REKLAMA
REKLAMA

Kongres Parkietu

Polsce daleko do recesji, a co dopiero do kryzysu

Kryzysy wybuchają wtedy, gdy mało kto się ich spodziewa. A dekadę po poprzednim świat jest pełen obaw.

Uczestnicy debaty otwierającej Kongres „Parkietu”. Od lewej: Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen, Władysław Grochowski, prezes Arche, Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao, Łukasz Tarnawa, główny ekonomista BOŚ, Piotr Soroczyński, główny ekonomista KIG, Grzegorz Siemionczyk, dziennikarz „Parkietu”.

Foto: Archiwum, Robert Gardziński Robert Gardziński

Polska gospodarka urośnie w przyszłym roku o 3,4 proc., po 4,3 proc. w tym roku. – To są nasze prognozy, ale tzw. konsensus jest podobny. Będziemy mieli w przyszłym roku wciąż solidny wzrost gospodarczy oparty na konsumpcji. Nie oczekujemy żadnego kryzysu i chyba nikt nie będzie z tym polemizował – powiedział Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao, podczas prezentacji otwierającej pierwszą debatę Kongresu „Parkietu". I rzeczywiście, jej uczestnicy byli zgodni co do tego, że polska gospodarka lekko zwolni, ale nie czeka jej ani recesja, ani tym bardziej kryzys.

– Zgadzam się z tym podstawowym scenariuszem. Ale też chciałbym zwrócić uwagę, że dawniej, gdy pytało się analityka o wiodący scenariusz, to on przypisywał mu 75-proc. prawdopodobieństwo realizacji. Na inne scenariusze, tzw. ogony, przypadało 12–15 proc. Dzisiaj te scenariusze wiodące mają 40–50-proc. prawdopodobieństwo realizacji, a ogony są dużo grubsze – podkreślił Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – To wynika z tego, że na świecie jest bardzo dużo czynników ryzyka – wyjaśnił.

Łukasz Tarnawa, główny ekonomista Banku Ochrony Środowiska, jako czynnik ryzyka, którego materializacja mogłaby zdewastować gospodarkę Europy, wskazał nałożenie przez USA ceł na import samochodów z UE. Uspokajał jednak, że to obecnie nie wydaje się bardzo prawdopodobne. – Zazwyczaj kryzysy wybuchają tam, gdzie jest dobrze i gdzie ten optymizm zaciemnia obraz. A dekadę po kryzysie takie miejsca w globalnej gospodarce trudno znaleźć. Gdybym miał jednak szukać takiego ogniska kryzysu, to mogłyby nim być Chiny – dodał Tarnawa.

Mrowiec z kolei jako potencjalne źródło kolejnego kryzysu wskazał duże zadłużenie niektórych państw, w tym w strefie euro. – To nie jest problem dopóty, dopóki inflacja jest niska, a w rezultacie niskie są stopy procentowe i rentowności obligacji. Ale jeśli pojawi się globalny impuls inflacyjny, banki centralne staną przed dylematem. Z jednej strony należałoby urealnić stopy procentowe, z drugiej strony rynki finansowe mogą wtedy zacząć wyceniać to, jakie to może mieć konsekwencje dla finansów publicznych państw. To mogłoby wywołać kryzys zadłużeniowy – tłumaczył ekonomista.

W przeszłości, choćby w 2008 r., kryzysy rozpoczynały się często na rynku nieruchomości. Także dziś, również w Polsce, słychać ostrzeżenia, że na tym rynku rośnie bańka spekulacyjna. – Absolutnie się z tym nie zgadzam, nie mamy żadnej bańki. W Polsce nawet dekadę temu kryzysu nie było, choć wtedy banki udzielały kredytów na 100 proc. wartości mieszkań. Dzisiaj są ostrożniejsze. Póki co nie jesteśmy w stanie wybudować tylu nieruchomości, ile potrzeba – powiedział Władysław Grochowski, założyciel i prezes zarządu firmy deweloperskiej Arche.

Zwrócił uwagę, że w dalszej przyszłości źródłem problemów w wielu branżach może być zmiana nawyków konsumpcyjnych. – Być może produkujemy za dużo dóbr materialnych. Młodzi ludzie czego innego potrzebują, to wszystko może się okazać niepotrzebne – tłumaczył. W podobnym tonie wypowiadał się Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen. Podkreślał jednak, że właśnie z powodu zmieniającej się struktury gospodarki spowolnienie widoczne dziś w danych o PKB może być pozorne.

– Z powodu rewolucji cyfrowej, tzw. uberyzacji gospodarki, w ramach której produkt staje się usługą, nie mierzymy właściwie PKB i inflacji. Z wielu usług korzystamy po cenie zerowej, a to oznacza, że to zużycie nie jest uwzględnione w PKB. Cyfryzacja prowadzi też do radykalnego wzrostu produktywności przedsiębiorstw. Dawniej, gdy pojawiały się technologie, które miały taki efekt, to rozpędzały inwestycje, generowały popyt na kredyt i prowadziły do wzrostu rynkowej stopy procentowej. Wszyscy chcieli bowiem te technologie mieć. Ale dzisiaj ta rewolucja nie ma takiego efektu, bo rozwiązania cyfrowe, takie jak Uber, praktycznie nic nie kosztują – zauważył Adam Czyżewski. To oznacza, że wyhamowanie wzrostu PKB może być pewną iluzją, nie oddającą tego, co faktycznie dzieje się w gospodarce realnej. – W odniesieniu do gospodarki Niemiec już mówi się, że powolny wzrost PKB to głównie przejaw zmiany modeli biznesowych – dodał Czyżewski. gs

Opinia

Adam Czyżewski, główny ekonomista, PKN Orlen

Gospodarki rozwijają się cyklicznie. Mechanizm cyklu gospodarczego jest dość dobrze opisany, a z historii wiemy, że nie każde spowolnienie kończy się recesją i nie każda recesja jest kryzysem. Z kryzysem mamy do czynienia, gdy recesja prowadzi do zmian jakościowych, gdy wyłania się nowy ład. Spowolnienie widać we wszystkich regionach globu. W 2018 r. gospodarki składające się na ponad trzy czwarte globalnego PKB rosły wolniej niż przed rokiem i poniżej 10-letniej średniej. W 2019 r. w Europie kilka krajów, w tym m.in. Niemcy, odnotowało spadki PKB w pierwszym lub drugim kwartale. Niewątpliwie przyczyniły się do tego czynniki polityczne – wojny handlowe, niepewność związana z brexitem czy konflikty zbrojne na Bliskim Wschodzie. Ponieważ w tym obszarze nie widać poprawy, spowolnienie gospodarcze może się pogłębić, co nikogo nie dziwi po 10 latach wzrostu. Nie ma natomiast jeszcze przesłanek, by mówić o nadchodzącym kryzysie, mimo że wymienione czynniki polityczne mają potencjał, by do niego doprowadzić. Powodem do niepokoju jest wzrost zadłużenia w sektorze przedsiębiorstw, zwłaszcza że jest to zadłużenie lewarowane, o podwyższonym ryzyku. Zarówno spadek przychodów, jak i wzrost stóp procentowych mogą być czynnikiem uruchamiającym falę niewypłacalności i bankructw. Ekspozycję na to mają zarówno Stany Zjednoczone, jak i Unia Europejska. Na szczęście Polska jest znów wyjątkiem, gdyż spowalniamy z wysokiego poziomu, a ten problem u nas nie występuje.

Dno spowolnienia w przyszłym roku

Foto: Archiwum

Globalny indeks niepewności co do polityki gospodarczej w ostatnich miesiącach był najwyżej w swojej historii, sięgającej 1997 r. – powiedział Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao, podczas wystąpienia poprzedzającego debatę „Czy świat i Polskę czeka kolejny kryzys?". Podkreślił jednak, że właśnie w związku z powszechnymi obawami o perspektywy światowej gospodarki bardziej prawdopodobne jest to, że rzeczywistość okaże się lepsza od oczekiwań, niż to, że będzie gorsza. Według niego w 2020 r. koniunktura na świecie powinna zacząć się powoli poprawiać, bo z jednej strony łagodzona będzie polityka pieniężna, a z drugiej można liczyć na wyciszanie sporów handlowych przed wyborami prezydenckimi w USA.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA