Parkiet PLUS

Pod branżę kryptowalut podszywa się coraz więcej oszustów

Piramidy finansowe i fałszywe emisje nośników wartości nie zdarzają się tylko na tradycyjnym rynku. Na tym cyfrowym także. Podpowiadamy, jak zminimalizować ryzyko wpadnięcia w pułapkę.
Foto: Adobestock

Młody, nieuregulowany i perspektywiczny rynek o globalnym zasięgu, z dużymi możliwościami zachowania anonimowości, a do tego niebotyczne stopy zwrotu z aktywów na nim notowanych, a w jego centrum technologia, nazywana rewolucją na skalę wynalezienia maszyny parowej. Dla oszustów i ekspertów od budowania schematów Ponziego jest to środowisko tak idealne, jak woda dla ryb. Nic tylko oferować coś, co ma w nazwie „coin" albo „chain", zbudować wokół tego otoczkę profesjonalizmu i elegancji i jak mawiał znany trener piłkarski – „golić frajerów". Niestety, ale szansę na zrobienie przekrętu wyczuło tu już wielu naciągaczy i z pewnością będą pojawiać się nowi. Jak zmniejszyć ryzyko wpadnięcia w ich sidła?

Inicjatywa przedstawicieli branży

Ku zaskoczeniu wielu kryptowalutowych sceptyków przed piramidami finansowymi w tej branży ostrzegało ostatnio samo... Polskie Stowarzyszenie Bitcoin (PSB). W liście otwartym z 23 maja jego członkowie piszą m.in.: „Na naszym rynku – jak na każdym innym – można zaobserwować patologie. Za takowe musimy uznać piramidy finansowe, które podszywają się pod kryptowaluty. Ich twórcy, wykorzystując popularność bitcoina i jego pochodnych, namawiają mniej zorientowane osoby do inwestowania środków w ich »monety«, niemające najczęściej niemal niczego wspólnego z rewolucyjną technologią blockchain i innymi zabezpieczeniami, które czynią bitcoina wyjątkowym i bezpiecznym pod kątem używalności". Nie jest to pierwsza tego typu inicjatywa PSB. Wcześniej informowało już o niebezpieczeństwie związanym z takimi projektami, jak DasCoin i OneCoin, a na konferencjach branżowych nikt nie ukrywa, że na tym rynku zdarza się sporo „wałków". Wielu może powiedzieć, że ostrzeżenia PSB to zagranie czysto PR-owe, próba ocieplenia wizerunku, mocno nadszarpniętego przez polski nadzór i regulatorów. Z drugiej jednak strony można to odbierać jako pewien przejaw postępującej dojrzałości tej branży – sama z siebie, mimo wielu prawnych niejasności, zaczyna się standaryzować, regulować i wydawać ostrzeżenia. Wiem, że to drażliwy temat, więc niech interpretacja tego typu inicjatyw pozostanie kwestią indywidualną. Dla mnie najważniejsze jest to, by o zagrożeniach wiedziało jak najwięcej ludzi, którzy z tym rynkiem sympatyzują. Jeżeli ktoś natknął się na szemraną ofertę dotyczącą kryptowalut lub technologii blockchain, to PSB będzie wdzięczne za przesłanie takich informacji na adres: piramidy@bitcoin.org.pl.

Trzy sygnały alarmowe

Jeśli nie wiecie, jak rozpoznać potencjalny scam czy piramidę finansową, to jest kilka porad, które mogą to ułatwić. Po pierwsze – obietnica gwarantowanego zysku, znacznie wyższego niż to, co oferują bezpieczne lokaty bankowe, z automatu powinna zapalać lampkę alarmową. Nawet jak ktoś obuduje to w pięknie brzmiące instrumenty finansowe – obligacje korporacyjne, opcje, certyfikaty itp., to pamiętaj, że za wysokimi stopami zwrotu kryje się zawsze równie wysokie ryzyko. Jak mawiał Milton Friedman – „w ekonomii nie ma darmowych obiadów". Nawet pokazanie wzrostowych wykresów z przeszłości (w końcu ubiegłoroczny rajd bitcoina wygląda imponująco) nie jest żadną gwarancją, że taki trend się powtórzy. Po drugie, co stricte odnosi się do branży kryptowalut – trzeba uważać na specjalne oferty. – Jeśli ktoś chce sprzedać ci jakieś licencje, np. na mining lub cokolwiek innego, na 99,99 proc. jest to piramida. W przypadku bitcoina kupujemy samego bitcoina na wolnym rynku, a nie licencje od firmy X – ostrzegają redaktorzy portalu Bitcoin.pl. Dodają również, że jeśli oferowana, rzekoma kryptowaluta nie ma otwartego kodu źródłowego, jest kontrolowana przez firmę, scentralizowana, nie ma portfela (tylko przechowywana na stronie danej firmy) i nie jest dostępna na wolnym rynku (lub kombinacje tych cech), to również powinna zapalić nam się czerwona lampka. Po trzecie – trzeba uważać na wszystkie agresywne chwyty sprzedażowe. Mowa tutaj m.in. o prostych chwytach typu: „ostatnie produkty w ofercie", „jeśli zdecydujesz się od razu, to będzie zniżka", „jak namówisz kolegów, to będzie gratis" itp. Jeśli ktoś chce się bardziej uodpornić na sprzedawców naciągaczy, to proponuję obejrzeć „Wilka z Wall Street", tylko nie traktować filmu jak komedii, ale jak studium nabijania ludzi w butelkę.

Jeszcze większą dozę ostrożności należy zachować przy inwestycjach w ICO. Emitenci na tym rynku potrafią naprawdę zrobić wokół siebie znakomity PR (patrz ramka obok i news nt. Titanium Blockchain), a potem zniknąć z pieniędzmi. Czytaj więc dokładnie white paper, sprawdź menedżerów emitenta, kontaktuj się z firmą, czytaj fora i... nigdy nie inwestuj więcej, niż możesz stracić.

Analiza techniczna bitcoina. Notowania bronią strefy wsparcia 6000–7000 USD

Foto: GG Parkiet

Notowania „ojca kryptowalut” pozostają w układzie spadkowym, ale w ubiegłym tygodniu podjęta została próba odreagowania. Kurs zbliżył się do górnej granicy strefy wsparcia 6000–7000 USD i doszło do odbicia. Na wykresie widoczna jest wzrostowa świeca z długim korpusem, która zgodnie z japońskim podręcznikiem ma pozytywną wymowę i może zapowiadać silniejszą korektę. Warto dodać, że odbicie zbiegło się w czasie z mocnymi spadkami na giełdach akcji, które wywołała polityczna niepewność we Włoszech. Już nieraz bywało, że kłopoty tradycyjnych aktywów sprzyjały tym cyfrowym. Wydaje się, że potencjał odbicia to 8500 USD, gdzie przebiega 50-sesyjna średnia krocząca. Wsparciem pozostaje 7000 USD.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły