Parkiet PLUS

Obligacje straszą, ale hossa trwa

Tydzień na rynkach › Na rynkach finansowych mamy trochę nietypową sytuację. Rentowność amerykańskich obligacji przekroczyła ponownie 3 proc., jednocześnie indeksy na Wall Street biją rekordy hossy, a dolar słabnie.

Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker
Foto: Bloomberg

Fed nam wszystko wyjaśni

Historyczne rekordy na Wall Street w połączeniu z rosnącą rentownością amerykańskich obligacji skarbowych i słabnącym dolarem to dość nietypowe połączenie. Te zjawiska mają najprawdopodobniej związek ze zbliżającym się posiedzeniem Fed. Podwyżka stóp procentowych jest niemal pewna. To tłumaczyłoby zachowanie dziesięcioletnich papierów skarbowych, których rentowność już w miniony wtorek przekroczyła 3 proc., a w kolejnych dniach zmierzała zdecydowanie w kierunku 3,1 proc., czyli do poziomu najwyższego od maja. Tę niebezpieczną tendencję zupełnie ignorują giełdy oraz dolar. Nie przejmują się nią także rynki wschodzące, korzystające z osłabienia amerykańskiej waluty. Te dywergencje zapewne zostaną skorygowane po posiedzeniu Fedu, które odbędzie się już w najbliższą środę. Od bieżącej decyzji w sprawie wysokości stopy procentowej ważniejsze będą sygnały dotyczące dalszej ścieżki polityki pieniężnej Rezerwy Federalnej i to one mogą ustawić tendencje na rynkach na najbliższe tygodnie.

Słabnący dolar pomaga rynkom wschodzącym

Nieco łagodniejsza, niż się obawiano, decyzja amerykańskiej administracji o wprowadzeniu kolejnej rundy restrykcji celnych oraz niezbyt ostra riposta Chin na to posunięcie dały trochę odetchnąć rynkom wschodzącym. Jednak głównym czynnikiem poprawiającym nastawienie do tej klasy aktywów było prawdopodobnie osłabienie dolara. W każdym razie MSCI Emerging Markets zyskał w trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia 2,5 proc., oddalając zagrożenie kontynuacją przeceny. Ale też nie pokonał linii trendu spadkowego, trwającego od końca stycznia. Trudno więc wciąż mówić o jakimkolwiek przełomie, tym bardziej że zbliżające się posiedzenie Fedu niesie za sobą istotny czynnik ryzyka.

Tezę o dobroczynnym wpływie kolejnej wymiany ciosów w wojnie celnej potwierdza zachowanie indeksów azjatyckich. Shanghai Composite wzrósł w ubiegłym tygodniu (do czwartku) o 1,8 proc., przerywając spadkową serię trwającą od końca sierpnia i powracając powyżej 2700 pkt. Trudno tę zwyżkę traktować w kategoriach przełomu, ale sygnał jest dość wyraźny. W górę, choć wyraźnie słabiej, poszedł też wskaźnik w Hongkongu. Coraz bardziej niepokojąco wygląda natomiast sytuacja giełdy w Bombaju, gdzie Sensex kontynuował spadkową tendencję, tracąc od końca sierpnia 4,5 proc. Indie są wskazywane jako jedna z najbardziej zagrożonych kryzysem gospodarek azjatyckich, głównie ze względu na rosnący deficyt w obrotach bieżących, a niepokój potęgują słabnąca rupia i taniejące obligacje skarbowe.

Foto: GG Parkiet

Na naszym kontynencie wyróżniał się moskiewski RTS, zyskujący ponad 4 proc. już drugi tydzień z rzędu. Konsekwencje sankcji gospodarczych chwilowo kompensuje drożejąca ropa. Spokojniej zrobiło się w Turcji, zarówno na giełdzie, gdzie indeks lekko idzie w górę, jak i na rynku długu, na którym rentowność obligacji skarbowych obniżyła się z niedawnych 22 do 18 proc.

W Warszawie wreszcie trochę lepiej

Po dwóch spadkowych tygodniach ostatnie dni przyniosły niewielką poprawę sytuacji na naszym parkiecie. Tradycyjnie najlepiej radził sobie segment dużych spółek, wspierany kapitałem zagranicznym. W trakcie pierwszych czterech sesji minionego tygodnia WIG20 zyskał 1,2 proc. i – co ważniejsze – obronił poziom wsparcia, znajdujący się w okolicach 2200 pkt. Co do stylu wzrostowego odreagowania można mieć jednak sporo zastrzeżeń. Po pierwsze, było ono znacznie skromniejsze niż w przypadku wskaźnika rynków wschodzących. Po drugie, w znacznym stopniu wynikało ono z wypowiedzi prezesa Urzędu Regulacji Energetyki, sugerującej możliwość podniesienia cen energii, mając na względzie interesy jej producentów. Ta wypowiedź nie mogła zostać bez wpływu na notowania spółek energetycznych, które w środę rosły po 5–6 proc. Kolejny dzień przyniósł już jednak korektę tej zwyżki i wątpliwości związane z deklaracjami ministra energii, zapewniającego, że ceny prądu dla gospodarstw domowych nie pójdą w górę. Z kolei obciążenie podwyżkami przemysłu także wydaje się pomysłem dość kontrowersyjnym, ze względu na możliwe konsekwencje, szczególnie w warunkach rosnących i tak kosztów oraz niemal pewnego spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego. Na szczęście z pomocą indeksowi największych spółek przyszedł w czwartek sektor finansowy i przeceniane ostatnio akcje banków zanotowały silne odbicie. Perspektywy dla WIG20 nadal są dość niepewne i zależą w największym stopniu od sytuacji w otoczeniu zewnętrznym. W przypadku kontynuacji dobrych nastrojów możliwy byłby ruch w kierunku 2300 pkt. Trzeba jednak pamiętać o licznych zagrożeniach, także tych związanych ze zbliżającym się posiedzeniem Fedu.

Indeks średnich spółek kontynuował rozpoczętą jeszcze w pierwszej połowie września tendencję wzrostową. Jej impet nie robi wielkiego wrażenia, mWIG40 od dołka z 12 września zyskał zaledwie 3,6 proc. Ale powrót powyżej 4000 pkt przy znacznie podwyższonej w czwartek aktywności inwestorów pozwala na umiarkowany optymizm. Zwyżki kursów objęły akcje ponad połowy spółek wchodzących w skład indeksu, więc z szerokością tendencji wzrostowej także nie jest najgorzej. Koniunktura w tym segmencie nadal jednak jest zależna od rodzimego kapitału, a nic nie wskazuje na to, by ten w najbliższym czasie zaczął się garnąć do akcji. Udział inwestorów indywidualnych wciąż jest znikomy, a odbudowa zaufania do funduszy inwestycyjnych wymaga dłuższego czasu, szczególnie po niedawnych wydarzeniach.

Te problemy znacznie mocniej odczuwalne są nadal w segmencie najmniejszych firm i tu sytuacja jest najtrudniejsza. sWIG80 w dalszym ciągu broni się przed pogłębieniem tendencji spadkowej, ale przychodzi to z największym trudem. Po chwilowym wzroście aktywność handlu znów siadła, a argumenty o atrakcyjnych wycenach i długoterminowym potencjale zysków na nikim nie robią wrażenia. Nie widać więc impulsów do ożywienia, choć nie można wykluczyć, że nadejdzie. Biorąc pod uwagę niską płynność, powrót może się okazać dynamiczny.

W surowcach bez większych zmian

Na giełdach towarowych w większości przypadków kontynuowane były dotychczasowe tendencje. Spadające kolejny tydzień zapasy ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych podtrzymywały notowania WTI powyżej 70 dol. za baryłkę, choć byki miały problem z pójściem wyżej. Hamująco działają informacje o rekordowych poziomach wydobycia. Ceny rosną, od dołka z połowy sierpnia poszły w górę o prawie 8 proc., ale perspektywa zbliżenia się do poziomu z przełomu czerwca i lipca, czyli do 74 dol., wydaje się dość odległa. Na razie pilnym zadaniem jest utrzymanie wspomnianych 70 dol. Notowania Brent wciąż tkwią w pobliżu 80 dol. za baryłkę. Sforsowanie tego poziomu wydaje się także trudne, chyba że sytuacja geopolityczna uległaby zaostrzeniu. Reszta świata ma wciąż problem z tym, jak dostosować się do mających wejść w życie w listopadzie amerykańskich restrykcji wobec Iranu.

Najnowsze doniesienia z frontu amerykańsko-chińskiej wojny celnej pozwoliły na solidne odreagowanie na rynku miedzi. W miniony wtorek notowania kontraktów terminowych na ten metal poszły w górę o 3 proc. i w kolejnych dniach zdołały utrzymać się powyżej 270 centów za funt. Zwyżka nie była już jednak kontynuowana. Można przypuszczać, że pogarszające się perspektywy dla globalnej gospodarki, potwierdzone najświeższymi prognozami OECD, nie będą sprzyjać hossie metali przemysłowych, a w szczególności miedzi.

Słabnący dolar pomaga zwyżce na rynku metali szlachetnych. Najbardziej korzystają z tego pallad i platyna, znacznie gorzej radzi sobie złoto. W trakcie czterech pierwszych dni minionego tygodnia notowania palladu poszły w górę o 7,5 proc., docierając do poziomu najwyższego od lutego. Była to jednocześnie najsilniejsza tygodniowa zwyżka od połowy kwietnia. Cena platyny wzrosła o 4,5 proc., najmocniej od lutego, ale dotarła jedynie do poziomu z pierwszej połowy sierpnia. W tym przypadku wciąż można mówić tylko o niewielkim odreagowaniu wcześniejszych silnych spadków. Notowania złota do minionego czwartku poszły w górę o niespełna 1 proc., tylko nieznacznie oddalając się od krytycznego poziomu 1200 dol. za uncję. Nic na razie nie wskazuje na możliwość poważniejszego ruchu w górę. Nie zmieni tej perspektywy najprawdopodobniej także najbliższe posiedzenie Fedu. Dopiero bardziej wyraźne sygnały wyhamowania zapału do kontynuacji podwyżek stóp procentowych lub inne przesłanki przemawiające za trwałym osłabieniem amerykańskiej waluty mogłyby poprawić nastawienie inwestorów do złota.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły