniowy. Mówimy o ogromnych środkach, które rozleją się także na inne branże. Przemysł obronny będzie zamawiał stal, produkty chemiczne i wiele innych komponentów. Wokół tego powstanie cały łańcuch wartości. Jestem przekonany, że stanie się to jedną z nowych nóg rozwojowych polskiej gospodarki. Efekty mnożnikowe takich wydatków mogą być nawet wyższe niż w innych sektorach, ponieważ tworzymy zupełnie nową gałąź gospodarki. To właśnie wtedy wpływ na wzrost gospodarczy jest największy.

Choć mówi pan, że PFR nie jest bezpośrednio związany z SAFE, to w portfelu macie WB Electronics, firmę wskazywaną jako jedną z beneficjentów programu. Co dalej z tą spółką?

Oczywiście WB Electronics, jako największa prywatna spółka zbrojeniowa w tej części Europy, jest beneficjentem programu SAFE. Firma produkuje rozwiązania szczególnie poszukiwane dziś przez sektor obronny, między innymi technologie dronowe. Udało jej się pozyskać znaczące kontrakty, które będą wspierały dalszy rozwój zarówno samej spółki, jak i jej podwykonawców oraz całego ekosystemu. Prowadzimy rozmowy z pozostałymi akcjonariuszami na temat dalszej przyszłości spółki, w tym potencjalnego debiutu giełdowego. Trzeba jednak pamiętać, że ostatnie miesiące były dla WB Electronics bardzo intensywne. Znaczna część kluczowych zespołów spółki została skierowana na przygotowanie i pozyskanie tych kontraktów. Potencjał biznesowy był tak duży, że była to całkowicie racjonalna decyzja. Tym bardziej że SAFE nie kończy się na samym zdobyciu kontraktu. Posiadanie takich zamówień pozwala później zdobywać kolejnych klientów i budować szerszy łańcuch wartości. Temat giełdy pozostaje aktualny, ale dziś najważniejsze jest wykorzystanie szans rozwojowych, które otworzyły się przed spółką.

Skoro ostatnie miesiące były tak intensywne biznesowo, to oznacza to, że ewentualne IPO WB Electronics to bardziej perspektywa przyszłego roku?

Jeżeli mówimy o potencjalnej ofercie publicznej WB Electronics, to mówimy raczej o perspektywie przyszłego roku. Każda organizacja musi odpowiednio priorytetyzować swoje działania, a pozyskanie środków w ramach SAFE było absolutnym priorytetem dla właścicieli. Jako Polski Fundusz Rozwoju również popieramy takie podejście. Większość kluczowych kontraktów została już jednak podpisana – termin przypadał do końca maja. Dzięki temu będzie można stopniowo angażować zasoby w procesy analizy kolejnych kierunków rozwoju spółki oraz różnych ścieżek finansowania nowych projektów, w tym potencjalnie również za pośrednictwem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Rozmawiamy z jednej strony o branży kosmicznej i obronnej. To dość nietypowe połączenie.

Moim zdaniem to połączenie nie jest przypadkowe. Branża kosmiczna i nowoczesne technologie obronne należą dziś do najbardziej perspektywicznych sektorów gospodarki, a Polska ma szansę zająć w nich silną pozycję. To nowe sektory, w których Europa nie ma jeszcze wielu dominujących liderów. Oczywiście istnieją takie firmy jak Rheinmetall i w tradycyjnej branży obronnej nadal pozostajemy w tyle, nie mając choćby własnych fabryk amunicji na odpowiednią skalę. Jednak w obszarze nowych technologii obronnych oraz sektora kosmicznego Polska wyraźnie wysuwa się do grona krajów, które mogą być beneficjentami nowej gospodarki bezpieczeństwa. Kosmos można zresztą również postrzegać przez pryzmat bezpieczeństwa oraz budowania suwerenności Europy i Unii Europejskiej.

Czy giełda ma szansę lepiej odzwierciedlać tę nową gospodarkę?

Bardzo byśmy tego chcieli. Temu służą również założenia programu Innovate Poland. Jego celem jest przede wszystkim wzmocnienie rynku prywatnego, funduszy private equity i venture capital, tak aby były one w stanie „hodować” spółki do skali umożliwiającej wejście na giełdę. Rynek kapitałowy się zmienia. Dziś potrzeba większej skali działalności niż pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat temu, aby skutecznie zadebiutować na giełdzie. Aby firmy mogły dojść do takiego etapu, muszą wcześniej mieć dostęp do kapitału. Temu właśnie służy Innovate Poland. Liczymy, że za pięć lub dziesięć lat na warszawskiej giełdzie będzie więcej spółek reprezentujących nowoczesne sektory gospodarki. Dzięki temu inwestorzy będą mogli lepiej obserwować rzeczywisty obraz gospodarki, a nie – jak obecnie – rynek zdominowany przez banki i spółki energetyczne.

Zmieniająca się giełda aspiruje do grona rynków rozwiniętych. Potencjalny awans to dla nas szansa czy bardziej zagrożenie?

To bardzo dobre pytanie. Pierwsza intuicyjna odpowiedź brzmi: szansa, ponieważ być może wreszcie znajdziemy się w gronie rynków rozwiniętych. Jednak diabeł tkwi w szczegółach. Eksperci zwracają też uwagę na istotne ryzyka związane z przepływami kapitału oraz funkcjonowaniem funduszy inwestujących na rynkach rozwiniętych. Polska jest dziś jednym z większych rynków w koszyku rynków rozwijających się, podczas gdy wśród rynków rozwiniętych bylibyśmy relatywnie niewielkim uczestnikiem indeksów. To jeden z argumentów, który pojawia się w tej dyskusji. Nieprzypadkowo niektóre kraje, jak Korea, opierają się zmianie klasyfikacji z rynku rozwijającego się na rynek rozwinięty. Warto obserwować, jak ten proces będzie przebiegał. Sama klasyfikacja jest oczywiście dowodem uznania dla polskiej gospodarki i potwierdzeniem naszego awansu w światowej hierarchii gospodarczej.

A gdyby jednak trzeba było wskazać dominujący efekt?

Jeżeli patrzymy wyłącznie na giełdę, notowane spółki i przepływy kapitału portfelowego, to może być to bardziej zagrożenie niż szansa. Jeżeli jednak spojrzymy szerzej – przez pryzmat postrzegania Polski przez inwestorów zagranicznych i bezpośrednich inwestycji zagranicznych – jest to kolejne potwierdzenie, że Polska jest miejscem, które powinno znajdować się na ich mapie inwestycyjnej.