REKLAMA
REKLAMA

Surowce

Ropa może drożeć, ale potencjał jest ograniczony

Gościem Przemysława Tychmanowicza w Parkiet TV był Michał Stajniak, analityk X-Trade Brokers.
Foto: parkiet.com

Ostatnie tygodnie na  rynku ropy naftowej to znów podwyższona zmienność. Skąd się wzięła?

Faktycznie. Ropa naftowa ma za sobą spektakularny styczeń. Jej cena podskoczyła o 18 proc. O ile się nie mylę, to rekordowy styczeń w wykonaniu tego surowca i jeden z lepszych miesięcy w historii. Warto też zwrócić uwagę, że w ostatnim kwartale 2018 r. na tym rynku mieliśmy do czynienia z bardzo mocnymi spadkami.

Rodzi się więc pytanie, czy styczniowe odbicie ma charakter fundamentalny, czy też jest to po prostu korekta w trendzie spadkowym?

Wydaje mi się, że jest to raczej fundamentalne odbicie. Trzeba bowiem pamiętać, że OPEC zdecydował o cięciu produkcji ropy. Nie jest to może dużo, bo mówimy o 1,2 mln baryłkę dziennie, natomiast trzeba też zwrócić uwagę, że nie jest to pierwsze cięcie. Inna sprawa, że OPEC zawsze przereagowuje. Tnie produkcję o zbyt dużo i wtedy ceny ropy idą mocno w górę, a później decyduje, że mamy niedobór ropy, i pozwala na zbyt duże wzrosty produkcji. Z tym mieliśmy do czynienia w 2018 r. Teraz mamy do czynienia z cięciem, większym, nim wcześniej zapowiadano, i stąd te wzrosty ropy. Oczywiście nie jest to jedyny czynnik, którzy przełożył się na wzrosty cen ropy. Do tego trzeba dołożyć także efekt amerykańskiego dolara oraz czynniki związane z geopolityką.

Czyli głównie Wenezuela?

Wenezuela, ale także i Iran, choć faktycznie obecnie pierwsze skrzypce gra ten pierwszy kraj. Jeśli jednak spojrzymy na rynek, to informacje z Wenezueli nie przełożyły się do tej pory na dużą zmienność cen ropy, natomiast ten czynnik może mieć wpływ na fundamenty rynku. Wenezuela wysyła ok. 500 tys. baryłek ropy dziennie do Stanów Zjednoczonych, i to pomimo tego, że USA wielokrotnie nakładały sankcje na Wenezuelę. Nie dotyczyły one jednak ropy. W tym momencie sytuacja się jednak zmieniła. Sankcje objęły ropę naftową i nie ma w tej chwili możliwości handlu. Oczywiście oznacza to, że Wenezuela nie będzie eksportować ropy naftowej do Stanów Zjednoczonych, ale dodatkowo USA nie mogą eksportować nafty do Wenezueli. Jest to istotne, gdyż Wenezuela potrzebuje nafty do tego, aby rozcieńczać swoją ropę naftową i móc ją wysyłać do swoich kontrahentów. Bez nafty produkcja ropy naftowej w Wenezueli może więc dodatkowo spaść.

Jak długo Wenezuela może wpływać na rynek ropy? Czy nie będzie jednak tak, że braki wenezuelskiej ropy zostaną zrekompensowane przez inne kraje?

Wydaje się, że sytuacja ta jest ukłonem w stronę Arabii Saudyjskiej. Ta długo wzbraniała się przed dużymi cięciami, a Donald Trump, wprowadzając ograniczenie podaży z Wenezueli, może pozwolić Arabii nawet na zwiększenie produkcji. Moim zdaniem jednak to nie nastąpi. Arabia Saudyjska wie, że potrzebuje wyższych cen ropy naftowej. Chce powrotu do okolic 80 dol. za baryłkę, a wie, że w tym aspekcie nie bardzo może liczyć na Rosję. Ta nie tnie produkcji zgodnie bowiem z wcześniejszymi ustaleniami. Na razie więc, jeśli chodzi o ropę naftową, powinniśmy być uważni. Amerykańskie sankcje dopiero weszły w życie. Wenezuela będzie szukać innych rynków, czyli przede wszystkim Indii oraz Chin. Ten proces pewnie jednak potrwa, więc efekt tego, co będzie się działo w Wenezueli, to kwestia dwóch–trzech miesięcy.

W dłuższym terminie to chyba jednak postawa OPEC będzie miała kluczowy wpływ na ceny ropy?

Zgadza się. Cięcia produkcji muszą być podtrzymywane, aby cena ropy naftowej nie powróciła do poziomów poniżej 40 dol. za baryłkę. OPEC powinien więc trzymać pieczę nad wzrostami cen, ale z drugiej strony mamy przecież też informacje dotyczące spowolnienia gospodarczego m.in. w Chinach czy też w innych gospodarkach. To ogranicza potencjał wzrostu cen ropy. Zakładam więc, że jeśli chodzi o ropę Brent, to na ten rok mówimy o maksymalnym pułapie na poziomie 70–75 dol. za baryłkę.

Przejdźmy teraz do metali szlachetnych. Tutaj też bowiem w ostatnim czasie dużo się dzieje. Pod koniec ubiegłego roku złoto znów było bezpieczną przystanią, kiedy to na giełdach dominowały spadki. W styczniu na rynkach akcji mamy wzrosty, a cena złota zachowuje się bardzo stabilnie. Czy to sygnał, że ten metal ma potencjał do dalszych wzrostów?

Myślę, że złoto ma jeszcze spory potencjał. Tutaj działa kilka czynników. Z jednej strony jest to oczywiście sytuacja na giełdach i nastawienie do ryzyka, ale z drugiej strony kluczowym czynnikiem jest to, co dzieje się z dolarem. W ubiegłym roku mieliśmy wielokrotnie sytuację, gdzie pojawiały się czynniki ryzyka, a mimo wszystko złoto taniało. Wynikało to oczywiście z dużej siły dolara. Końcówka roku, która przyniosła spadek wartości dolara, przełożyła się na powrót inwestorów do złota. Dodatkową kwestią są jeszcze fundamenty. Złota produkuje się coraz mniej. Pojawiają się pierwsze prognozy, które pokazują, że w 2019 r. będziemy mieli do czynienia ze spadkiem produkcji złota. Mamy poza tym do czynienia z konsolidacją po stronie producentów złota.

Wygląda więc na to, że czasy dla złota są naprawdę dobre, szczególnie jeśli weźmiemy jeszcze pod uwagę ostatni komunikat po posiedzeniu Rezerwy Federalnej?

Mamy do czynienia z bardzo ciekawą sytuacją. Wszyscy bowiem oczekiwali spowolnienia w Stanach Zjednoczonych, a chociażby ostatnio dostaliśmy dobre dane makroekonomiczne. Spowolnienia więc na razie nie ma. Teoretycznie więc Rezerwa Federalna nie ma pretekstu do tego, aby nie podwyższać stóp procentowych w tym roku. Rynek zaczyna wyceniać już nawet możliwość cięcia stóp pod koniec roku. Przyznam szczerze, że ciężko więc ocenić, co będzie się działo z amerykańskim dolarem. W tym miejscu warto wspomnieć o jeszcze jednej rzeczy, a mianowicie o efekcie cięć podatkowych. Gospodarka amerykańska dzięki temu bardzo szybko rosła w 2018 r., natomiast ten efekt w tym roku przeminie. Można więc się spodziewać, że spowolnienie gospodarcze dotknie jednak też Stany Zjednoczone.

To jeszcze w temacie metali szlachetnych chciałbym, abyśmy poruszyli temat srebra. Czy to jest aktywo dla miłośników większych wrażeń?

Tak. Jeśli chodzi o srebro, to tutaj trzeba czekać na to, co będzie się działo ze złotem. Bez wzrostów złota nie będzie rajdu srebra. Większość dużych inwestorów, czyli fundusze, inwestuje jednak w złoto. W przypadku srebra ponad 50 proc. całego popytu to przemysł. Znikomą ilość stanowią natomiast fundusze. Srebro będzie więc gonić to, co się działo ze złotem. Złoto od początku roku tak naprawdę zyskało stosunkowo niewiele, ok. 3 proc. W przypadku srebra jest to jeszcze mniej. Dlatego dopiero dalsze wzrosty cen złota mogą przełożyć się też na wyższe ceny srebra.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA