Ponad 30 proc. w niecały miesiąc robi wrażenie. WIG20 wzrósł z 1337 pkt do 1784 pkt. Po drodze przełamał średnią z 50 sesji i szereg krótkoterminowych oporów. W minionym tygodniu fala zwyżek zatrzymała się na średniej z 200 sesji, która akurat pokrywa się z ostatnim lokalnym szczytem w trendzie spadkowym.

To tylko preludium?

Z punktu widzenia analizy technicznej to wymarzone miejsce do rozpoczęcia korekty spadkowej. Zwłaszcza że oscylator RSI(14) był już ponad 10 pkt nad granicą wykupienia, a MACD osiągnął pułapy niewidziane od 2020 r. Korekta zaczęła się w środę i zbiegła się w czasie z incydentem przy granicy polsko-ukraińskiej i eskalacją wojny w Ukrainie. Do tego doszły też wieści z katowickiego sądu, który podważył zasadność stosowania WIBOR w umowach kredytowych. Rynek schładzał się do piątkowego przedpołudnia, sprowadzając WIG20 do 1689 pkt. 100 pkt zniesione z blisko 450-pkt rajdu to wciąż niewielki wymiar kary. Jeśli szacować potencjalny zasięg schłodzenia na bazie położenia kluczowych średnich kroczących, to można mówić o zejściu do dziennej pięćdziesiątki, która przebiega obecnie przy 1504 pkt. W taki scenariusz wpisują się wciąż wysoko położone MACD i RSI, które dają krótkoterminowe sygnały sprzedaży. W tym kontekście obserwowane w ostatnich dniach cofnięcie to tylko preludium do głębszego nurkowania.

A zatem koniec listopada może upłynąć pod dyktando podaży, co koresponduje nie tylko ze wspomnianymi wojennymi i bankowymi czynnikami ryzyka, ale także z wciąż jastrzębią retoryką członków Fedu i – nie licząc USA – utrzymującymi się trendami inflacyjnymi w ujęciu globalnym. Do tego dochodzi jeszcze niepewność wokół rynku kryptowalut, spowodowana upadkiem giełdy FTX. Okazuje się, że w podmiot ten zaangażowanych było więcej firm, co efektem domina może spowodować większe perturbacje w bitcoinowym świecie, a efektem rykoszetu uderzyć w inne klasy ryzykownych aktywów, w tym w akcje.

GPW wciąż bardzo tania

Potencjalne cofnięcie w końcówce listopada stworzyłoby dobry grunt pod ewentualny, grudniowy rajd św. Mikołaja, a następnie efekt stycznia. Oczywiście bazowanie na efektach sezonowych przy tak niepewnym otoczeniu geopolitycznym i monetarnym, jest obarczone dużym ryzykiem błędu, niemniej pamiętajmy, że GPW wciąż należy do bardzo tanich rynków, co wraz ze słabą walutą może kusić zagraniczny kapitał. Z drugiej strony zejście głębsze niż do średniej z 50 sesji mogłoby skutkować pogłębieniem dołka bessy, a wtedy niestety, ale 2023 r. zaczniemy w nie byczych, lecz niedźwiedzich nastrojach.