Pierwsze sygnał, że optymizm uczestników rynku być może jest nieco na wyrost, pojawiły się w ubiegłym tygodniu. Podczas pięciu sesji ani razu obroty na rynku akcji nie zbliżyły się do 1 mld zł, a jedynie w jednym przypadku przekroczyły 800 mln zł. Tymczasem podczas pierwszego tygodnia takich przypadków było cztery, a podczas dwóch kolejnych sesji obroty przekroczyły 1 mld zł. W tym tygodniu sytuacja wygląda jednak jeszcze gorzej.
W poniedziałek obroty z trudem przełamały 400 mln zł. Nasz rynek może być jednak po części usprawiedliwiony, gdyż tego dnia wolne mieli inwestorzy w Stanach Zjednoczonych, a tego typu wydarzenia zawsze odciskają piętno na naszym parkiecie. Po powrocie Amerykanów co prawda sytuacja nieco się poprawiła, ale daleka jest od ideału. O tym, żeby zaatakować 1 mld zł, nie było nawet mowy. We wtorek obroty nie przekroczyły 500 mln zł, zaś w środę wyniosły 767 mln zł.
Maklerzy podkreślają, że mamy do czynienia z powrotem do smutnej rzeczywistości, a „anomalią" rynkową było raczej to, co oglądaliśmy na przełomie stycznia i lutego (tamten ruch napędzany był przede wszystkim przez kapitał zagraniczny). Część z nich wskazuje jednocześnie, że nie sprzyja nam obecnie kalendarz (ferie m.in. w województwie mazowieckim). Tak czy inaczej, statystyki najdobitniej pokazują, że problem z płynnością na warszawskim parkiecie nie zniknął. Średnie dzienne obroty w lutym (bez czwartkowej sesji) kształtują się na poziomie 760 mln zł. Dla porównania: w styczniu tego roku wynosiły 862 mln zł. PRT