S&P 500 spadł wczoraj o 1,7 proc., a Nasdaq Composite o 1,8 proc. Warszawa liczyła jeszcze na cud i WIG20 zyskał 0,8 proc. Obroty były słabe i wyniosły 700 mln zł na całym rynku.

Dziś Nikkei 225 spadł o 0,6 proc.

Czerwono i… czerwono

Piotr Neidek, BM mBanku

Na azjatyckich rynkach ponownie dominują sprzedający. Wprawdzie miejscami widoczna jest zieleń, jednakże skala wzrostów jest niewielka. Tuż po godzinie 7:00 najmocniej zyskuje Jakarta Composite Index (0,2%), jednakże trudno uznać to za zwycięstwo byków. Pod kreską kwotowane są najważniejsze indeksy z Azji. Shanghai Composite Index traci 0,2%, w Tokio sprzedający zepchnęli Nikkei 225 o -0,6%, zaś w Seulu główny indeks KOSPI traci względem środowego zamknięcia jeden procent. Największe spadki odnotowuje Hang Seng Index, który od dłuższego już czasu wiedzie niechlubny prym pośród niedźwiedzi. Dzisiaj doszło do przełamania tegorocznej podłogi. Skala przeceny wynosi -2%, a miejsca do spadków nadal jest sporo.

Podniesienie stóp procentowych w USA oraz zwiększenie świadomości ich obecności na dłużej, niż zakładano wcześniej, okazało się katalizatorem spadków na Wall Street. S&P 500 zakończył dzień ze stratą 1,7%, wracając do poziomów sprzed ponad dwóch miesięcy. Nasdaq zanurkował o nieco więcej (-1,8%) i wygląda na to, że baribale nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Na możliwość dalszych spadków wskazuje sytuacja techniczna DJIA (-1,7%). Ze średnioterminowego ujęcia podażowym magnesem pozostaje niedomknięta tygodniowa luka hossy. Jej położenie (28500 pkt) sugeruje zbliżające się przerwanie kluczowej strefy wsparcia. W okolicy 29400-29800 pkt łączą się ze sobą: lutowy szczyt z 2020 r., tegoroczna podłoga, średnia dwustutygodniowa MA200_w oraz 38,2% zniesienia poprzedniej fali hossy. Taka kompilacja poziomów obrony sprawia, że ich ewentualne przerwanie okazałoby się kolejnym triggerem do spadków.

Wczorajsze zatrzymanie spadków może okazać się jedynie chwilowe na Deutsche Boerse. DAX wprawdzie dzielnie się broni powyżej tegorocznej podłogi, ale jakość ostatnich korekt wzrostowych, wskazuje na coraz większe osłabienie akcyjnych byków. Żaden z liczących się oporów nie został wybity. Zamiast byczych sukcesów pojawiły się podażowe formacje. Jedną z nich jest zeszłotygodniowa świeczka o czarnym korpusie. Jej umiejscowienie tuż pod linią trendu spadkowego i średnią dwustusesyjną dobitnie pokazuje, jakie nastroje panują nad Menem. Giełda we Frankfurcie od piątku wysyła niepokojące sygnały. Kilka dni temu indeks małych spółek sDAX przełamał tegoroczne minima. To samo uczynił mDAX. Jedynie indeks blue chips jeszcze się broni. Postępująca obrona 12300 pkt to nie tylko walka o utrzymanie średnioterminowego wsparcia. To także być albo nie być byków w kolejnych miesiącach. Powoli odżywają obawy związane z długoterminowym trójkątem rozszerzającym się. Jego dolne ograniczenie, czyli potencjalny magnes, przebiega poniżej covidowego denka.

Wczoraj kurs CHF/PLN przekroczył psychologiczną wartość 5,000. Zamknięcie dnia wypadło powyżej tego poziomu, co może oznaczać dalsze osłabienie się naszej waluty. Także dolar znalazł się na najwyższych od lat poziomach, a dzisiaj rano przebita została historyczna bariera 4,87. Wygląda na to, że presja na złotego nadal może postępować, a to znów uderza w rynek finansowy nad Wisłą. Oprócz kiepskich nastrojów panujących na Wall Street czy Deutsche Boerse, WIG20 dodatkowo obrywa przez niekończący się proces deprecjacji waluty. W oczach zagranicznych inwestorów, ww. indeks nadal wygląda kiepsko technicznie. Wprawdzie miejsce, w którym znalazł się benchmark WIG20EUR wskazuje na możliwość zakończenia bessy, to jednak nadal nie doszło do popytowego przełomu. A skoro momentum wspiera spadki, to i ryzyko pogłębienia ostatnich minimów jest bardzo wysokie. Chyba, że WIG20 zacznie zachowywać się relatywnie mocniej niż DAX czy DJIA. Jedną z pozytywnych tego oznak byłoby np. zamykanie się dnia powyżej niskich poziomów otwarcia. Dzisiaj zapowiada się słabe otwarcie i dlatego też czwartek może okazać się testem wytrwałości byków.

FOMC ma obecnie tylko jeden cel

Kamil Cisowski, DI Xelion

Mimo iż środowa europejska sesja rozpoczęła się od wyraźnych minusów, nastrój inwestorów poprawiał się z każdą godziną. Fala zakupów przed posiedzeniem Fedu, obrazująca najwyraźniej nadzieję na jakiekolwiek złagodzenie stanowiska FOMC lub publikację prognoz docelowego poziomu stóp poniżej poziomów dyskontowanych rano przez rynek długu (4,25-4,50% z lekkim przeważeniem w górę), była dla nas pewnym zaskoczeniem. Kontrintuicyjny okazał się także odbiór informacji o „częściowej mobilizacji” w Rosji, który wywołał wprawdzie aprecjację dolara, wzrost cen gazu na europejskim rynku oraz przejściowe zwyżki złota (rzadkie, gdy umacnia się amerykańska waluta), ale nie zaszkodził indeksom. Dominującą retoryką w prasie stało się podsumowanie działań Putina jako dowodu na jego bezradność i klęskę armii rosyjskiej, ale choć trudno polemizować z faktem, że jest to częściowe przyznanie się do porażki, trudno nam wskazać pozytywy wczorajszego orędzia w krótkim i średnim terminie. Z dużą dozą prawdopodobieństwa oznacza ono wydłużenie wojny, ze wszystkimi konsekwencjami gospodarczymi, które się z tym wiążą, a nawet jeśli w długim terminie mobilizacja spowoduje zapewne dalszy spadek poparcia dla agresji wobec Ukrainy i samego prezydenta, obecnie jest po prostu eskalacją konfliktu.

Główne indeksy na kontynencie zamykały dzień neutralnie (IBEX spadł o 0,01%) lub zwyżkami, które w przypadku FTSE MiB sięgnęły nawet 1,2%. WIG20 wzrósł o 0,80%, sWIG80 o 0,02%, a mWIG40 spadł o 0,43%. Przy interpretacji środowej sesji trudno pominąć też kwestię niemal dwuipółprocentowej przeceny złotego względem dolara. Bardzo dobrze zachowywały się KGHM (+3,75%), Orlen (+3,13%) i PGNiG (+2,55%), dla których solidnym wsparciem było Allegro (+3,21%). Obciążeniem dla GPW były przede wszystkim banki, słabe zachowanie mWIG40 to przede wszystkim zasługa ING (-2,40%) i Aliora (-2,09%).

Po starcie dnia na plusach Wall Street przeszły dwie fale podaży – pierwszą po decyzji o podniesieniu stóp o 75 pb., drugą poważniejszą po fałszywym wybiciu w górę w trakcie konferencji. Finalnie S&P 500 spadło o 1,71%, a Nasdaq o 1,79%. Tak jak pisaliśmy wczoraj, najważniejsze okazały się dalsze prognozy działań FOMC. Komitet planuje podnieść stopy do końca roku o kolejnych 125 pb., do poziomu 4,25-4,50%, wycenianego wcześniej przez rynek długu. Mimo to wydźwięk „kropek” jest jastrzębi, część ekonomistów oczekiwała, że znajdą się one o 25-50 pb. niżej, by pozostawić margines na ewentualne niespodzianki inflacyjne. Obecnie będą one niestety owocowały zapewne dalszą przeceną obligacji i presją na rynek akcji, mimo że po posiedzeniu scenariuszem bazowym stało się kolejnych 25-50 pb. podwyżek w I kw. 2023 r. Jerome Powell podczas konferencji nie pozostawia złudzeń, że FOMC ma obecnie jeden mandat – walkę z inflacją.

Rentowność amerykańskich obligacji 2-letnich wynosi rano 4,12%, jest więc o kolejnych 6 pb. wyższa niż na wczorajszym zamknięciu. Rynki azjatyckie przeceniają się dość łagodnie z wyjątkiem Hongkongu, gdzie straty sięgają niemal 2%. Kontrakty futures na amerykańskie indeksy poruszają się w rytm zachowania rynku długu, pogłębiając wczorajsze spadki.

Dzień w Europie z pewnością rozpocznie się od głębokiej przeceny, która może sięgnąć nawet 1,5-2,0%. Odbywające się dziś posiedzenia BoE i SNB raczej nie poprawią nastrojów, w szczególności Bank Anglii nie może sobie pozwolić na łagodną retorykę w obliczu ogromnej słabości funta (ryzyko większej podwyżki niż spodziewane 50 pb.). Czeka nas zapewne niezwykle trudna sesja, jeżeli miałoby nastąpić odbicie, wydaje się ono bardziej prawdopodobne dopiero jutro, o ile pozwolą na nie dane PMI. Nie oczekujemy jednak, by miało ono bardziej trwały charakter. Pierwszymi danymi, które mogłyby bardziej wyraźnie poprawić nastrój będą dopiero wrześniowe wstępne wskazania CPI w Europie w końcówce przyszłego tygodnia.

Fed za nami

Lukas Cinikas, BM BNP Paribas Bank Polska

Za nami dodatnia sesja giełdowa na szerokim rynku akcji podczas której WIG zyskał 0,46%. W dalszym ciągu jednak obroty wskazują na to, że brak jest większego zainteresowania rynkiem inwestorów – w dniu wczorajszym nie przekroczyły one 700 mln zł. Motorem napędowym zmian były przede wszystkim największe spółki, których indeks (WIG20) zyskał 0,80% oddalając się po raz kolejny od tegorocznych minimów z okolic 1430 punktów. Największy wpływ na dobre zachowanie indeksu krajowych blue chips miały min. walory PKN Orlen, które zyskały 3,13%. Ponad 3% zyskały również akcje KGHM i allegro.eu. Technicznie WIG20 konsoliduje się od kilku dni w wąskim przedziale 1500-1550 punktów. Najgorzej zachowywały się średnie spółki, których indeks (mWIG40) zanotował jako jedyny z głównych benchmarków ujemną sesję. Było to potwierdzeniem kontynuacji spadkowego trendu, który prowadzi indeks w okolicę dołków z IV kwartału 2020 roku.

Tematem dnia było zapowiadane wcześniej posiedzenie amerykańskiego banku centralnego, które zakończyło się decyzją o podwyższeniu kosztu pieniądza o 75 pb. Ruch FOMC był oczekiwany przez rynek, choć przed samym posiedzeniem wyceniano nawet bardziej agresywny ruch w postaci podwyżki o 100 pb. W obecnym cyklu zacieśniania polityki monetarnej Fed podniósł stopy proc. łącznie o 300 pb. Ostatnie podwyżki to największy wzrost stóp procentowych w USA od początku lat 80., gdy na czele FOMC stał Paul Volcker. Prezes Fed Jerome Powell powtórzył podczas konferencji po posiedzeniu Rezerwy Federalnej, że konieczne będą dalsze podwyżki, a walka z inflacją i sprowadzenie jej do założonego celu na poziomie 2% jest teraz priorytetem. Decyzja choć oczekiwana została negatywnie odebrana przez rynek, co należy wiązać z nowymi, bardziej pesymistycznymi prognozami tamtejszego banku centralnego. Obecnie, mediana oczekiwań członków FOMC zakłada że cykl podwyżek zakończy się na poziomie 4,60% (wcześniej 3,80%). Zakłada się również spadek dynamiki PKB oraz wyższy wzrost bezrobocia niż w czerwcowych projekcjach od odpowiednio 1,20% i 4,40% w przyszłym roku. W konsekwencji, rynek akcji w USA zareagował spadkami, a amerykańska waluta wzrostami – kurs USD/PLN wyznaczył nowe, tegoroczne maksima w okolicach powyżej 4,85.

Pierwsze godziny handlu w Europie upłyną najprawdopodobniej pod znakiem dyskontowania nastrojów po wczorajszej decyzji Fed. Pesymistyczna aktualizacja prognoz tamtejszego banku centralnego opisana powyżej jest od rana dyskontowana na rynkach kontraktów terminowych, gdzie instrumenty z ekspozycją na DAX tracą ponad 1,50%. Trwa również aprecjacja amerykańskiego dolara, a para USD/PLN znajduje się powyżej poziomu 4,86. W takich warunkach rynkowych spodziewamy się słabego otwarcia handlu w Warszawie.