Parkiet TV

Andre Helin: Idziemy w stronę audytów w czasie rzeczywistym

Gościem Andrzeja Steca w Parkiet TV był Andre Helin, prezes BDO Polska.
Foto: parkiet.com

W tym roku warszawska giełda świętuje 30-lecie. Pan pomagał w jej uruchomieniu i tworzeniu rynku kapitałowego w Polsce. Jak trafił pan nad Wisłę z Danii?

Nieprzypadkowo. Moje zaangażowanie w Polsce wynikało z pomocy, jaką udzielił rząd duński nowym władzom w Polsce w latach 90. w celu stworzenia gospodarki rynkowej. Wtedy sprowadzało się to do prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. Pomogło mi to, że mam polskie korzenie. Nawet 30 lat temu jako tako mówiłem po polsku, co było rzadkością.

Jak pan pamięta początki polskiego rynku kapitałowego?

Jako bardzo trudne, dynamiczne, z duchem przedsiębiorczości. Dzisiaj, jak jednostka wchodzi na giełdę, to ma wytyczne, jak ma wyglądać prospekt, jak ma wyglądać dystrybucja akcji, mamy benchmarki, jak kształtuje się wartość przedsiębiorstwa. Tego wszystkiego 30 lat temu nie było. Tworzyliśmy to równolegle, wraz z giełdą. Chcieliśmy zachować równowagę społeczną. Jednostki miały być prywatyzowane. Jak nie było rynku i wyceny przedsiębiorstw, to ważny był aspekt społeczny i brak odczucia, że wysprzedawany jest majątek państwowy za darmo. Była duża presja na wszystkich uczestników rynku. Duch kreatywności i przedsiębiorczości wtedy dominował.

Jakie ma pan najlepsze i najgorsze wspomnienia związane z naszą giełdą?

Najlepsze wspomnienia to pierwsza dekada GPW. Wtedy tworzyliśmy wszystkie pionierskie akty prawne. Dynamika gospodarcza była na całym rynku, nie tylko kapitałowym. Przez pierwsze dziesięć lat był duży konsensus tworzenia rynku kapitałowego. Giełda nie była obiektem walki politycznej czy różnic, co do kierunku rozwoju Polski. Polska była wtedy popularnym rynkiem dla inwestorów zagranicznych.

A co by pan wymazał z historii GPW?

Ostatnie lata. My wprowadziliśmy ponad 30 spółek na giełdę. Boli mnie, że mamy tzw. delisting, czyli spółki wychodzą z rynku kapitałowego. Najbardziej bolesne jest to, że uzasadnieniem do tego są słabości rynku czy nadmierny nadzór. Jeżeli mankamentem jest nadzór regulacyjny czy koszty funkcjonowania na giełdzie, to boli.

To przecież przyszło z Zachodu, przynajmniej jeśli chodzi o implementację przepisów unijnych.

Innowatorem rynku regulacji prawnej są dwa rynki: USA i Unia Europejska. UE nastawiona jest na duże rynki, jak niemiecki, holenderski, wcześniej angielski. Podkreślam polskim legislatorom, że w ramach UE istnieje zasada proporcjonalności. Dyrektywy unijne są przedziałem lokalnych uregulowań. Często odnoszę wrażenie, że polski ustawodawca przyjmuje najbardziej rygorystyczne rozwiązania. Np. obowiązkowa rotacja biegłych rewidentów. Rynek kapitałowy na Zachodzie przyjął okres 10–15 lat, w Polsce zawężono to do pięciu lat. Mamy dużo regulacji z UE, ale wiele z nich zawiera zasadę proporcjonalności, do której zachęcam polskich legislatorów. Trzeba rozróżnić, jaka jest skala rynku i na jakim etapie się znajdujemy.

Co powinniśmy zrobić, aby rynek kapitałowy mocniej wspierał gospodarkę?

Ważne jest wspieranie programów oszczędnościowych, czyli kumulacji kapitału. Potrzebne jest też zapewnienie kapitału do inwestycji. Oszczędności w Polsce nadal są bardzo małe. Nie ma zbytniego zaufania do programów emerytalnych. Historia OFE pozostawi blizny na wiele lat. Projekt PPK nie osiągnął zakładanego sukcesu. Trzeba wdrożyć elementy oszczędnościowe. Nie obejdziemy się bez zachęt podatkowych, bo takie są wzorce we wszystkich krajach. Można mieć różne systemy podatkowe, dać ulgi podatkowe na wpłatę kapitału, zwolnić z opodatkowania podczas jego kumulacji. Nie ma kraju, który osiągnąłby sukces w kumulacji kapitału bez odpowiednich zachęt podatkowych.

Drugi element to podaż kapitału, czyli potencjalni debiutanci. Polsce są oni bardzo potrzebni. Większość przedsiębiorstw finansuje się dzisiaj pożyczkami bankowymi i kredytami, które są znacznie prostsze. Wiele jednostek od giełdy odstraszają jednak regulacje prawne. Jest potrzeba bardziej elastycznych i docelowych regulacji, żeby przyciągnąć na rynek emitentów.

Jaką widzi pan przyszłość warszawskiej giełdy? W którą stronę ją rozwijać? Może połączyć siły z kimś dużym z Zachodu?

Na pewno. Temat łączenia giełdy, gdy GPW nie ma być dominującym graczem, jest drażliwy. Trzeba sobie uświadomić, że rynek finansowy i kapitałowy w ciągu ostatnich dziesięciu lat podlegał olbrzymiej konsolidacji. Widać to na dużych, dominujących giełdach. Trudno jest być przedsiębiorstwem niezależnym. Tu liczy się ekonomika skali i olbrzymie inwestycje w nadzór, optymalne systemy komputerowe, edukację rynku itd. Powinno się rozważyć szukanie aliantów, żeby nie walczyć samemu.

Mam świadomość, że prezes giełdy jest uzależniony od warunków makroekonomicznych, czyli kumulacji kapitału, przepisów podatkowych, regulacji. Może wykonać część pracy, ale opcja szukania aliantów powinna być stale analizowana.

Niemal co tydzień oglądamy historyczne rekordy indeksów w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy USA. Jesteśmy świadkami narastającej bańki?

Luźna polityka pieniężna, tworzenie większego obiegu pieniądza i niskie stopy procentowe powodują, że następuje duża kanalizacja zasobów finansowych w kierunku aktywów, sztucznie podwyższając ich wartość. Jest ryzyko, że powstaje bańka. Dodając do tego pandemię, kiedy mamy ograniczone możliwości poruszania się, banalnych urlopów itp., to idą pieniądze na nieruchomości i akcje. Kiedyś te pieniądze trzeba będzie spłacić. Rządy emitujące obligacje zaciągają pożyczki. 30-letnia kariera zawodowa nauczyła mnie, że jeżeli mamy zadłużenie, to prędzej czy później będzie ostra polityka fiskalna i wysokie podatki. Życie mnie nauczyło, że raz nałożone podatki strasznie trudno cofnąć. Np. tzw. podatek Belki płacimy do dziś, a miał być tylko na chwilę. Naiwną mantrą jest, że rząd inwestuje pieniądze w kryzysie, zadłuża się, a jak się pojawi koniunktura, to podniesiemy podatki i refinansujemy zadłużenie.

Na koniec: jak pandemia zmieniła rynek audytorski i funkcjonowanie biegłych rewidentów?

Pandemia przyspieszyła pewne trendy, które są w branży od kilku lat, szczególnie wśród dużych firm audytorskich o globalnym zasięgu. Wszystkie systemy finansowo księgowe są zdigitalizowane, ale znajdują się w chmurze. Jeżeli ściągamy informacje z chmury, tak samo możemy zrobić z biura, z domu czy od klienta. Wirtualny audyt znacznie przyspieszył w czasie pandemii. Skorzystaliśmy z inwestycji, jakie poczyniliśmy parę lat temu. Ten sposób badania sprawozdań finansowych prowadzi powolutku do audytów w czasie rzeczywistym. Wyobrażam sobie, że w niedalekiej przyszłości nie będzie tak, że przedsiębiorstwo zamyka rok obrotowy w grudniu, kończy badanie finansowe w marcu, a walne zgromadzenie jest wiosną. Wyobrażam sobie, że badanie będzie równoległe do tworzenia danych finansowych. To skróci okres sporządzenia sprawozdań finansowych i zaskoczenia, kiedy ostateczny wynik odbiega od raportów kwartalnych. Będzie jeszcze większa transparentność i bardziej dynamiczny rynek kapitałowy.

notował Grzegorz Balawender

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.