Parkiet PLUS

Inwestorzy sami podkładają głowę pod rynkową gilotynę

Zlecenia stop loss są podstawą inwestowania na rynku z dźwignią finansową. Tak przynajmniej jest w teorii. Praktyka pokazuje, że inwestorzy bardzo często nie dodają ich do swoich zleceń i otwartych pozycji.
Foto: Fotolia

Inwestowanie na rynku kontraktów na różnice kursowe (CFD) nieodzownie związane jest z ponadprzeciętnym ryzykiem. Zmienność w zestawieniu z lewarem z jednej strony może oczywiście w krótkim czasie znacząco zwiększyć wartość portfela, ale równie dobrze może go szybko i boleśnie uszczuplić. Statystyki, czy to te publikowane przez domy maklerskie, czy też KNF, nie pozostawiają zresztą złudzeń. Większość inwestorów na tym rynku traci pieniądze. Stąd też brokerzy (również pod wpływem Komisji Nadzoru Finansowego), mówiąc o rynku CFD, wspominają już nie tylko o szansach, jakie daje, ale także o zagrożeniach.

Oczywiście nieudanych inwestycji nie da się uniknąć i na tak dynamicznym rynku przytrafiają się one najbardziej doświadczonym osobom. Kluczową kwestią jest to, jak sobie z nimi radzimy. Podstawą inwestowania jest bowiem nie tylko wybór odpowiednich instrumentów i moment otwarcia pozycji, ale też tzw. zarządzanie pozycją. Niemal w każdym materiale poświęconym rynkowi CFD mowa jest chociażby o zleceniach obronnych (głównie tzw. stop loss), które mają uchronić nas przed zbyt dużymi stratami. – Zlecenia obronne stop loss są ważnym elementem w procesie inwestowania. Wpływają bezpośrednio na relację średniego zysku do średniej straty, co pozwala ocenić efektywność danej strategii. Oczywiście drugi kluczowy czynnik to skuteczność, czyli to, jaki procent naszych transakcji kończy się zakładanym zyskiem – wskazuje Paweł Śliwa, ekspert ds. rynków nieregulowanych w BM mBanku. Okazuje się jednak, że teoria to jedno, a praktyka – drugie.

Większość idzie na żywioł

Dobra informacja jest taka, że akcje edukacyjne nie trafiają całkowicie w próżnię. Inwestorzy mają wiedzę na temat zleceń obronnych. Problem jednak w tym, że nie korzystają z nich zbyt często.

– Większość inwestorów nie stosuje zleceń obronnych typu stop loss, a jeśli już wybierają tę opcję zabezpieczającą pozycję – to nie robią tego od razu. Dane TMS Brokers za ostatnie pół roku pokazują, że mniej niż 30 proc. klientów korzysta ze zleceń obronnych. Podczas historycznej zmienności – w okresie od marca do lipca – ten odsetek był wyższy i wynosił ponad 30 proc. – wskazuje Łukasz Zembik, ekspert rynku OTC w TMS Brokers. Niewiele lepiej wygląda sytuacja w przypadku innych brokerów.

– W tym roku na blisko 80 proc. aktywnych rachunków mForex odnotowaliśmy przynajmniej jedno zlecenie, gdzie ustawiony był stop loss. Oznacza to, że duża grupa inwestorów jest z nim zaznajomiona. Jednak wśród wszystkich zleceń otwartych w 2020 r. tylko mniej więcej co trzecie posiadało dodany stop loss – mówi Śliwa.

– Szacujemy, że w pierwszych dziesięciu miesiącach 2020 r. zlecenia stop loss dotyczyły około 40 proc. wszystkich transakcji. Natomiast liczby pokazują, że nawet jeżeli klient raz skorzysta z tego typu zlecenia, to nie będzie tego robił zawsze. Klientów, którzy przynajmniej raz skorzystali z tego zlecenia obronnego, w 2020 r. było około 80 proc. W ubiegłym roku zlecenia stop loss cieszyły się bardzo zbliżoną popularnością – podkreśla Filip Kaczmarzyk, dyrektor departamentu tradingu w XTB.

Jego zdaniem 40 proc. zleceń z zastosowaniem stop loss to i tak jednak dobry wynik. – Nie dajmy się zmylić wspomnianymi 40 proc., gdyż musimy pamiętać, że wiele transakcji klientów XTB to transakcje bardzo krótkie, gdzie klient decyduje się samemu obserwować zmiany cen, nie odchodząc od monitora czy telefonu, i w razie potrzeby zamykać pozycję. Warto również zauważyć, że klienci XTB najczęściej korzystają ze zleceń obronnych w przypadku instrumentów z wysoką dźwignią i liczba ta spada wraz ze wzrostem wymaganego depozytu. W mojej ocenie takie działanie jest normalne i racjonalne – podkreśla Kaczmarzyk.

Różne typy inwestorów

Intuicyjnie mogłoby się jednak wydawać, że zlecenia stop loss są powszechnie wykorzystywanym mechanizmem na rynku. Szczególnie w takim roku jak ten, który dostarcza inwestorom ponadprzeciętnej zmienności na różnych rynkach. Dlaczego więc inwestorzy niechętnie tną straty za pomocą automatycznych zleceń?

– Przede wszystkim należy pamiętać, że nikt nie lubi przyznawać się do błędu. Ponadto popularne wciąż jest założenie, że dobry trading nie zawiera stratnych transakcji. To szybka droga do utraty większości kapitału. Nigdy nie wiemy, czy kupiliśmy na szczycie lub sprzedaliśmy w dołku. Istnieje jednak ryzyko, że jedna zła, niezabezpieczona pozycja pochłonie nasze wcześniejsze zyski lub nawet pozbawi nas większego kapitału – mówi Łukasz Zembik. Dodaje on, że na rynku CFD funkcjonuje również coś takiego jak „mentalny stop loss".

– Przed zawarciem transakcji określa się, kiedy zamknie ewentualną stratę ręcznie. W praktyce z reguły wygląda to tak, że akceptujemy coraz większe straty w nadziei, że rynek za chwilę powędruje w przeciwną stronę – podkreśla Zembik.

Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią, wskazuje, że w kontekście zleceń stop loss inwestorzy dzielą się na trzy grupy. – Pierwsza grupa to ci, którzy zawsze ich używają jako zlecenia wprowadzonego do systemu. Kolejna grupa, która jest w zdecydowanej mniejszości, poziomy, przy których ucina straty, zachowuje w pamięci i ręcznie zamyka swoją pozycję (tzw. stop lossy w głowie). Na koniec są inwestorzy, którzy w ogóle nie używają takich zleceń zabezpieczających – mówi Wardyn. Jak dodaje, ta ostatnia grupa swoją postawą skazuje się na łut szczęścia na rynku CFD, a w większości przypadków też i na porażkę. – W końcu wcześniej czy później rynek drastycznie odwróci się przeciwko pozycji inwestora, który na przykład wpadnie w spiralę uśredniania stratnych pozycji i przy złym zarządzaniu ryzykiem poniesie dużą stratę. Na lewarowanych inwestycjach nie sposób polecić takiego sposobu działania, szczególnie początkującym i średnio zaawansowanym inwestorom – mówi Wardyn.

Zalecenia brokerów

Dlatego też zdaniem brokerów zlecenia obronne powinny towarzyszyć większości, jeśli nawet nie wszystkim otwieranym pozycjom. To zdecydowanie zwiększa szansę powodzenia rynkowego. – Moim zdaniem każda pozycja powinna być zabezpieczona zleceniem stop loss. To podstawa zarządzania kapitałem i ryzykiem. W tradingu liczą się przede wszystkim konsekwencja, regularność i odpowiedzialność – wylicza Zembik. Podobnego zdania jest Wardyn.

– W mojej ocenie na lewarowanym rynku zlecenia obronne powinny towarzyszyć każdej transakcji. Zaawansowani, bardzo zdyscyplinowani i doświadczeni inwestorzy, którzy praktycznie zawodowo zajmują się rynkami i obserwują je cały czas, nie muszą wprowadzać takich zleceń do systemu, zakładając, że będą bez sentymentów reagować i szybko zamykać stratne pozycje w okolicach zamierzonego miejsca (straty). Muszą jednak dobrze wycenić ryzyko nagłej niekorzystnej zmiany cen o dużym zasięgu. Inni inwestorzy powinni wprowadzać zlecenie stop loss, najlepiej już w momencie otwierania pozycji. Ważna uwaga: należy mieć świadomość, że wprowadzenie zlecenia stop loss nie gwarantuje wykonania zlecenia dokładnie na oczekiwanym poziomie. Inwestorzy mogą doświadczyć poślizgów cenowych, chyba że mają do dyspozycji stop loss gwarantowany – mówi Wardyn.

Sami brokerzy podkreślają także, że aby spopularyzować zlecenia stop loss, starają się nie tylko o nich mówić, ale także zapewnić im większą czytelność. Klient ma dokładnie wiedzieć, ile może stracić przy danym poziomie zlecenia zabezpieczającego.

– Staramy się, aby w naszych systemach łatwo było zarządzać tym parametrem z poziomu wykresu i aby wartość akceptowanej straty, jak i oczekiwanego zysku była wyrażona w zrozumiały dla klientów sposób, czyli np. w złotym. Edukujemy też klientów podczas licznych szkoleń, jak ważne jest zarządzanie ryzykiem w ramach handlu na rynkach z dźwignią finansową, a stop loss jest do tego bardzo dobrym narzędziem – mówi Śliwa.

– Każdy klient powinien dostosować strategię inwestycyjną do wielu czynników, także do apetytu na ryzyko. Naszym zadaniem jako brokera jest dać klientowi narzędzia, by mógł swoje pomysły na inwestowanie wprowadzać w życie. Jednak mając na uwadze wysoką zmienność na rynkach oraz naturę działania mechanizmu dźwigni finansowej, uważam, że w większości przypadków klienci powinni korzystać ze zleceń stop loss, gdyż pomagają one w ograniczeniu ewentualnych strat wynikających z potencjalnie błędnych decyzji inwestycyjnych – podkreśla Kaczmarzyk.

Brokerzy | Inwestorzy w tym roku wyjątkowo dopisali

Ten rok na światowych rynkach, przez pandemię koronawirusa, jest absolutnie wyjątkowy. Ponadprzeciętna zmienność, którą obserwujemy od kilku miesięcy, sprawiła, że rynkiem kontraktów CFD zainteresowało się wielu nowych inwestorów. Dla brokerów forexowych jest to woda na młyn.

W III kwartale XTB pozyskało ponad 21 tys. nowych klientów. Rok wcześniej przyrost ten wyniósł niecałe 11 tys. „To efekt kontynuowania zoptymalizowanej strategii sprzedażowo-marketingowej, większej penetracji rynków już istniejących, sukcesywnego wprowadzania do oferty nowych produktów oraz ekspansji na nowe rynki geograficzne. Analogicznie do liczby nowych klientów w grupie istotnie wzrosła także liczba aktywnych klientów (wzrost z 28,1 tys. do 55,8 tys., tj. o 98,2 proc. r./r.)" – wskazuje spółka. W sumie od początku roku firma pozyskała już ponad 73 tys. nowych klientów. To o 182 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Powody do zadowolenia może mieć także grupa CMC Markets. Liczba aktywnych inwestorów CFD, którzy korzystają z usług tej firmy, wynosiła w I półroczu roku obrotowego 2020/2021 (zakończonym 30 września) 59 tys. Rok do roku oznacza to wzrost o 42 proc.

Poprawę biznesową widać także na poziomie wyników finansowych. XTB w III kwartale miało 68,4 mln zł zysku netto wobec 15,5 mln zł rok wcześniej. Po trzech kwartałach firma jest prawie 362 mln zł na plusie. W tym samym okresie rok wcześniej jej zysk netto wynosił 20,7 mln zł. Notowany na giełdzie w Londynie CMC Markets miał w I półroczu roku obrotowego 2020/2021 110,8 mln funtów zysku netto. W analogicznym okresie rok wcześniej było to 27,5 mln funtów.

– Znaczący wzrost przychodów we wszystkich obszarach działalności to wynik naszej niezachwianej koncentracji na strategicznych inicjatywach. Dzięki nim dywersyfikujemy źródła przychodów, pozyskujemy nowych klientów i poprawiamy zyskowność – wskazywał przy okazji publikacji wyników finansowych dyrektor generalny CMC Markets Peter Cruddas. PRT

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.