Aby dobrze, choć w części i subiektywnie, ująć sytuację, dodam, że przez zdecydowanie większą część 2019 r. w ujęciu globalnym dominowało poszukiwanie bezpieczeństwa. Powyższą tendencję dobrze odzwierciedlają wzrost notowań złota w dolarze, głęboki spadek rentowności dziesięcioletnich obligacji skarbowych czy też umacnianie się dolara. Co ciekawe, to na początku września można było zaobserwować symptomy korekty tegorocznych tendencji polegające na odwrocie od bezpiecznych przystani, tzn. rentowności obligacji odbijały, a złoto słabło. Natomiast bardziej ryzykowne aktywa zyskiwały, czego przykładem jest indeks rynków wschodzących, który obronił wsparcie i znosił wcześniejsze spadki. Wraz z poprawą nastawienia do koszyka indeksów rynków wschodzących zyskiwał również krajowy WIG20.
Jednakże argumentów czy też optymizmu, z aktualnej perspektywy, starczyło na blisko połowę miesiąca. Aktualnie ponownie rosną ceny obligacji, a ryzykowne aktywa tracą na wartości. Być może samo zmniejszenie obaw nie wystarczy do trwalszych zwyżek i potrzebne są mocniejsze, czy też fundamentalne, argumenty za poprawą. Z perspektywy krajowych inwestorów przysłowiowym zimnym prysznicem mogły być dane o produkcji przemysłowej, której dynamika okazała się najsłabsza od 2016 r. i wzmogła obawy, iż odporność polskiego przemysłu na spowolnienie gospodarcze w Niemczech maleje. Warto również dodać, iż brak wyroku TSUE dotyczącego kredytów hipotecznych utrzymuje niepewność czy wstrzemięźliwość inwestorów.
Ostatecznie być może najważniejsze z punktu widzenia cykli, ale może mało istotne z punktu widzenia fundamentalnego, jest to, że wrzesień i październik to dwa ostatnie miesiące przed efektem Halloween. Dla przypomnienia efekt Halloween według danych historycznych w USA jest najlepszym okresem inwestycyjnym i trwa od początku listopada do końca kwietnia, i obejmuje m.in. rajd św. Mikołaja czy też efekt stycznia. Początkiem najsłabszych sześciu miesięcy trwających od maja do końca października jest tzw. sell in May i właśnie jesteśmy w końcowej fazie statystycznie najsłabszego okresu.
Za dzień, za dwa, lecz nie dziś...